Nowy rozdział jest dziś trochę wcześniej, więc zapraszam do lektury szybciutko!
***
Uciekać było trzeba na wzgórze z drewnianą willą. Fale powodzi sięgały aż tam i cała dolina była pod wodą. Wiele domów było świadkiem zalania aż po trzecie piętro… Isabelle musiała uciekać, ile tylko miała sił w nogach… Ale Ross był szybszy i już czekał na nią na górze… Przy samym wejściu do domu… Była już tak blisko celu… Ale jednak fala ją dorwała.
Nie… Jednak to był tylko sen.
Dziewczyna otworzyła oczy i zobaczyła swoją nową sypialnię skąpaną światłem księżyca. Była bezpieczna… Zawsze się mówi, że najgorsza jest pierwsza noc w nowym miejscu, a ten koszmar nie ułatwiał sprawy… A symbolizuje on po prostu uczucia naszej bohaterki. Któż nie czułby się przytłoczony własnymi myślami i emocjami na jej miejscu…? Któż nie poczułby się dogoniony przez nawałę w takiej chwili, gdy rzeczywiście Izzy nasza musiała uciekać przed złem…?
Dom ten był od dawna nieużytkowany. Znajdował się w górach stanu Kolorado, w Górach Skalistych i był domem zimowym rodziny Starlight od dawien dawna. Bardzo chętnie przyjeżdżali tutaj rodzice Isabelle i Kelly, ale przestali z nimi przyjeżdżać, gdy były małe. Od tamtej chwili stał zapomniany… Aż w końcu Elizabeth i Peter nie mogli już nigdy więcej wrócić do tego domu…
Ta drewniana willa jednak wciąż wyglądała bardzo bogato i okazale w momencie przyjazdu Rossa i Izzy… Można tam znaleźć aż dziesięć sypialni na dwóch najwyższych piętrach, trzy łazienki i bardzo dużo schodów. Na parterze była ogromna kuchnia, zajmująca prawie całe piętro i łącząca się z salonem. Były tam też: spiżarnia, sala kinowa, siłownia na poddaszu i ogród. Piwnica na różne graty też tam oczywiście była… Wszystkie drewniane meble też wyglądały bardzo wykwintnie i były zrobione z jakiego rodzaju drewna? Oczywiście mahoniowego! Ale jakieś dębowe stoły (najlepsze do kuchni) i hebanowe drzwi też tam można znaleźć… A no i kominki w każdym pokoju i w salonie też były… Czy dużo tam było kurzu…? Oczywiście, że tak! Ale od czego w końcu jest magia…? Także w magiczny sposób karmazynowe zasłony i delikatne firaneczki wróciły w okna…
Ross i Izzy zajęli oddzielne pokoje na pierwszym piętrze. Widok na ogród i małe oczko wodne z pokoju dziewczyny był obłędny. Brunetka postanowiła podejść do okna, gdy tylko obraz koszmaru zaczął się zamazywać przed jej oczami. Zaczęła przyglądać się temu niezwykłemu widokowi… Świat nocą, zwłaszcza księżycową, wygląda tak niezwykle… Tak magicznie… A właśnie taka to była noc…
Podróż była spokojna, ale daleka, więc musieli przylecieć tam samolotem. Wyglądali na zwykłych turystów czy na parę zakochanych, która postanowiła uciec przed światem… Ale prawda jest jednak nieco inna…
Cóż, Isabelle zaczęła sobie przypominać tę podróż, która miała miejsce już prawie dwadzieścia cztery godziny wcześniej. Po prostu pojechali na lotnisko, wsiedli do samolotu i polecieli do Kolorado… Nasza bohaterka jeszcze nigdy nie leciała samolotem, więc to było dla niej wyjątkowo wielkie przeżycie. I raczej nie czuła lęku… Czuła tylko zachwyt, patrząc na małe zaróżowione chmurki z góry. Widok taki jest obłędny i raczej każdy się nim zachwyca, nawet jeśli latało się już nie raz… Ross jakoś nie był zbytnio zauroczony, ponieważ jako znany muzyk już nie raz musiał podróżować z zespołem w taki sposób… Ale musiał przyznać, że ten lot był tym razem wyjątkowo inny. Czy to dlatego, że tym razem nie byłeś sam, a obiekt twojej niebiańskiej opieki był przy tobie, drogi panie Rossie…?
Gdy wylądowali i udali się na piechotę do tegoż drewnianego domu (nie było to daleko, spokojnie, mój drogi czytelniku… Ile, pytasz? A jakiś kilometr…). Dzień ten postanowili spędzić na jego zwiedzaniu. Dom jest raczej duży, co zapewne wynika z opisu, więc zajęło to dużo czasu. A później już nadeszła noc.
Izzy i Ross nie rozmawiali zbyt dużo ze sobą. Każdy przeżywał ten wyjazd na swój sposób w swoim własnym wnętrzu… Ale byli też trochę nieśmiali wobec siebie… Po raz pierwszy byli prawdziwie sami… Mogli robić, co tylko im się podobało… A to działało na wyobraźnię i ich uczucia wobec siebie… Ale to tylko kwestia czasu, aż emocje opadną i będą musieli ze sobą znów rozmawiać bez ogródek… I trenować, oczywiście.
W końcu myśli Isabelle zostały przerwane przez pewien szelest… Izzy się odwróciła i… Zobaczyła go… Jakiś duch stał w drzwiach… A nie, zaraz… To tylko Ross!
– Nie możesz spać? – zapytał.
– No, jak sam widzisz… Ale widzę też, że ty też nie śpisz…
– Nigdy spać nie mogę pierwszej nocy w nowym miejscu… I na dodatek jakieś duchy mi się śniły… – powiedział powoli, zaspanym tonem głosu.
„A więc nie jestem jedyna!” – pomyślała sobie i uśmiechnęła się do siebie.
– Znam ten ból bardzo dobrze – powiedziała po chwili. – I ja też miałam sny… Dlatego nie śpię… Ale dobrze, że dziś pełnia, więc jest jasno… Zobacz, jak tu jest pięknie teraz.
Chłopak podszedł do okna i stanął obok niej. Oboje ubrani byli w śmieszne piżamki z ciepłymi bamboszami na nogach. Cichutko westchnął i spojrzał na nią już przytomnym wzrokiem.
– Bardzo tu ładnie masz, ale ten widok nie może się równać z twoim urokiem osobistym – zagadnął.
Izzy mogła tylko zarumienić się i roześmiać.
– Znów to robisz…
– Co?
– Flirtujesz ze mną.
– A nie mogę…? W końcu jestem twoim Aniołem Stróżem… Obawiam się, że jesteś skazana na mnie.
Dziewczyna nie wiedziała, co zrobić ani co powiedzieć… Ale on wiedział. Więc porwał ją w ramiona i pocałował…
W ten oto sposób postanowili spędzić tę noc razem, aby przetrwać jakoś tę pierwszą noc w tym strasznym domu… Ale to nic zdrożnego! Po prostu rozmawiali do rana. Filozofowali o istocie życia i w ten sposób czas mijał bardzo szybko. Po prostu postanowili poznać się lepiej, a rozmowa to jedyny sposób… Krok po kroczku będą się pewnego dnia znać jak dwa łyse konie…
Nad ranem Ross udał się do swojej sypialni na krótki odpoczynek, a rano obiecał jej pewną ciekawą rozmowę na temat innych czarodziejów i innych kolonii magicznych…
*
Izzy obudziła się. Było już jasno. Promienie sięgały do jej łoża i słyszała świergot ptaków przez zamknięte okna. Aby lepiej słyszeć, podeszła zaspana do ogromnego okna i je uchyliła. W czasie delektowania się trelami ptasimi niezbyt pośpiesznie przypomniała sobie wszystko, co było powiedziane zeszłej nocy… Słowa dosłownie przychodziły do niej same: „Życie czarodzieja ma przede wszystkim służyć ludzkości. W końcu pochodzimy od Boga i jesteśmy jego najczystszym dziełem, które ma reprezentować jego miłość i wolę”. Właśnie tak Ross powiedział raptem kilka godzin temu… Kto by pomyślał, że już siedemnastoletnia dziewczyna może odegrać taką znaczącą rolę w tym świecie?
Nastolatka stała znów przy oknie jak zeszłej nocy, przetarła sobie oczy, które wciąż zdawały się być pełne piasku, i w końcu podeszła do szafy. Wybrała pierwszy lepszy dres, czystą bieliznę i poszła się umyć. Gdy poranna toaleta skończyła się, poszła do kuchni na dół i tam oto spotkała swojego towarzysza doli i niedoli. Był ubrany w spodnie od dresu, białą koszulkę, szare skarpetki i czarne klapki basenowe. Polskość to on rzeczywiście ma we krwi!
– Witaj, nie spodziewałam się ciebie tutaj – powiedziała do niego.
– No, tak. Bo dziesiąta rano, to zbyt szybko na śniadanie – zaśmiał się w odpowiedzi.
– Że co?! – Izzy zrobiła duże oczy i spojrzała na zegarek w telefonie. Rzeczywiście, trochę jej zajęło poranne umycie się… – A co my tutaj mamy…? Zrobiłeś dla mnie śniadanie?
– Tak. Wiesz, w końcu dałaś mi bardzo dużo czasu na zrobienie ci jajecznicy i upieczenie bekonu. Dodałem trochę ziół prowansalskich tak jak lubisz.
– Yyy… Ale skąd wiesz, że tak lubię? – dziewczyna nieco zbaraniała.
– Och… Ja nie umiem czytać w myślach, ale miewam prorocze sny… Dobra, żartuję. Nie mam takich mocy jak ty… Nie mówiłaś o tym zeszłej nocy przypadkiem, co…? Porównałaś naszą misję przed przyjazdem tutaj do zrobienia jajecznicy bez ziół, czyli uznałem, że zapewne tak lubisz… – był bardzo niepewny, pełen śmiałości przy żarcikach i jednocześnie zdenerwowany, gdy to mówił.
– Kurczę… Coś rzeczywiście mówiłam takiego – brunetka zaczęła sobie przypominać o tym i robiła przy tym bardzo zamyśloną minę.
Później oboje nałożyli sobie śniadanie na talerze, zaparzyli kawę w kawiarce i zasiedli do stołu w ciszy. Izzy włączyła muzykę zespołu Smile na swoim telefonie, calutki album od deski do deski, a Ross to tylko skwitował szerokim uśmiechem. Nie ma to jak słuchanie własnej muzy przy śniadaniu!
Gdy już zjedli wszystko i tylko zostało im dopić kawki, Ross postanowił poinformować swoją lokatorkę o planach na ten dzień i w sumie każdy kolejny.
– Słuchaj, zaraz o jedenastej zaczniemy treningi i będzie on dziś trwać tylko dwie godziny, a później będziemy pracować nad muzyką do zachodu słońca. Od jutra jednak chcę, abyśmy zawsze zaczynali dzień od śniadania o ósmej, od dziewiątej trening mocy przez cztery godziny, przerwa obiadowa i później praca nad muzyką w ramach relaksu. Też przez cztery godziny, ale zobaczymy, może krócej… Mam nadzieję, że będziemy się trzymać tego planu i będzie nam dobrze się razem pracowało… Masz jakieś pytania?
– Chyba nie – odpowiedziała i wypiła łyczek kawy.
– Dobrze. Teraz chciałbym ci opowiedzieć o innej społeczności czarodziejów. Zapewne słyszałaś o Harrym Potterze…?
– No pewnie, że tak! Uwielbiam te książki i filmy! A co? – Izzy nieźle się zdziwiła.
– Wiesz… To nie jest tylko kwestia wyobraźni i fikcja literacka… To jest wszystko prawda. Taka społeczność rzeczywiście istnieje w Anglii i imiona czarodziejów z książek są prawdziwe, ale nikt oprócz czarodziejów nie wie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę… Te książki to po prostu prawda ukryta pod kołderką fantastyki…
– Niemożliwe! – nastolatka aż wstała z wrażenia.
– Widzisz. Czasami najbardziej nieprawdopodobne rzeczy są po prostu prawdziwe – Ross mógł się już tylko uśmiechnąć na to wszystko.
Po śniadaniu rzeczywiście wzięli się za trening. Okazało się, że istnieją książki, które opowiadają o historii magii; książki, które szkolą umiejętności czarodziejskie; i książki, które uczą fechtunku magicznego… Ross je wszystkie podarował Izzy do przeczytania i tak oto zaczęło się szkolenie naszej bohaterki… Od teorii. Przez te dwie godziny treningu dzisiejszego miała po prostu… Czytać sobie.
*
W międzyczasie zobaczmy, co się działo w Los Angeles… Zgodnie z planem, młodzi ludzie zostali wysłani w teren, aby zapoznać się z miejscami, które były zaznaczone na mapie. A wszyscy starsi zostali w Antykwariacie, aby zająć się koordynacją działań młodszych. W ten oto sposób stał się on Biurem Tajnych Magicznych Służb… W końcu dostali oni wszyscy specjalne zestawy słuchawkowe, które utrzymywały całą paczkę w kontakcie z centralą. I specjalne aplikacje na telefon z mapką… Wyposażenie na miarę tajnych służb, normalnie…
Zobaczmy, jak szła misja sprawdzania metra. Takie właśnie miejsce zostało wybrane na pierwszy ogień. Udało się tam troje naszych bohaterów – Kelly, Vicky i Mike, czyli dwoje ludzi z rodzin magicznych i przyjaciółka Izzy, która raczej nie miała żadnych magicznych zdolności. Dlatego też ona była tam bardziej jako przyzwoitka, pomoc techniczna i duchowo-moralna. Kelly i Mike byliby natomiast w stanie zobaczyć Jaja, gdyby się pojawiły…
– Nic się nie zmieniło. Wciąż widać niebieską kropkę nad metrem – powiedziała Vicky, gdy cała trójka już znalazła się w podziemiach jednej z centralnych stacji.
– To może rozdzielmy się i przeszukajmy całe podziemia i samą stację. Ja sprawdzę stację, a wy sprawdźcie podziemia – zaproponował Mike.
– No tak. Więcej terenu lepiej dać kobietom do sprawdzenia… – zbulwersowała się Kelly.
Ale i tak… Tak zrobili.
*
Po dziesięciu minutach szukania w podziemiach okalających stację dziewczyny usłyszały głos Mike’a na słuchawkach:
– Dziewczyny… Znalazłem je. Chodźcie na stację w trybie natychmiastowym.
– Tak jest. Bez odbioru – powiedziała Kelly i spojrzała niemo na Vicky.
Gdy doszły do chłopaka… Okazało się, że Jaja były… Na torach. A pociąg miał przyjechać za… Pięćdziesiąt sekund.
– Jak my mamy je stamtąd wyciągnąć?! – zdenerwowała się Vicky.
Odpowiedziała jej cisza. Nie było nawet czasu, aby pomyśleć, ponieważ już usłyszeli szum metra w tunelu…
– To koniec świata… Zaraz pociąg je przejedzie… – powiedziała Kelly już niezwykle zrezygnowana.
Lecz nagle… Jakby Jaja Smoczycy ją usłyszały… Ponieważ po prostu… Zniknęły. A parę sekund później metro zawitało na stację.
Cała trójka mogła się tylko rozglądać i patrzeć po sobie zszokowana.
*
Druga drużyna terenowa została wysłana… W góry nieopodal napisu Hollywood. Becky i Charlie uznali jednocześnie, że jest to… Idealne miejsce na randkę. Jaja Smoczycy nie zając, mogą poczekać chwilkę… W sumie… Czy na pewno?
Becky specjalnie założyła zwiewną różową sukienkę i balerinki, a Charlie skórzane ciuchy… Wyglądali razem bardzo dobrze, trzymali się za ręce i rzeczywiście było bardzo romantycznie… Do czasu. Okazało się, że był to już bardzo ciepły majowy dzień i wiele par wybrało to miejsce na swoje romantyczne schadzki… Dopiero z samej góry było widać tłum ludzi… Dlatego też ostatecznie czar bardzo szybko prysł… Albo nie do końca…
– To jak, Becky… Zostaniesz moją dziewczyną? – zapytał ją.
Ona jednak… Jakby nie usłyszała… Spojrzała na telefon sfrustrowana, bo sobie nagle przypomniała o ich misji…
– Nie… To nie Jaja… – powiedziała tylko, przyglądając się mapce na telefonie…
– Nie…? – Charlie zapytał zaniepokojony.
– Co? Ach… Tak! Oczywiście, że tak! – wykrzyknęła i wpadła w jego ramiona, całując go. Chłopak był zaskoczony, ale szczęśliwy. – No, a teraz słuchaj. Mapka pokazuje tutaj magiczną aktywność, ale to muszą być czarodzieje i ich obecność tutaj, nie Jaj. Spójrz tylko, ile tutaj ludzi… Chyba możemy wracać do Antykwariatu – powiedziała w jego ramionach.
– Dobra, to ja dam im znać – odpowiedział i zaraz w słuchawkach, które też otrzymali, połączył się z Biurem Tajnych Magicznych Służb. – Halo, centralo? Tutaj Charlie. Czy mnie słyszycie?
– Tak. Mów, czego się dowiedzieliście – usłyszał głos Ciotki Maddie w uszach.
– Teren jest pełen ludzi, więc muszą tu być też czarodzieje. Jaj nie widać.
– Dobrze. Możecie wracać… A i… Team pierwszy odnalazł je, ale znów zniknęły. Bez odbioru – kobieta tylko westchnęła i rozłączyła się po podaniu tego komunikatu.
– Wygląda na to, że Jaja lubią się przemieszczać… – Charlie powiadomił Becky chwilę później.
Dziewczyna tylko spojrzała na niego i zrobiła zatroskaną minę… Nie mogli zrobić dziś już nic więcej, a tylko zdać sprzęt w Antykwariacie i wrócić do domu… Ale plany lubią się zmieniać…
*
W Antykwariacie wszyscy spotkali się, czyli centrala złożona z Maddie, Eve, Adama i pierwszy zespół poszukiwaczy. Już wszystko było jasne – Jaja były i znów się zmyły… Niestety jutro trzeba będzie kontynuować poszukiwania w nowych miejscach…
Vicky, Kelly i Mike oddali sprzęt. Wszyscy siedzieli już przy stole jak w czasie narady i zastanawiali się, co dzieje się u Izzy i Rossa w tym samym czasie (brunetka wciąż czytała jeszcze podręcznik historyczny… Bardzo wciągająca literatura… A Ross brzdękał na gitarce… Tak, to był czas już kończącego się treningu i początek pracy nad muzyką… A tak właściwie to… Dziewczynie spodobało się czytanie, więc poprosiła o więcej czasu…) i jednocześnie zastanawiali się, czy Ed jest właśnie w tym momencie torturowany przez Ciotkę Andie (a on po prostu sobie drzemał w wielkim łożu w swojej starodawnej wygodnej celi) …
W końcu do Antykwariatu wparowali także Becky i Charlie, czyli drugi zespół poszukiwaczy. Oddali sprzęt i też usiedli przy stole. Jednak nie było im dane gdybanie jak poprzedniemu teamowi, ponieważ zadzwonił telefon… Do Kelly.
– Słuchajcie wszyscy! Isabelle dzwoni! – krzyknęła i wszyscy obejrzeli się na nią. Dziewczyna włączyła głośnomówiący, aby wszyscy słyszeli i chwilę później dało się słyszeć głos Izzy:
– Witaj, siostro. Co tam słychać u Ciebie? Jak tam stoją sprawy z poszukiwaniem Jaj?
– Mieliśmy je, ale znów zniknęły. Reszta bez zmian. A jak u Ciebie? Wylądowaliście bezpiecznie? Już się czegoś nauczyłaś? – zapytała Kelly.
– Tak… Przeczytałam już połowę jednej z trzech książek, które dostałam od Rossa. Najpierw teoria, później praktyka, mówił. A on w międzyczasie może sobie komponować… To nie fair! – rozpaczała nastolatka do słuchawki.
My jednak wiemy, że to był jej wybór! Nieładnie tak kłamać, droga Izzy!
– Ale tak właśnie wygląda szkolenie, droga Izzy – wtrąciła się Ciotka Maddie.
– Ach, witaj, ciociu! Przyszłaś do nas w odwiedziny? – zapytała nieświadoma, że była słuchana przez wszystkich…
– Tak naprawdę to wszyscy dopiero spotkaliśmy się w Antykwariacie… – powiedziała Vicky.
– Vicky, to ty?! Ale się cieszę, że cię słyszę! Ale za tobą tęsknię! Znaczy… Za wami wszystkimi! – poprawiła się zaraz podekscytowana Izzy.
– Dobra, siostro… Nie będziemy ci już dłużej przeszkadzać… Czytaj dalej albo pomóż Rossowi w komponowaniu i zadzwonię do ciebie jutro – powiedziała, usłyszała smutne pożegnanie w słuchawce i się rozłączyła.
Kelly nie chciała już dłużej przeciągać tej niewnoszącej nic rozmowy ze swoją siostrą i wszystkimi… Zresztą sama była już zmęczona dzisiejszym dniem…
Nastał najwyższy czas udania się na spoczynek. Było w sumie jeszcze nie tak późno, więc niektórzy umówili się jeszcze do kina… Czyli Becky i Charlie… Kelly natomiast postanowiła pooglądać telewizję w towarzystwie Vicky i Mike’a… Przy okazji zdecydują o następnym miejscu poszukiwań… Kto wie, może drużyna numer dwa może też coś tam zdecyduje…
Prawda jest taka, że czasami obowiązek jest ważniejszy niż zmęczenie…
***
To już koniec rozdziału!
Dziś mogę Wam powiedzieć, że Harry Potter jest moją oczywistą inspiracją. Uwielbiam te uniwersum i jestem pełna podziwu dla autorki, że stworzyła taki niesamowity świat od zera w najdrobniejszych szczegółach… Coś pięknego! No i oczywiście różne mitologie świata były jej inspiracją… Ta mała wzmianka to mój mały hołd tej lekturze! To była zresztą dosłownie lektura, gdy byłam w podstawówce…
Ogólnie to uwielbiam też detektywistyczne książki i filmy z dodatkiem akcji, więc tak, to wszystko tutaj widać… Te różne moja małe inspiracje, lektury, itp.!
Moje urodziny już za tydzień, więc zrobimy sobie przerwę… Nie będzie rozdziału! Ale może coś innego będzie…
Zrobiłam też promocję na wszystko w formie kodu rabatowego “birthday28”, który daje 28% zniżki do 22 marca, czyli kończy się ta promocja już za tydzień! Zapraszam więc do zajrzenia do mojego sklepu.
No i możecie przeczytać resztę tej książki w formie e-booka, książki papierowej z autografem i jest oprócz tego specjalna kolekcja inspirowana tą historią. Na to wszystko kod rabatowy też działa… Ale możecie też znaleźć ten tytuł w Empiku i Amazonie. Nie musicie czekać dwóch tygodni na następny rozdział, nie!
Pozdrawiam!
A.A.

Leave a Reply