Nieznana przyszłość – Twoje przeznaczenie. Rozdział 18

Zaraz po listening party mojego audiobooka zaczął się mecz mundialowy, a teraz o północy zasiadłam do komputera, aby Wam dać nowy rozdział!

No to miłej lektury! Może ktoś nie śpi jak ja, ha!

*

– Ten zapach nie może mylić… Jesteś Isabelle Starlight. Córka Elizabeth i Petera Starlight… Gdzie są Strażnicy Gniazda? Dlaczego znów pozwolili na kradzież moich Jaj? Przecież wcześniej ich wuj dopuścił się tego czynu… Nikt inny… – przemówiła do nich Smoczyca. Jej głos był nienaturalnie mocny i zgrzytliwy…

– Moi rodzice zostali zabici przez Ciotkę Andie, która ukradła Jaja. Dlatego nie mogli ich i ciebie ochronić przed nią… – odpowiedziała na to powoli Isabelle. Smoczyca tylko zaryczała w odpowiedzi… Był w tym głosie wyrażony ogrom cierpienia… Ale chwilę później znów przemówiła:

– Skąd w ludziach taki ogrom nienawiści? Zwłaszcza w jednej rodzinie? Nigdy nie zrozumiem ludzi… – tutaj Smoczyca zrobiła pauzę i dopiero teraz zauważyła Rossa, który wciąż leżał na piasku. – Dziękuję za ukłony młodzieńcze, ale ich nie przyjmuję… – blondyn zrobił tylko zdziwioną minę i wstał szybko do pozycji siedzącej jak Isabelle. – A kim jesteś tak w ogóle? Nie poznaję twojego zapachu rodowego… – i tutaj było widać lekki ruch czerwonych nozdrzy Smoczycy.

– Jestem Ross Rose Lickien. Pochodzę z rodziny czarodziejów i jestem Aniołem Stróżem Isabelle – odpowiedział po wojskowemu z odwagą i mężnością.

– Aniołem Stróżem? No tak… Trochę widziałam Aniołów chodzących po świecie, gdy latałam w poszukiwaniu Strażników i Jaj… Ale chodzili wśród ludzi… Chyba zwykli ludzie nie są do końca świadomi, że inni ludzie, których dobrze znają, mogą być Aniołami żyjącymi pomiędzy nimi… Ale skoro już tu jesteście… Powiedźcie mi: kto będzie teraz nowym Strażnikiem Smoczego Gniazda? Wciąż potrzebuję ochrony przed tą całą Ciotką Andie…

– Ale jej już nie ma i nie może ci zagrozić… Dlatego przychodzimy tutaj oddać to, co twoje, Smoczyco… I chcę ci zaproponować siebie jako nową Strażniczkę, skoro wciąż potrzebujesz kogoś nowego.

Gdy Ross to usłyszał, otworzył lekko usta ze zdziwienia i zgrozy…

– Nie, Izzy… Nie możesz… To ogromne poświęcenie… Ja potrzebuję… Ciebie… Na Ziemi… Przecież muszę cię chronić… – błagał niemalże płaczliwie.

Dziewczyna spojrzała na niego, ale nie mógł nic wyczytać z jej oczu…

– Potrzebuję pary, więc dobrze. Teraz wy oboje będziecie stać na straży mojego gniazda – Smoczyca powiedziała to bardzo miękkim głosem tym razem i było widać, że była zadowolona z takiego obrotu spraw. – A teraz podejdźcie do mnie bliżej i uklęknijcie… Musimy przypieczętować nasz nowy pakt.

Tutaj Ross podszedł bliżej i uklęknął obok Isabelle. Ona po prostu zmieniła pozycję na klęczącą. Spojrzeli na siebie i wtedy… Smoczyca zionęła na nich ogniem… Nie oznaczało to jednak śmierci. To było konieczne, aby wytworzyć więź między nimi a Smoczycą…

Od teraz będą ich dusze na zawsze w dwóch miejscach jednocześnie… Będą zawsze z tyłu głowy widzieć Smoczycę i jej gniazdo, niezależnie gdzie pójdą… Ale nie muszą zostawać na tej plaży na zawsze. Mogą wciąż żyć tak jak wcześniej. Teraz będą po prostu zawsze dostępni na każde zawołanie Smoczycy… Już na zawsze będą związani z plażą w Malibu… I to zjawisko nazywa się Tunelem Przeznaczenia.

Tak, misja została ukończona… I los Rossa został przypieczętowany za niego, tak naprawdę bez jego wyraźnej zgody, tym wiecznym paktem między nowymi Strażnikami a Smoczycą… Ale czy on w ogóle miał wybór, skoro przeznaczenie zdecydowało już wieki temu…? Skoro mają już zawsze być razem, to cóż to za różnica…? Będą jednocześnie chronić Gniazda, Smoczycy i jej Jaj po wsze czasy w międzyczasie…

Muszę też przyznać, że ten pakt daje możliwości latania na Smoczycy naszej dwójce głównych bohaterów! Taka niby ona groźna, a tu proszę! Konik podniebny normalnie!

Ale może teraz zobaczmy, jak zakończy się trzeci i ostatni etap Ostatecznego Rozstrzygnięcia…

*

W końcu Ciotka Andie została unieszkodliwiona, Jaja zwrócone Smoczycy, więc co jeszcze zostało…? Tak! Odbicie Eda! Ale sytuacja nieco zmieniła się, więc nasi bohaterowie musieli dowiedzieć się, gdzie on został przeniesiony na początek… Dopiero wtedy ekipa ratunkowa mogła być wysłana… Niestety dopiero dzień po oddaniu Jaj przez Isabelle i Rossa udało się Ciotce Maddie ustalić miejsce przebywania Edmunda… Tak, niestety przez dwa miesiące po ostatecznej bitwie nie dało się tego dowiedzieć… Normalnie jakby ślad się urwał…!

Gdy w końcu jednak czytanie Kronik przyniosło odpowiedź… Vicky i Kelly zostały wysłane, aby go sprowadzić do domu. A udały się do… Europy. A konkretnie to do Włoch… Jeszcze konkretniej? A do Rawenny. Okazało się, że Ciotka Andie miała tam swoją willę letnią… Któż by pomyślał!

W ten oto sposób dziewczęta trzy dni po akcji w Malibu znalazły się w Rawennie i poszły odbić Eda. Trochę to trwało, ponieważ podróż zajęła trochę czasu i później Vicky i Kelly musiały się zaaklimatyzować… A cóż to może znaczyć…? Odpoczynek ze strony Vicky i upijanie się klimatem Włoch przez Kelly… Dziewczyna chyba mogłaby być Włoszką w innym życiu… Albo tak podróżować przez Włochy… Nauczyć się języka i może… Tam zamieszkać na stałe…? Ale nie rozmarzmy się za bardzo tutaj… Trzeba przecież człowieka ratować!

Gdy dziewczęta w końcu były gotowe, poszły do willi Ciotki Andie. Dostały wytyczne od Ciotki Maddie, która wszystkiego dowiedziała się oczywiście z Kronik… Okazało się, że budynek był chroniony przez magiczne bariery… Ale to były bardzo wymyślne bariery, które polegały na zgodności DNA… A cóż to może znaczyć…? Vicky nacisnęła na klamkę drzwi wejściowych i okazało się, że były nie tylko zamknięte, ale nawet klamka nie drgnęła! Natomiast Kelly należała do rodziny Starlight, więc gdy spróbowała otworzyć drzwi… Nie dość, że klamka poszła w dół, to jeszcze otworzyła drzwi! Tak po prostu!

Budynek z zewnątrz wyglądał na kamienną kamienicę. W środku natomiast była ona urządzona po królewsku! Czyli w stylu empire… Ciotka Andie bardzo pozazdrościła tego stylu życia Napoleonowi Bonaparte i postanowiła swoje rezydencje w Los Angeles i Rawennie też urządzić po cesarsku! Ale jednocześnie… Nie dało jej się zapomnieć o swoim pochodzeniu i latach młodości, więc budynki te jednocześnie przypominały wczesne lata średniowiecza…

W holu, który prowadził do bogatej klatki schodowej, już było widać pałacowe bogactwo. Ściany były obłożone czerwoną tkaniną z maleńkimi różyczkami i cała klatka schodowa, która znajdowała się kilka kroków w głębi budynku, też była nią obłożona. Po obu stronach schodów stały marmurowe rzeźby w formie wazonów z aniołkami w środku. Całe schody i balustrada też zresztą były marmurowe. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające włoskie miasta i martwe natury. W oknach wisiały misterne karmazynowe zasłony.

Kelly i Vicky przeszły przez korytarzyk i poszły po schodach na górę. Na pierwszym piętrze wszystko wyglądało dokładnie tak samo jak na parterze.

W końcu postanowiły wejść do każdego pomieszczenia w celu sprawdzenia, gdzie może być ukryty Ed… Rozdzieliły się i Vicky sprawdzała pokoje po lewej, a Kelly po prawej. Pierwszy pokój, do którego weszła Vicky, okazał się być garderobą pani domu, czyli Ciotki Andie. Była tam ogromna orzechowa szafa, dwie komody i lustro na niemalże całą ścianę w mahoniowej ramie. Następne pomieszczenie było sypialnią połączoną z garderobą, a ostatni pokój był kolejną sypialnią. Obie sypialnie wyglądały podobnie, ale były urządzone w innych kolorach. Sypialnia pani domu była czerwona jak reszta wnętrz, a ta druga była słonecznie żółta. Łóżka były pod baldachimami, pośrodku pokoju były dywany, a na nim stoły i krzesła. Były tam też lustra, rzeźby anielskie i małe stoliki przyłóżkowe, ale chyba najbardziej przykuwające uwagę były kryształowe żyrandole…

Kelly natomiast trafiła do męskiej garderoby, sypialni i pokoju dziennego i właśnie tam zastała Edmunda… Ale opis pomieszczeń najpierw! Męskie pokoje były ciemne; były tam też boazerie, ale ogólnie pomieszczenia te były bardzo podobne do tych z lewej strony. Pokój dzienny był błękitny i składał się z kilku kanap, krzeseł, witryn z książkami i stołami pełnymi jadła… Dlatego też Ed mógł tu przeżyć w samotności te dwa miesiące! I tak naprawdę miał cały dom tylko dla siebie! Tylko tyle, że nie mógł wyjść poza posiadłość… Ale ogród był dla niego jak najbardziej osiągalny! Tylko uciec przez magiczne bariery nałożone na płot się nie dało…

Gdy siostra Isabelle tylko go zauważyła siedzącego na kanapie i jedzącego ciasto, od razu zawołała Vicky słowami:

– Vicky! Ed jest tutaj!

Gdy dziewczyna tylko to usłyszała, od razu przybiegła i… Przytuliła przyjaciela bardzo mocno… W końcu już tyle miesięcy minęło! I tak bardzo za nim tęskniła! Tak bardzo jej go brakowało! No i bała się o niego… A Ed… No cóż… Po prostu ciasto mu się przewróciło na talerzyku i trochę się posypało na podłogę… W sumie to był chyba bardziej zaskoczony tą całą sytuacją… W końcu tak długo był sam…! Ale hurra! W końcu go znaleźli! Przyszli po niego! Nie został zapomniany tak, jak próbowała go do tego przekonać Ciotka Andie! A właśnie… Pora mu włożyć podobne słowa w usta…

– Wy tutaj…? A Ciotka Andie…? Nie zagrodziła wam drogi czy coś…? – zapytał tylko, wciąż będąc w ciężkim szoku.

– Ciotki Andie już nie ma. Już po bitwie… Wiemy, że byłeś w Siedlisku Zła, ale później przeniosła cię tutaj… Szukałyśmy cię i w końcu udało nam się natrafić na twój ślad tutaj… A tak właściwie to wszystko zasługa Ciotki Maddie… – wytłumaczyła mu Kelly.

– No dobra, ale jak tu weszłyście? Cała posesja jest okryta jakąś niewidzialną barierą… Za Chiny nie mogłem stąd uciec…

– A to już wyższa szkoła jazdy… Ja wejść nie mogłam, a Kelly tak po prostu otworzyła drzwi i weszła – powiedziała Vicky.

Tak, bo klucz jest w mojej krwi… W końcu Ciotka Andie była siostrą mojej matki… Wiecie, to samo DNA… – tłumaczyła dalej Kelly.

Gdy chłopak już wszystko wiedział, zabrali się i po prostu wrócili do hotelu… Ale najpierw postanowili się jeszcze najeść do syta… Przecież tam było tyle wymyślnego jadła…! Bezy, panny cotty, bażanty w sosach myśliwskich, zrazy z ziemniaczki, różne surówki, soki, wina… Same frykasy! A parę dni później wylecieli w drogę powrotną do Los Angeles… Nie od razu, bo to przecież Włochy! Tyle zabytków! Jeszcze więcej pysznego jedzenia! Przecież na dodatek to kolebka naszej europejskiej kultury i tożsamości! Żadne też portale nie były możliwe, ponieważ cała trójka to zwykli ludzie, pozwól mi ci przypomnieć, drogi czytelniku! Więc też trzeba było cierpliwie poczekać na odpowiedni lot…

Może wróćmy teraz do Los Angeles w takim razie… Co mogą robić inni bohaterowie naszej historii w międzyczasie…?

*

Nie ma większej siły niż miłość… Przecież świat może poczekać! Gdy wszystko się pali, wali i kiełkuje na nowo… Można wciąż przeglądać się w oczach ukochanej osoby!

Becky i Charlie szli, trzymając się za ręce w parku, gdzie to wszystko się zaczęło… Właśnie tutaj Izzy i Vicky znalazły Jaja Smoczycy kilka miesięcy wcześniej…

Był to ciepły grudniowy dzień. Do Świąt były jeszcze trzy tygodnie, ale wiadomo, że już był to odpowiedni czas na światełka i dekoracje… Dlatego też w tym magicznym czasie nasza para postanowiła wybrać się na randkę właśnie w takie piękne miejsce…

Becky ubrała się w biały puchaty płaszczyk, odświętną czarną cekinową sukienkę do kolan i brązowe kozaczki. Charlie założył jeansy, białe sneakersy i czarną puchową kurtkę. Pod nią miał tylko białą koszulę, czyli też Francja elegancja… Po spacerze mieli iść na wystawną kolację, więc dlatego byli ubrani tak, a nie inaczej!

Już wszystko zostało zrobione, więc teraz naprawdę mogli spokojnie już zająć się tylko sobą… Bitwa odbyła się, Jaja zostały oddane, a Ed był w tym czasie w samolocie przy Vicky i Kelly… W ten oto sposób nadszedł doprawdy czas świętowania!

Dobrze… Ale nasi bohaterowie sobie rozmawiają, a ja nie zwracam na nich uwagi… A pewnie chcesz też ich podsłuchać trochę, co, mój drogi czytelniku?

– Wiesz, bardzo się cieszę, że jesteśmy razem… Już tak długo się znamy, zawsze byliśmy sobie bliscy i zawsze wydawało mi się, że to tylko kwestia czasu… – dziewczyna powiedziała w końcu.

– Tak… Cieszę się też, że przeżyliśmy to wszystko razem… To była ciężka próba, ale wyszliśmy z niej cało – Charlie odpowiedział jej na to i pocałował ją w policzek.

Becky zaśmiała się i wtuliła w jego ramię.

Przeszli przez park i udali się w stronę restauracji serwującej chińskie jedzenie. Usiedli przy wcześniej zarezerwowanym stoliku i po dwudziestu minutach mogli już cieszyć się kurczakiem po chińsku z ryżem…

Tak, doprawdy naszedł czas świętowania! A ja mogę już tylko zostawić naszą szczęśliwą parkę w spokoju… Niech sobie jedzą! Może my też powinniśmy coś zjeść przed rozpoczęciem kolejnego rozdziału…? Zamiast podsłuchiwać amory innych…?

***

Ciekawy ten rozdział, czyż nie? Najpierw okazuje się, że ta groźna Smoczyca wcale nie jest taka zła (może nasze lęki tylko nam się wydają takie straszne, a są tak naprawdę malutkie?), później mamy scenę odnalezienia Eda w Rawennie (bardzo bym chciała kiedyś zobaczyć to miasto!), a na koniec trochę romantyzmu!

Zostały już tylko dwa rozdziały do końca! A to znaczy, że już koniec w lipcu… Ale mogę Wam powiedzieć, że jeszcze będzie epilog i piosenki zespołu Smile, które są dodatkiem do książki! Tak, to moje autorskie teksty…

Zapraszam też do zapoznania się z kolekcją do tej książki. Jest ona tutaj. Jeśli macie ochotę, to książka jest też dostępna w Empiku, Amazonie i moim sklepie. E-book jest dostępny do pobrania tutaj. Polecam też przeczytać moje inne książki! Znajdziecie resztę mojej oferty tutaj.

To już wszystko na dzisiaj. Do następnego za tydzień!

A.A.

Leave a Reply

Discover more from Allysa Agnes

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading