Dziś mam dla Was ostatni rozdział mojej powieści fantasy! Słyszałam, że dziś mamy zakończenie roku szkolnego, więc, no… Idealnie! Dlaczego? Zaraz zobaczycie!
Miłej lektury!
***
W końcu szkoła skończyła się i nastały wakacje… Znowu! Ale tym razem było to zupełnie inne lato… Też bardzo pracowite, ale też bardzo przyjemne! Ponieważ Smile wyjechali w trasę koncertową. To były tylko dwa miesiące – lipiec i sierpień, ponieważ Isabelle musiała wrócić do szkoły we wrześniu na swój ostatni rok w liceum… Musiała od początku mocno wziąć się za naukę, ponieważ bardzo jej zależało na napisaniu egzaminów końcowych jak najlepiej… Ale teraz może pomówmy o muzyce!
W czerwcu został jeszcze wydany nowy album. Tym razem nasi bohaterowie postanowili nie urządzać imprezy, ponieważ poprzednim razem nie skończyło się to zbyt dobrze… Zamiast tego poszli po prostu… Na lody! Pyszne lody amerykańskie! Tak! Zajrzyjmy więc do lodziarni teraz…
Był to ostatni piątek czerwca. Przy kilku stolikach ubrani odświętnie, ale letnio i wesoło, byli obecni członkowie zespołu, czyli Ross, Becky, Isabelle, Charlie, Mike i Brad. Byli tam także Ed, Vicky, Kelly i Jane. Czyli prawie wszyscy! Było gwarnie, ale w centrum uwagi byli przede wszystkim Ross i Isabelle… W końcu bez nich nie byłoby tego drugiego albumu! A składał się z takich piosenek, pozwól mi ci przypomnieć, czytelniku drogi: Love Your Life, Please Forgive Me, I Love Music, Make Me Happy, The Last Letter, Don’t Walk Away, What Is The Most Important In Life, Words, There Is Magic In Love…, Goodnight, Dancing On My Own, Destiny, My Dear Fantasy. Tak wygląda wersja standardowa. Bonusowe piosenki to: Nothing Can Be More Wrong, Don’t Leave Me Alone (Left Me All Alone), Wall (I Love You). Tym razem płyta od razu mogła ukazać się w dwóch wersjach. Wszystko było skończone… Dlatego!
Ale zaraz… Miałam wam pokazać scenę w lodziarni… Już wracamy tam, spokojnie!
– Bardzo się cieszę, że wiosna i lato były takie owocne. Napisaliśmy kilka naprawdę fajnych kawałków, Izzy. Dobrze też, że mieliśmy kilka starszych piosenek, które można było doszlifować, ulepszyć czy ukończyć… Wy o tym nie wiecie, ale zdolności pisarsko-kompozycyjne Isabelle bardzo mnie zaskoczyły… Ta dziewczyna niby nigdy nie zajmowała się tym wcześniej, a tak dobrze jej szło, że szok! To ogromny talent, który jestem dumny, że odkryłem i ukształtowałem – obwieścił wszystkim Ross.
Zresztą… Nie możemy się dziwić, że Isabelle jest taka utalentowana… Od dziecka uczyła się gry na wielu różnych instrumentach przecież! Pozwól, że ci przypomnę, czytelniku mój drogi… Napisała kilka piosenek, nim poznała Rossa, więc naprawdę nie możemy się temu wszystkiemu dziwić!
Izzy tylko go szturchnęła lekko zaróżowiona na twarzy, śmiejąc się i mówiąc:
– Przestań…
Reszta zespołu tylko popatrzyła po sobie uśmiechając się do siebie pod nosem, a Vicky powiedziała:
– No a jak? Pewnie, że tak! Ja od zawsze wiedziałam, że to mały geniusz!
Isabelle teraz była już czerwona jak burak i nie mogła przestać się uśmiechać… W końcu musiała ukryć twarz w dłoniach… Tak bardzo było jej wstyd! Ale to taki dobry rodzaj wstydu!
– Ej, Izzy! Nie ukrywaj się! Jak wyjdziesz na scenę za kilka dni, to nie będzie już gdzie się ukryć! – dodał jeszcze Ed.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a Ross tylko objął swoją dziewczynę i pocałował w czoło. Później wszyscy zaczęli jeść lody (przecież nie będą zimne w nieskończoność!) i zaczęli rozmawiać o trasie i przyszłości. Izzy mogła trochę ochłonąć!
– Zobaczymy, jak będzie szła sprzedaż światowa albumu i może za rok pojedziemy w trasę europejską… Nie, czekaj… Światową! Będziemy monitorować sprawę i może pod koniec roku zaczniemy już ją planować… Co myślisz, Izzy? – zapytała Becky.
– Jestem za – powiedziała na to, wciąż jedząc swoje lody pistacjowe.
Później ekipa postanowiła przenieść się do restauracji serwującej włoskie jedzenie. Okazało się, że spotkali tam także Ciotkę Maddie z jakimś tajemniczym osobnikiem i Adama z Eve. Cała czwórka jadła makaronowe specjały rodem z Włoch. Kelly uśmiechnęła się do ciotki, gdy poznała jej przyjaciela… Tylko ona wiedziała, że mu na imię William…
Gdy młodzież usiadła, zaczęła przeglądać menu w ciszy… Wszyscy… Ażeby czymś zająć się po prostu… Ross i Izzy byli gwiazdami wieczoru, więc tylko oni mieli prawo decydowania w imieniu reszty. Przez ten czas wszyscy siedzieli w ciszy i czekali, obstawiając, co dostaną na kolację… Po chwili narady nasza dwójka postanowiła, że:
– Ogłaszamy wszem i wobec, że zjemy dziś trzy pizze – hawajską, pepperoni i z kurczakiem w marynacie z orzeszków ziemnych! – powiedziała Isabelle.
Wywołało to ogromne poruszenie! Okazało się, że jedni nie lubią ananasa, a inni są uczuleni na orzeszki… Ale w sumie i tak każdy wybierze, co komu pasuje i każdy się naje! To chyba najważniejsze, nieprawdaż?
*
Tydzień później nastał czas pierwszego koncertu… Odbył się on właśnie w Los Angeles i było niby tak samo jak w maju, ale jednocześnie zupełnie inaczej, ponieważ Isabelle była najpierw w tłumie, a teraz została częścią zespołu. Minęło też niby tylko półtorej miesiąca od pierwszego koncertu Izzy i Vicky, na którym Ross poznał Isabelle, a tak naprawdę to minęło siedem miesięcy… Ludzie byli w sumie bardzo zaskoczeni, że tak szybko wyszła informacja o nowej płycie i letniej trasie, ale cóż… Niezbadane są wyroki losu!
Nasi bohaterowie oczywiście wiedzą, że minęło więcej czasu, ale cóż… To jest sekret, który raczej wszyscy zabiorą do grobu…
Zresztą tamten majowy koncert był jednorazową sytuacją… Smile zagrało kilka pojedynczych koncertów od czasu wydania swojej płyty, która wyszła dwa lata wcześniej. Byli w jednej trasie w poprzednim roku, więc w sumie nie powinno to nikogo dziwić, że coś nowego w końcu wyszło… Czasami tak bywa, że wcale nie trzeba czekać zbyt długo od momentu ogłoszenia nowego wydawnictwa… I to jest właśnie jeden z tych momentów!
Ale cicho już muszę być, bo mnie nie słychać… Zespół już wyszedł na scenę i ludzie krzyczą, jakby ktoś ich ze skóry obdzierał…!
Smile zagrało najpierw Make Me Happy, You Love Me i Crazy For You. Główny wokal w przypadku tych utworów to Ross. Później Becky wykonała swoją piosenkę Stay True Stay Strong i w końcu Isabelle mogła wyjść na scenę i zaśpiewać swoje cztery piosenki: What Is The Most Important In Life, Words, Please Forgive Me i The Last Letter. Gdy dziewczyna zeszła ze sceny, Ross znów przejął od niej pałeczkę i wykonał piosenki: I Love Music, Don’t Walk Away, Dancing On My Own. Na ten ostatni numer śpiewany przez Rossa Isabelle znów weszła na scenę tylko po to, aby z nim zatańczyć. W końcu to piosenka o tańczeniu w parze! Po tym wszystkim znów Becky wykonała piosenkę. Tym razem był to utwór napisany przez Isabelle pt. Goodnight. Następne piosenki zaśpiewane przez Rossa to: Love Your Life, Destiny, Wall (I Love You), Nothing Can Be More Wrong. Po tych piosenkach zespół zszedł ze sceny, ale po pięciu minutach wrócił, aby zagrać jeszcze trzy utwory: Don’t Leave Me Alone (Left Me All Alone), My Dear Fantasy, There Is Magic In Love…. Tak, na bis Isabelle znów wyszła na scenę i zaśpiewała w duecie z Rossem, a później chórki dla jeszcze dwóch ostatnich piosenek, które wymieniłam powyżej…
Właśnie tak ten koncert wyglądał! Co było w nim szczególnego? Oprócz wykonania wszystkich nowych utworów i trzech singli z pierwszego albumu warto wymienić: solówki na gitarach elektrycznych, perkusji, specjalny set dla Isabelle, która wystąpiła jako gość specjalny (teraz już zawsze może być przy Rossie nawet na scenie!), kolorowe stroje, które nasi bohaterowie zmienili trzy razy, tancerzy na scenie (nie tylko Ross i Izzy) i ekrany z tyłu, pokazujące grafiki pasujące do granej muzyki + członków zespołu… Krótko mówiąc… Był to prawdziwy spektakl i ludzie byli zachwyceni!
*
Koncert ten w sumie został powtórzony jeszcze dwadzieścia razy tego lata, nim Isabelle, Vicky i Ed wrócili do szkoły… Ale to nie jedyna ciekawa rzecz, która wydarzyła się tego lata… Ross został w sierpniu oficjalnie Aniołem Stróżem, ponieważ skończył 19 lat! A cóż to znaczy? Dostał prawdziwe anielskie skrzydła! Po prostu z dnia na dzień mu wyrosły! Oczywiście nikt ich nie widział… Oprócz Isabelle… W końcu to jej Anioł Stróż! Teraz dziewczyna za każdym razem, gdy na niego patrzy… Widzi jego piękne skrzydła i bijącą od niego jasność… I jak tu się nie zakochać…?
Zapewne się zastanawiasz, czytelniku mój miły, dlaczego nie dostał tych skrzydeł wcześniej… Zanim cofnięto czas… Cóż, wygląda na to, że gwiazdy wiedziały, że jeszcze nie był to odpowiedni moment!
Na koniec jednak chcę ci pokazać zupełnie inną scenę z Malibu… Ostatniego dnia sierpnia Smoczyca wezwała Isabelle i Rossa do siebie… Było już po letniej trasie, więc Smile byli już z powrotem w domu, czyli w Los Angeles.
Oboje szli szybko przez już dobrze znany korytarz w Antykwariacie na drugą stronę… Gdy wyszli na podwórko, przeszli przez nie i Ross wsiadł do czerwonego Ferrari, a następnie zaprosił Izzy do środka, mówiąc:
– Wsiadaj. Będzie szybciej takim cudnym autkiem podjechać na plażę.
– Chyba żartujesz… Co tutaj robi to auto, skoro to ma być bardziej dziewicze odbicie naszego świata? – zapytała go, gdy już wsiadła. Była szczerze zdziwiona!
– Bo czasami trzeba łamać zasady, moja droga – odpowiedział i pocałował ją w policzek. Dziewczyna się do niego uśmiechnęła.
– Zresztą mam wrażenie, że już widziałam to auto…
– Bo to to samo, co wyczarowałem, gdy Smoczyca nas zaatakowała… No prawie… Tamto spłonęło, a to jest kopia… Zresztą to był także atak kopii Smoczycy…
– Tak, wiem. Słyszałam o tym…
Oboje trochę spoważnieli, ale chwilę później blondyn ruszył już z miejsca z piskiem opon. W końcu takie auto daje nieźle popalić!
Po dwudziestu minutach dojechali na plażę. Ross zostawił auto na środku jeździ. W końcu to magiczne miejsce i nikt tutaj nie może się zapuścić! Nie może ono nikomu przeszkadzać!
Szli przez jakieś dziesięć minut i w końcu dotarli do gniazda.
– No, nareszcie jesteście! Co tak długo? – zapytała ich Smoczyca, gdy tylko ich zobaczyła.
– Przybyliśmy tak szybko, jak tylko się dało – odpowiedziała jej Isabelle.
– Dobrze, niech wam będzie… Chciałam, abyście tutaj przybyli, ponieważ chciałabym pokazać wam, jak bardzo świat jest piękny, gdy ludzie nie rujnują natury, budując swoje dziwne betonowe dziwa… Wsiadacie na mój grzbiet! – rozkazała.
Ross i Isabelle tylko zdziwieni popatrzyli po sobie i podeszli do niej. Nie do końca wiedzieli, jak wdrapać się na tak ogromnego smoka i jak utrzymać się na jego grzbiecie, ale okazało się, że Smoczyca to już doskonale przemyślała przed ich przybyciem. Miała na grzbiecie nie tyle siodło, co jakby… Mały zadaszony domek z okienkami… Był to dziwny widok, coś na wzór namiotu, ale było tam bardzo wygodnie i nie musieli się martwić, że spadną czy coś. Mogli rzeczywiście rozgościć się w nim i prawdziwie cieszyć się lotem.
Smoczyca rozpostarła swoje ogromne skrzydła i odleciała z gniazda, pozostawiając swoje pięć Jaj w dole. Isabelle spojrzała przez okienko na dół i zobaczyła ich lekką niebieską poświatę… Gdy zostają same, muszą same bronić się i dlatego ta poświata była wcześniej inna… Teraz są już bezpieczne, więc nie muszą aktywować swojego samoobronnego mechanizmu… I dlatego jest ona niebieska, a nie biała jak na początku!
Następnie bohaterowie nasi już mogli tylko podziwiać widoki podniebne i zachwycać się światem raz po raz…
***
Tak oto kończy się ta książka! Ale, ale! Mam jeszcze dla Was epilog i inne dodatki… Jeszcze dwa tygodnie! I wtedy to już koniec będzie…
Muszę też przyznać, że nieco też zmieniłam zakończenie, więc ta edycja druga jest dużo lepsza, tak…
Zapraszam też do zapoznania się z kolekcją inspirowaną tą książką. Jest ona tutaj. Polecam też zobaczyć specjalny zestaw poezji, na który jest promocja -20% do końca czerwca, czyli to już ostatnia szansa! Wystarczy użyć kodu poezja. A resztę mojej oferty znajdziecie tutaj.
Wydałam też jeszcze inną powieść przed tą! Jeśli chcecie ją przeczytać, to jest dostępna tutaj w formie fizycznej i e-booka, ale możecie też złapać wersję specjalną w Empiku! Ale na Amazonie też ją znajdziecie… Muszę też przyznać, że zastanawiam się też nad opublikowaniem jej tutaj na tym blogu w przyszłym roku… Co wy na to?
Ale tak, na razie to już wszystko na ten tydzień! Trzymajcie się i pijcie dużo wody w ten weekend! Mam też nadzieję, że spędzicie to lato z moimi książkami… Można je sobie też przeczytać z abonamentem Empik Go, wiecie?
Pozdrawiam!
A.A.

Leave a Reply