Nieznana przyszłość – Twoje przeznaczenie. Rozdział 17

Nowy rozdział dostępny! Ciąg dalszy Ostatecznej Bitwy! Miłej lektury!

***

Bitwa może jakaś inna skończyłaby się w momencie śmierci przywódcy… Ale to była inna bitwa, nietypowa bitwa… Nikt nie bronił Ciotki Andie w momencie zranienia, założenia kajdan i wtrącenia do wiecznego lochu, ponieważ to wszystko wydarzyło się w kilka tylko chwil i po prostu nikt nie zdążył zareagować… Ale prawdą też jest, że niektórzy widzieli wszystko i to właśnie ich przerosło, więc w końcu cichaczem wycofali się z terenu posiadłości.

Tak, szok był powszechny… Konsternacja pojawiła się na twarzach niektórych… Ale to pierwsze wrażenie w końcu zniknęło i pojawiła się prawdziwa wściekłość w sercach niektórych… Wszyscy zwolennicy Ciotki Andie, którzy zostali i postanowili walczyć dalej w ramach zemsty, byli czarodziejami, więc wyczarowali sobie broń i ruszyli w zwartym szyku na naszych bohaterów.

W ten oto sposób impreza przerodziła się w straszną rzeź…

Ciotka Maddie widziała, co się dzieje, więc postanowiła nie zwlekać ani chwili dłużej i ewakuować nieprzytomnego Rossa i Becky do Antykwariatu. W tym celu wyczarowała portal. Obie panie przeciągnęły blondyna na drugą stronę i chwilę później Isabelle i Vicky zobaczyły nowoprzybyłych. Jednej z nich ciastko aż wypadło z rąk i upadło na ziemię… A była to oczywiście Vicky.

Izzy szybko podbiegła do ukochanego. Ujęła jego twarz w swoje dłonie… Czy wiedziała, że ten gest był niezwykle życiodajny i miał uzdrawiającą moc…? Raczej nie… Ale na domiar szczęścia nachyliła się i go pocałowała… Ross natychmiast otworzył oczy.

– Ty moja Śpiąca Królewno – zaśmiała się do niego.

Był jednak bardzo słaby i potrzebował kilku tygodni, aby dojść do siebie, ale nie wychodźmy za bardzo do przodu… Na razie mamy scenę cudu w Antykwariacie… Człowiek porażony magicznym prądem stracił przytomność, a jego funkcje życiowe wróciły, gdy serce ukochanej kobiety zabiło szybciej z przerażenia… Jest to oczywiście siła tego uczucia, ale fakt, że Isabelle jest najpotężniejszą czarodziejką w tym świecie magii, też oczywiście miał znaczenie… Jej moce są tak naprawdę wciąż niezgłębioną tajemnicą… Ponieważ niektóre cechy jej mocy zostały już opisane w Kronikach, ale historia wciąż się pisze i tak naprawdę może być tej siły w jej duszy znacznie więcej… W końcu ta dziewczyna ma dopiero 17 lat! Któż zostaje na zawsze tą samą jedną wersją siebie…? Któż żyje dalej, nie rozwijając swoich talentów od Boga…?

Ale może wróćmy już do Antykwariatu!

Po tej niezwykle uroczej scenie Ciotka Maddie uznała, że musi wrócić do domu Lickienów… Tak składa się, że akurat miała wizję… Wiedziała, że bitwa się jeszcze nie skończyła… Ale nikomu postanowiła nic nie mówić… I nikt nie zauważył zmiany, malującej się na jej twarzy tym razem… Nikt nie zauważył tej cichej wizji, którą przed chwilą miała… Wszyscy byli po prostu wpatrzeni w Rossa… Mam na myśli dziewczyny, oczywiście… Ale nie powinniśmy się dziwić…

Gdy Ciotka Maddie przeszła z powrotem przez portal, zobaczyła kolejny cud… To zniknięcie jej trwało tylko chwilę, ale to było wystarczające, aby pojawiła się pomoc w formie armii chińskich smoków dowodzonych przez Mike’a. Becky natomiast chwilę później też przeszła przez portal i pobiegła szybko przebrać się, aby pomóc kuzynowi w dowodzeniu i walce…

Jak mogło do tego wszystkiego dojść w tak krótkim czasie…? To proste. Smoki są po prostu wszystkowiedzące i wiedziały, że już czas przyjść z obiecaną pomocą. Nasz bohater o imieniu Mike szybko przebrał się w strój jeździecki i wsiadł na jednego z dwóch smoków, które postanowiły użyczyć swoich grzbietów dowódcom, i w ten sposób armia ruszyła z defensywą na czarne smoki wychodowane przez Ciotkę Andie. Były one diabelnie szybkie, ale niezbyt trwałe… Wystarczyło zionąć ogniem i już było po złym smoku…

Gdy Becky dołączyła do walki, bardzo szybko także niebo opustoszało… Aż w końcu składało się już tylko ze smoków, które przybyły z odsieczą… Natomiast Ciotka Maddie mogła to wszystko oglądać w pierwszym rzędzie przez jedno z okien domu Lickienów.

Zwolennicy rządów Ciotki Andie zaczęli się wycofywać, gdy zobaczyli, że tracą przewagę… A walecznie stawiali im opór: Charlie, Brad, Adam Lickien i Kelly. I ta czwórka jakoś dała sobie radę przeciwko armii czarodziejów, której co prawda została tylko garstka, ale to wciąż niebywałe! Należą im się owacje na stojąco! Ludzie! Przecież to zwykli ludzie!

A co z Eve Lickien i Jane? A schowały się w piwnicy… Wyszły dopiero wtedy, gdy ich mężczyźni po nie przyszli… Mam na myśli Adama i Brada, tak…

W ten oto sposób ostateczna bitwa została rozstrzygnięta na korzyść teamu dobra.

Ale, nie, spokojnie… To nie jest jeszcze koniec tej historii! Czy pamiętacie, czego Ciotka Maddie nauczała naszych bohaterów kilka miesięcy wcześniej…? Tak, jest kilka rzeczy, które trzeba zrobić. Kilka etapów, przez które trzeba przejść…

Pora więc przejść do etapu drugiego teraz.

*

Nagle nastał 1 grudnia. Minęły już niemalże dwa miesiące od ostatecznej bitwy. Ross był ranny, ale w sumie w miesiąc wrócił do pełni sił. W listopadzie zaczął budować… Samolot. Tak, samolot. Nie chciał natomiast za bardzo używać magii w tym celu… Dlatego też kupował części i po prostu montował wszystko w całość… W ten sposób praca szła w miarę szybko… A magii używał dopiero w ostateczności!

Czy mój drogi czytelnik zastanawia się, do czego może mu być potrzebny samolot…? Ross to po prostu mądry chłopak, który wyciągnął wnioski z tego nagłego wydarzenia zwanego ostateczną bitwą. Skoro nie wszystko wyszło tak, jak do tego się przygotowywali… To w takim razie trzeba być zawsze gotowym na wszystko. Tak, mam na myśli to, że ten samolot to jego plan B na wypadek, gdyby coś poszło nie tak w czasie oddawania Jaj Smoczycy przez Isabelle.

Tak, Jaja Smoczycy przetrwały inwazję smoków na Los Angeles i były przez ten cały czas czekały bezpiecznie w Antykwariacie. Czekały właśnie na ten moment powrotu do Matki, do Praźródła… A będzie to miało miejsce właśnie pewnego zimowego dnia… Bo tak… Czasami czas szybko biegnie i leci, wiecie? Zwłaszcza, gdy się składa samoloty… Zresztą taką też pracę miał mój tata za młodu… Ale już chyba za daleko poleciałam z tą dygresją! Trzeba wracać na ziemię już… Lądujemy!

Ross tak oto zajmował się najpierw własnym zdrowiem, później samolotem i w międzyczasie został także poproszony przez Ciotkę Maddie o danie kilku dodatkowych lekcji latania na smoku Orzeszku dla Isabelle i lekcji języka smoków oczywiście też, więc okres ten był dla niego w sumie bardzo owocny i pracowity…

*

Isabelle siedziała w swoim pokoju tak, jak to miała zawsze w zwyczaju i przyglądała się światu za oknem. Niby zima nadeszła, ale w LA zawsze jest ciepło. O tej porze roku jest nieco chłodniej, ale to są wciąż przyjemne temperatury. Śnieg byłby tutaj raczej anomalią pogodową i takie rzeczy raczej nie zdarzają się zbyt często… Więc widok za oknem był, krótko mówiąc, świąteczno-letni. Jak ktoś lubi słuchać muzyki świątecznej w lecie… To jest w sumie dokładnie to samo!

Dziewczyna myślała o swojej misji. W czasie ostatecznej bitwy musiała ukrywać się, Ross miał swój moment, reszta zresztą też, ale teraz właśnie nadeszła jej chwila… Plan się w zasadzie w ogóle nie zmienił. Miała po prostu podrzucić Jaja do gniazda Smoczycy, a Ross miał przy niej po prostu być jako ochroniarz… Polecieć jednak mieli nie na dwóch smokach, a na jednym. A tak właściwie to tylko ona miała lecieć na Orzeszku… Ponieważ samolot Rossa to bezpieczniejsze miejsce do przetransportowania Jaj. Miał to być także jedyny ich ratunek, gdyby coś poszło nie tak i przyszło im stanąć twarzą w twarz ze Smoczycą… Dlatego też nie był to zwykły samolot, a specjalny żaroodporny, czyli ogień smoka nie byłby mu straszny…

Gdy Smoczyca odzyska swoje Jaja, nie będzie już nikomu zagrażała. Świat odzyska też te gwarantujące harmonię źródło mocy… Ale to wciąż bardzo trudna i ciężka misja, która czeka na wykonanie w tym konkretnym momencie naszej historii!

Póki co, to Isabelle siedziała sobie na parapecie w pokoju i myślała… A o czym myślała…? Właśnie o tym wszystkim! Jednak jej myśli zostały w końcu przerwane… Ponieważ dwa ptaszki usiadły na jej zewnętrznym parapecie… Nic nie mówiły do niej, ale ona wiedziała…

Czy czytelnik pamięta jeden z początkowych rozdziałów…? Tak, jeden taki ptaszek przemówił wtedy do niej… W ten sposób dziewczyna zrozumiała, kim jest… Tak samo teraz zrozumiała wszystko… Ale tym razem to był cichy komunikat… Niemy… Ale sama ich obecność przemówiła do niej… Tak, te dwa ptaszki to właśnie jej rodzice. Przylecieli dodać jej otuchy przed misją… Uciekli, są wolni znów…

Dziewczyna uśmiechnęła się do nich i czuła się szczęśliwa, widząc ten mały cud ich obecności… Może umarli, gdy była młodsza, ale oni nigdy nie odeszli… Zawsze byli przy niej i dopiero teraz to zrozumiała… Śmierć to tylko przejście do innego świata i życia, które jest niewidzialne, ale trwa wiecznie. Tylko nieliczni są świadomi jego istnienia… Dokładnie tak samo jest z tym światem magii. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte, aby widzieć. Trzeba być świadomym tego, co niewidoczne, aby to zobaczyć. Nie ma innej drogi. Ten, kto jest ślepy, nigdy nie zobaczy cudów obecności innych światów… Trzeba też znaleźć się w miejscach, gdzie te światy się przecinają… Tak, jak to jest między innymi w Antykwariacie… Właśnie na tym polega cud miejsca.

Ale może wróćmy już do naszej Isabelle… Tego dnia miała mieć kolejną lekcję związaną z czytaniem w myślach… Tym razem to jednak miała być lekcja kontrolowana i świadoma dla wszystkich… Mam na myśli pana nauczyciela Rossa… Ale jednak wyszło nieco inaczej…

Blondyn wpadł do jej pokoju przejęty, a ptaki wystraszyły się i odleciały… Ale nie tylko one przestraszyły się tym nagłym ruchem… Isabelle też podskoczyła z wrażenia.

– Może zapukaj następnym razem… – powiedziała lekko obudzona, ale chwilę później zapytała go zatroskana i lekko zdenerwowana: – Co się stało?

Wiedziała, że coś musiało się stać, skoro on tak bez pukania wpadł do jej pokoju… On natomiast nie zostawił jej w niepewności ani chwili dłużej i przystąpił do wyjaśnień:

– Już czas, Isabelle. Ciotka Maddie właśnie powiadomiła mnie o odlocie Smoczycy, więc jej gniazdo jest puste… Nie dzieje się to zbyt często, więc mamy teraz szansę oddać jej Jaja… Czytelniczka szukała i później obserwowała jej gniazdo przez cały czas naszego szkolenia w Kolorado i mamy cztery godziny, aby tam dotrzeć i podłożyć Jaja, nim zorientuje się, że jesteśmy w jego pobliżu… Znajduje się ona w okolicach Wielkiego Kanionu, a jej gniazdo jest położone w… Malibu. I tam cię teraz zabieram. Musimy jednak działać szybko, ponieważ jej lot powrotny będzie trwał tylko pięć minut, gdy się zorientuje, że ktoś jest przy jej gnieździe…

– Och… – powiedziała tylko i wstała… W końcu to bardzo dużo informacji do przetrawienia na raz! A najważniejsza jest taka, że to już czas…

Tak, pora się przebrać i lecieć. Pora stawić czoła swojemu przeznaczeniu.

*

Gdy Isabelle przebrała się w strój przypominający do jazdy konnej, czyli obcisłe czarne spodnie, czarną koszulkę polo, długie buty i czarny skórzany frak, który był zresztą ognioodporny, to Ross zabrał ją swoim luksusowym czarnym autem przed Antykwariat. Czekały już tam na nich Ciotka Maddie i Kelly. Siostra Izzy trzymała w rękach dobrze już nam znaną magiczną klatkę…

– No, dobrze, że już jesteście. Zostało nam już tylko 3 godziny i 33 minuty – przywitała ich kobieta.

Następnie, zanim ktokolwiek zdążył mrugnąć, zaczęła iść przez Antykwariat… Isabelle nagle uświadomiła sobie, że nigdy nie była w jego głębi… Mam na myśli przestrzeń za specjalnym stołem z ekranami… Dlatego też doznała szoku, gdy uzmysłowiła sobie, że dalej ciągnie się długi korytarz obłożony czerwoną tkaniną. Dosłownie wszystkie ściany były nim pokryte i podłoga była przykryta bardzo długim perskim dywanem. Wydawało się, że korytarz ten prowadził w nieskończoność… W końcu cała trójka dotarła do końca korytarza, a tam były… Drzwi. Białe drzwi. Kobieta je po prostu otworzyła i… Isabelle zobaczyła znów światło dzienne.

Cała trójka przeszła przez nie i okazało się, że znaleźli się na tyłach Antykwariatu… Ale Isabelle zauważyła, że świat ten wyglądał znajomo, ale było tam więcej przestrzeni i zieleni… Dziewczyna doznała szoku, ale jej towarzysze nie wydawali się zaskoczeni… Czyli musieli już tu kiedyś być!

– Tak, Izzy. Jesteśmy w świecie magii, który jest odbiciem Los Angeles, które znasz – powiedziała jej Kelly. – Ale ten świat jest bliższy rajowi, ponieważ jest bardziej dziewiczy…

Dopiero teraz nastolatka zauważyła hangar i stajnię jak ta z Kolorado… Właśnie w tym hangarze znajdował się samolot, który został wybudowany przez Rossa, a w stajni smoczej znajdowało się kilka smoków… Między innymi Orzeszek… I jest to tak naprawdę dokładnie ta sama stajnia, co w Tajnej Bazie… Jak już mówiłam, jest to magiczne miejsce, gdzie Antykwariat jest pomostem między innymi wymiarami… I właśnie dlatego to samo miejsce może być w kilku innych miejscach jednocześnie!

Opiekun białego smoka Isabelle wyszedł ze stajni i prowadził Orzeszka za sobą jak kilka miesięcy wcześniej, a blondyn w międzyczasie poszedł otworzyć hangar.

Hangar na samoloty to po prostu ogromny blaszany pojemnik, w którym jest bardzo dużo miejsca na maszyny… Ten jednak nie był tak ogromny jak na lotniskach, a rozmiarami bardziej przypominał garaż… A pośrodku stał samolot.

Samolot Rossa wyglądał jak mały samolot pasażerski… Był to dosłownie miniaturowy samolot tego typu. Był cały biały i posiadał kilka okienek. W środku natomiast było wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich bohaterów tej historii!

Czy czytelnik zastanawia się, jak to możliwe, że Isabelle nie miała pojęcia o tym miejscu, a jednak miała przez ten czas kilka lekcji latania…? To bardzo proste. Ross ze smokiem zawsze czekał na nią na pustyni pod miastem. Dziewczyna zawsze tam dojeżdżała na rowerze… Tak jest zdrowiej!

Ale już dość wyjaśnień i wróćmy do podwórka za Antykwariatem… Kelly poszła z Jajami Smoczycy do hangaru za Rossem. Chłopak wsadził klatkę w specjalnie przygotowanym miejscu dla niej, Kelly otworzyła drzwi hangaru na roścież i chwilę później blondyn odpalił maszynę. Kołował na zewnątrz, a Izzy w tym czasie przywitała swojego białego smoka i wsiadła nań. Ciotka Maddie podała jej specjalny zestaw słuchawkowy, dzięki czemu miała mieć łączność z Rossem i centralą, czyli Ciotką Maddie w Antykwariacie. Isabelle i Ross mogą tak naprawdę komunikować się jednostronnie dzięki telepatii, ale to raczej mało przydatne w czasie takiej niebezpiecznej misji… Lepiej słyszeć odpowiedzi na swoje pytania, a nie oczekiwać niemożliwego przemówienia od ściany, prawda?

– Powodzenia, Isabelle. Losy świata są teraz w twoich rękach – powiedziała Ciotka Maddie. Kelly tylko się do niej uśmiechnęła niemo, gdy wróciła z hangaru.

Następnie Izzy nałożyła specjalne gogle i Ross zaczął przygotowywać się do startu.

– Pamiętaj, leć tuż za mną – powiedział do niej przez radio.

Następnie samolot i smok wzbili się w powietrze, bo cóż więcej zostało zrobić…?

*

Lecieli na plażę, znaną w realnym świecie jako Malibu, tylko pięć minut. Właśnie tam znajdowało się gniazdo Smoczycy ukryte na plaży… A tak naprawdę wcale nie ukryte, ponieważ Ross i Isabelle znaleźli je bez większych problemów… Było ono chronione specjalnymi czarami ochronnymi, więc było niewidoczne nawet dla czarodziejów, ale nieobecność Smoczycy i fakt braku Jaj osłabiały te magiczne bariery… A na dodatek Isabelle jako córka Strażników miała najsilniejszą moc zdejmowania barier niewidzialności, więc ona nie musiała nawet mrugnąć, aby zobaczyć gniazdo i je pokazać innym… Czyli chłopakowi, tak…

Samolot Rossa był właściwie niezwykłym samolotem, ponieważ mógł być także wodolotem, więc blondyn wylądował na wodzie bez problemu, ale nie mógł wylądować za daleko od brzegu… Następnie wyszedł z maszyny z klatką w ręce. Isabelle natomiast wylądowała na plaży. Chłopak podszedł do niej i bez słowa podał jej klatkę. Dziewczyna też bez słowa wzięła ją od niego i tym samym gestem, co na początku tej historii, zdjęła barierę niewidzialności z plaży, czyli wolno machnęła ręką od prawej do lewej… I wtedy ogromne gniazdo ukazało się ich oczom… A właściwie to Rossowi, bo ona już widziała jego lekki zarys wcześniej…

– Och – westchnął Ross, widząc to, co wcześniej widziała tylko ona… Połowicznie.

Pomiędzy kępami drzew na plaży znajdowało się ogromne gniazdo… To niemal niebywałe, że te pięć Jaj Smoczycy jest takich maleńkich… A tak właściwie to nie do końca prawda…

Isabelle podeszła bliżej, postawiła klatkę na piasku i przykucnęła. Powoli otworzyła drzwiczki klatki i powoli przełożyła jedno po drugim do gniazda… I wtedy prawdziwa magia się zadziała… Ponieważ Jaja urosły do niebywałych rozmiarów i ich biała poświata zaczęła być jeszcze bardziej bić w oczy… Ale zaraz zmieniła się w delikatne błękitne światło…

Gdy skończyła, wstała i pomyślała: „Smoczyco, twoje Jaja wróciły do Ciebie. Są bezpiecznie znów umieszczone w gnieździe”.

Wtedy oboje poczuli lekkie trzęsienie ziemi… Ross z wrażenia aż się przewrócił… Isabelle nie mogła się przewrócić, bo już była na ziemi… No, może było jednak dość mocne to trzęsienie w takim razie…

– Uwaga, alarm. Isabelle, Ross… Wracajcie do bazy. Smoczyca zawróciła… Powtarzam. Smoczyca zawróciła… Natychmiast wracajcie do bazy! – usłyszeli oboje komunikat Ciotki Maddie w słuchawkach…

Jednak nie było wcale czasu na nawet wstanie… Ponieważ niebo zostało natychmiast zasłonięte przez ogromne cielsko Smoczycy… Wylądowała w gnieździe, więc tuż przed Isabelle, która wciąż znajdowała się zbyt blisko niego i wyszczerzyła ostre kły do niej…

***

No to tak się kończy ten rozdział! Ostatnia Bitwa już jest skończona… No, ale nie do końca!

Pamiętam, jak pisałam to zakończenie… Ach!

Jeśli jesteście ciekawi reakcji Smoczycy… Możecie przeczytać ostatnie rozdziały wraz z abonamentem Empik Go! Albo kupić e-booka. Ale moja książka jest też dostępna w formie papierowej tutaj w moim sklepie, w Empiku i na Amazonie. No i jest jeszcze specjalna kolekcja inspirowana tą powieścią!

Na koniec zapraszam jeszcze do odwiedzenia mojego sklepu. Mam jeszcze inne dwie książki w swoim asortymencie! I nie tylko!

To już dzisiaj wszystko. Nowy rozdział już za tydzień.

Pozdrawiam!

A.A.

Leave a Reply

Discover more from Allysa Agnes

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading