Nowy rozdział już dostępny! Mam nadzieję, że Wam się spodoba!
Miłej lektury!
***
Czasami tak bywa, że myślimy, że już coś pora zrobić, już wstajemy, już gonimy… A ostatecznie okazuje się, że minął kolejny miesiąc, a coś, co miało być skończone, niestety takie nie jest… Cóż, plany planami, ale w końcu trzeba zakasać rękawy i coś zrobić! Skończyć nieskończone rzeczy!
To samo wydarzyło się w pewnym domku w głębi puszczy w Kolorado… Ross wysłał skończony standardowy album do reszty zespołu, a oni zaczęli proces wydawniczy, ale koniec końców było trzeba jeszcze skończyć nieskończone rzeczy! I w międzyczasie doszlifować umiejętności Isabelle… W ten oto sposób nagle nastała końcówka września, gdy nasza dwójka zaczęła pakować walizeczki i rzeczywiście planować powrót do Los Angeles.
Ale wróćmy do muzyki! Don’t Leave Me Alone i Left Me All Alone zostały połączone w jeden utwór o tytule Don’t Leave Me Alone (Left Me All Alone), który stał się duetem i opowieścią składającą się z dwóch różnych punktów widzenia. Krótko mówiąc – obie osoby marzą o sobie, ale nie mogą się dogadać! Nothing Can Be More Wrong natomiast została skończona, ale żeby tego było mało… Ross i Izzy napisali jeszcze jeden utwór – Wall (I Love You). W ten sposób stworzyli nowy album składający się z 13 piosenek + 3 bonusowych. Pięknie! Po prostu pięknie! Jak ma się dużo wolnego czasu, to naprawdę można dużo zrobić!
Ogólnie rzecz podsumowując… Rzeczywiście, nastał czas realizacji planu już na wielu płaszczyznach.
Tak, walizki zostały już spakowane, ale wyjazd nastąpić miał dopiero dnia następnego! Dlatego naszym bohaterom zostało już tylko siedzieć, rozmawiać, czytać i czekać na dzień następny… Ale kto powiedział, że nie może to być wciąż bardzo owocny czas…? Mam na myśli ciekawe treści rozmów… Izzy już oswoiła się z całą prawdą o swoim pochodzeniu, ale było wciąż sporo rzeczy, których nie wiedziała o Rossie… Dlatego zadała mu takie jedno pytanie, siedząc w salonie pewnego wrześniowego popołudnia, jak już wspominałam wyżej…
– Jaki jest rodowód twojej rodziny? Z jakiego polskiego rodu się wywodzicie?
Znów była ubrana w dresy, które nosiła w maju. W końcu już lato skończyło się i zrobiło się nieco zimniej… Ross również założył znów nieco cieplejsze ciuszki. Kolory raczej biało-szare.
Chłopak akurat czytał książkę, Isabelle zresztą też próbowała, ale czasami natłok myśli nie pozwala nam zrozumieć czytanych słów… W ten oto sposób dziewczyna raczej udawała czytanie, a blondyn został od razu wyrwany z obcego świata, gdy usłyszał jej pytanie.
– Pochodzimy od rodziny Lanckorońskich… Taka dawna możnowładcza rodzina…. A co? – odpowiedział jej niezwykle zaskoczony.
– Wow, nawet podobne to nazwisko do twojego obecnego… Bardzo ładne jest…
– Cieszę się, że lubisz swoje przyszłe nazwisko – tutaj Ross pocałował ją w rękę, patrząc jej prosto w oczy. Dziewczyna mimo woli musiała uśmiechnąć się i zarumienić… Musiał jednak kontynuować opowieść: – Wiesz, chyba byłabyś księżną w innym świecie… Dużo słyszałem o tym, że był to bardzo ważny i wpływowy ród w dawnej Polsce… Moi przodkowie jednak postanowili oderwać się od rodziny, zerwać z nią, zmienili nazwisko i chcieli zacząć wszystko od nowa w Ameryce… A wszystko zaczęło się od farmy drobiu…
– Tak, wiem… W sumie to pasujemy do siebie, bo ja też mam pochodzenie dość szlachetne, że się tak wyrażę… – tutaj dziewczyna się zaśmiała.
– Jeszcze bardziej niż moje, moja droga, ale chyba jestem ciebie godzien… – tutaj puścił do niej oczko i przytulił. Dziewczyna w odpowiedzi wtuliła się nieco bardziej… Książki mogą poczekać!
– Czasami zastanawiam się, dlaczego urodziłam się akurat teraz… – zaczęła nieco zamyślonym tonem głosu.
– Bo to cud narodzin… – odpowiedział jej od razu i uśmiechnął się głupkowato.
– Przestań… Ja się serio zastanawiam… – Izzy zaczęła się śmiać z tego żartu, bo jakby inaczej? Przecież Ross jest taki zabawny…!
Dziewczyna uznała także, że pora go o tym powiadomić telepatycznie… Bardzo usilnie pomyślała „Jakiś ty zabawny!’ i wysłała ten magnetyczny sygnał ku niemu… Chyba rzeczywiście musiał ją usłyszeć, ponieważ zrobił duże oczy i zapytał zszokowany:
– Co to było?! Miałem wrażenie, że usłyszałem twój głos w mojej głowie!
– Bo chciałam, abyś mnie usłyszał… Vicky radziła mi poćwiczyć tę umiejętność i chyba nieźle mi wyszło ostatecznie… – tutaj Izzy zaczęła się śmiać, a Ross zbaraniał jeszcze bardziej…
– Chcesz mi powiedzieć, że przez ten cały czas czytałaś moje myśli bez mojej zgody?!
– Spokojnie, aniołku, spokojnie… I tak naszym przeznaczeniem jest znać się jak dwa łyse konie… I zresztą… Może to się przydać przy okazji ostatecznej rozgrywki…
– A jak długo to trwało…? – zapytał jeszcze.
– Tylko miesiąc…
Nie był zadowolony, słysząc to, ale Isabelle przytuliła się do niego i blondyn od razu złagodniał… W końcu to tylko miesiąc, a nie całe lato…!
Na takich właśnie rozmowach i scenach zleciał i polegał ten ostatni dzień pobytu w willi, czyli tajniej bazy, należącej do rodziny Starlight…
*
A cóż porabiali przyjaciele i rodzina naszej uroczej dwójki w międzyczasie? Czy już dowiedzieli się, że Ciotka Andie ich przechytrzyła tym razem…? Niestety los zdecydował inaczej… A co do zajęć naszych bohaterów, to każdy robił coś zupełnie innego przez ten miesiąc… Członkowie zespołu byli bardziej zajęci wydaniem albumu, Vicky wróciła do szkoły na ten ostatni rok, a Kelly i Ciotka Maddie imprezowały jakby nigdy nic… Jakby wszystko wróciło do normy i nie było potrzeby martwić się o losy świata… Niestety tak czasami bywa i właśnie dlatego los musi się upomnieć o swoje czasami… Ale to dopiero nadejdzie dnia pewnego…
Był piękny wciąż ciepły wrześniowy dzień. Superior High School było znów pełne młodzieży, która pilnie uczyła się i była pełna życia. Każdy zastanawiał się, kim chce zostać w przyszłości i to już nie są marzenia, a plany. I wszyscy uczniowie tej elitarnej szkoły wiedzieli, że aby dojść tam, gdzie chcą, muszą ciężko sobie na to zapracować już teraz… Bo kto myśli, że jeszcze ma czas… Po prostu wypada z gry…
Vicky brakowało Izzy i Edmunda, ale jej przyjacielska natura przyniosła jej już nowych przyjaciół, z którymi mogła zawsze pogadać w szkole. Wiedziała, że musi udawać, że wszystko jest w porządku, ale cały plan ratowania świata i jej przyjaciół wciąż miała z tyłu głowy… Bo o niektórych rzeczach nie da się zapomnieć, nawet jeśli bardzo tego chcemy…
Tego dnia była ubrana niezwykle kolorowo. Jej kasztanowe włosy były rozwiewane przez wiatr, gdy szła przez park w stronę szkoły. Jej zielone oczy ciekawie przyglądały się światu naokoło jak zawsze.
Nagle zadzwonił jej telefon. Spodziewała się raczej telefonu od Amy – nowej koleżanki, która przeniosła się właśnie do ich szkoły z Kanady, ale była to jednak jej jedyna i niepowtarzalna przyjaciółka na całe życie – Izzy – co bardzo ją ucieszyło.
– Witaj, Vicky! Mam nadzieję, że nie przeszkadzam…? – usłyszała po drugiej stronie dobrze znany jej głos.
– Oczywiście, że nie! Ty nigdy mi nie przeszkadzasz. Mów, co tam słychać u ciebie… Wracacie jutro? To już pewne?
– Tak. Już jesteśmy spakowani, bilety kupione… Nic tylko wracać! Wiesz, czuję się już gotowa wrócić… Mamy już album gotowy… No i tak, jak radziłaś… Czytanie w myślach to bardzo przydatna rzecz… – tutaj dziewczyna zaśmiała się lekko.
– Nie gadaj… Aż takie ciekawe myśli ma Ross…? – Vicky też zaczęła się śmiać.
– Wiesz… W sumie to było do przewidzenia. Chłopcy… I tak, już o tym wie, że czytałam jego myśli… Szkoda, że nie widziałaś jego miny, gdy się dowiedział! – śmiech Isabelle wciąż trwał tutaj w najlepsze… Ale chwilę później musiała się trochę ogarnąć i kontynuować rozmowę. Vicky cały czas szła do szkoły, ale była już coraz bliżej. – Słyszałaś już newsa? Mamy termin wydania płyty! I będzie impreza. Właśnie Mike poinformował nas o tym… 10 października. Połączmy to z Halloween!
– Och, wow! To już za niespełna trzy tygodnie! Ale super! Dziś wieczorem widzę się z resztą zespołu i pewnie chcieli mi o tym powiedzieć dopiero wtedy… Wiesz, już prawie do szkoły dotarłam. Muszę już kończyć, ale będziemy w kontakcie!
– No pewnie. To cześć!
Tutaj Vicky pożegnała się z przyjaciółką i weszła w mury szkoły. Chwilę później spotkała Amy, która została przypisana do ich klasy. Także zdarzyło się tak, że lubi też Smile, więc oprócz wspólnych lekcji mogły też rozmawiać o ulubionym zespole… Na razie Vicky postanowiła nie wspominać, że zna członków tego bandu dość dobrze… Ale o muzyce można rozmawiać z wszystkimi, nieprawdaż?
*
Kelly i Ciotka Maddie postanowiły tego dnia wyjść wspólnie do galerii i na obiad. Każdy dzień jest dobry, aby podziwiać sztukę! Zwłaszcza jeśli jest się fanem malarstwa holenderskiego! Te widoki! Ten klimat! Ten realizm i poezja pędzla za razem! Ach! Ale nie rozmarzmy się zbytnio jak księżniczki jakieś…
Po obejrzanej wystawie w muzeum obie wybrały się do restauracji, która podaje owoce morza jako swą specjalność. Napatrzyły się na statki i fale, więc nic dziwnego! Ale była to także idealna okazja, aby porozmawiać nie tylko o sztuce, ale też o najbliższej przyszłości… Czasami nie da się uciec przed przyszłością, jak już mówiłam…
Restauracja z jedzeniem śródziemnomorskim była bardzo elegancka. Wszystko było złoto-czerwone, a obrusy na okrągłych stolikach nawet miały kancik… Dlatego też wypada być odświętnie ubranym w takich chwilach… Ciotka Maddie miała na sobie bordowy żakiet i spódnicę, a Kelly czarną długą sukienkę i lekki czerwony sweterek, który idealnie do niej pasował. Obie miały też czarne szpilki na nogach… Dokładnie takie same!
– Już jutro zobaczymy się z Isabelle… Nie mogę uwierzyć, że już nadszedł czas… Czy Ciotka Andie odzywała się? Czyż zgodziła się na nasze pustynne miejsce bitwy za miastem? – dziewczyna zapytała ciotkę szeptem.
– Jeszcze nie… Mam wrażenie, że coś kombinuje, ale jeszcze nie wiem co… No cóż, musimy czekać na jej ruch i być w gotowości… Bo do bitwy może dojść w każdym momencie…
– Masz na myśli atak z zaskoczenia?
Tutaj kobieta po prostu pokiwała głową… Ponieważ cóż może oznaczać opieszałość wroga, który był taki skory do walki…? Kelly się zamyśliła. Nie mogła nad tym jednak zbyt długo rozmyślać, ponieważ ich danie przywędrowało do stolika chwilę później.
*
W domu Lickienów zebrali się wszyscy członkowie zespołu, czyli Becky, Mike, Charlie i Brad. Oprócz Rossa oczywiście, który miał wrócić do miasta następnego dnia… Wszyscy byli szczęśliwi, że nowy album jest już gotowy i absolutnie nie myśleli o żadnym niebezpieczeństwie… „Data jest, pora zacząć planować przyjęcie! Niebezpieczeństwa nie ma! Nie widać go, więc może wcale nie istnieje…?” – myśleli wszyscy członkowie zespołu Smile…
Zresztą, cóż to za radość, gdy ktoś odwali całą kompozytorską robotę za ciebie… Oczywiście tutaj prawdziwych kompozytów nie mamy zbyt wielu… Ponieważ poprzedni album, czyli debiutancki, był stworzony tylko przez Rossa i Charliego… Teraz gościu mógł sobie odpocząć, ale nauka gotowych utworów to też ciężka praca… No tak! Nie patrz tak na mnie, czytelniku mój miły! Jest album, to trasa koncertowa też musi być! Właśnie to oznacza nauka nowych utworów, tak! Ale wszystko w swoim czasie…
Był już wieczór, gdy Vicky przyszła ich odwiedzić. Została o to poproszona już dawno, ale powód poznała już wcześniej tego samego dnia dzięki swojej przyjaciółce Izzy. To była bardzo radosna nowina… W końcu obie były fankami tego zespołu i po prostu poszły na ich koncert… Któżby pomyślał, że kilka miesięcy później będzie ich wszystkich tak dobrze znać i dzielić wszelkie trudy i znoje…?
– Cześć, Vicky! Jak dobrze cię widzieć! Wiesz, mamy dla ciebie dzisiaj mega nowinę… –zaczęła Becky na widok dziewczyny.
Blondynka akurat siedziała w fotelu i zachęciła ją do zajęcia miejsca naprzeciwko niej na kanapie. Vicky usiadła i chwilę później musiała przyznać, że już wie o wszystkim…
– Tak, wiem… Nowy album ukaże się 10 października i będzie impreza przy okazji tego dnia… – powiedziała tak trochę od niechcenia.
– Co?! Jak to możliwe, że już wiesz?! – Becky natomiast aż wstała z fotela z wrażenia…
– No… Wiesz, Izzy mi dziś rano powiedziała…
– Ach… Już się bałam, że wieści wyciekły do prasy… – dziewczyna znów usiadła i było to widoczne, że odetchnęła z ulgą…
Akurat w tej chwili do salonu weszli z ogródka chłopcy, czyli Mike, Charlie i Brad. Wszyscy byli ubrani jak na rockmanów przystało… Mike usiadł w drugim fotelu, a Charlie i Brad obok Vicky na kanapie. Dobrze, że to bardzo duża czarna ekskluzywna kanapa była… Wszyscy przywitali się z dziewczyną i upewnili się, że będzie ona obecna na przyjęciu z okazji wydania płyty i że się jakoś fajnie przebierze, ponieważ będzie to tematycznie związane z Halloween…
Następnie chłopcy zaczęli się wydurniać i popisywać przed dziewczynami, bo jakże by mogło być inaczej… W końcu młodość rządzi się swoimi własnymi prawami!
Jane wyszła z toalety i dołączyła do grona ludzi. Była tam tak długo, że wszyscy zdążyli o jej obecności w tym domu zapomnieć… Oprócz Brada, który jest zapatrzony w swoją ukochaną, oczywiście! Dziewczyna tylko usiadła pomiędzy nim a Vicky, a on błyskawicznie otoczył ją ramieniem i pocałował w policzek. Przyjaciółka Isabelle mogła tylko przewrócić oczami na to i zrobić kwaśną minę…
Później porozmawiano jeszcze chwilę na temat jutrzejszego powrotu Rossa i Izzy do miasta, ale nikt nie wspomniał słowem o magii i ostatecznej bitwie, do której przecież przygotowywali się przez tyle miesięcy… Ale przed burzą jest zawsze najciszej…
Po tym przyjemnym wieczorku, który był pełen rozmów organizacyjnych, muzyki relaksacyjnej i fantazyjnych przekąsek, nastała noc i Vicky musiała iść do domu. W końcu szkoła wzywa! I trzeba spotkać się z przyjaciółką, której się nie widziało od wielu miesięcy! I to wszystko już dnia następnego!
*
W końcu zastał nowy dzień. Dzień wyjazdu. Nie ma wątpliwości, że pewien rozdział w życiach Isabelle i Rossa już bezpowrotnie skończył się i teraz zostało już tylko stawić czoła przeznaczeniu.
Oboje ustawili budziki na piątą rano. Spakowali ostatnie rzeczy, umyli się, przebrali, zjedli wspólne śniadanie, znieśli bagaże na dół i blondyn postanowił zamówić taksówkę, ponieważ jakimś cudem zrobiło się tych wszystkich toreb i walizek jakoś więcej niż w dniu przyjazdu… O siódmej rano przyjechała zamówiona taksówka, która miała bardzo pojemny bagażnik i zawiozła ich dwoje na lotnisko, które nie znajdowało się zbyt daleko od tej willi, jak zapewne dobrze pamiętasz, mój drogi czytelniku…
Nim Isabelle weszła do środka auta, musiała jeszcze upewnić się, że wszystkie okna i drzwi są zamknięte… Tak coś czuła, patrząc na ten drewniany dom w środku górskiego lasu, że jeszcze kiedyś tu wróci…
Kilka godzin później już na pokładzie samolotu oboje odetchnęli z ulgą i złapali się za ręce w ciszy… W końcu takie rzeczy jak wyjazd są też bardzo energochłonne i zajmują dużo czasu…
„Pora poznać nieznane” – pomyślała Isabelle. Tak… Pora poznać dobrze znaną im obojgu przyszłość zwaną ostatecznym rozstrzygnięciem walki o dalsze istnienie świata w obecnym kształcie… Ponieważ niektóre rzeczy po prostu muszą wydarzyć się i dobrze o tym wiemy, ale też niektórych rzeczy nie sposób spodziewać się czasami…
***
Jak już widzicie… Drugi etap mojej książki się skończył, czyli zostało już tylko zakończenie! Czy potraficie już zgadnąć, co z tego wszystkiego wyniknie…?
Dowiecie się już wkrótce!
Jeszcze nie wiem, czy dam radę dodać kolejny rozdział za tydzień, bo akurat wypada wtedy druga rocznica śmierci mojego taty… Cóż, zobaczymy!
Polecam jeszcze odwiedzić mój sklep. Mam tam książki z autografami, ale e-booki też mam. Jest możliwość przeczytania reszty tej książki wraz z abonamentem Empik Go, ale jest tam też dostępna specjalna wersja papierowa z alternatywną okładką. W Empiku jest teraz do 2 czerwca promocja na moje e-booki i audiobook tak w ogóle! 15% zniżki. Oprócz tego książka jest też dostępna w Amazonie. Mam też specjalną kolekcję inspirowaną tą powieścią! Też ją polecam zobaczyć.
No to do następnego!
A.A.

Leave a Reply