Nieznana przyszłość – Twoje przeznaczenie. Rozdział 19

Przedostatni rozdział mojej powieści! Bez przedłużania, zapraszam do lektury.

***

Czy to już koniec wątków romansowych, skoro to nieładnie podglądać i podsłuchiwać…? Absolutnie nie! Trzeba po prostu znać granice…

Skoro już wiemy, co Becky i Charlie porabiali… No to teraz pora wrócić do Europy! A konkretniej to do samolotu, który właśnie wyleciał z Rawenny… Nie było innej możliwości jak lot do Rzymu… Dopiero tam Kelly, Vicky i Ed mieli przesiąść się do samolotu lecącego prosto do Los Angeles… Okazało się, że drugi samolot miał być dopiero 25 godzin później, więc nasi bohaterowie zatrzymali się w hotelu, ale także postanowili trochę pozwiedzać… Być w Rzymie i nie zobaczyć Koloseum czy Forum Romanum na własne oczy? Absurd totalny! Nie przejść się po Schodach Hiszpańskich czy zapozować przy Fontannie di Trevi? No ludzie! Tak nie można! A na koniec dnia nie zjeść specjału regionalnego, czyli spaghetti z pomidorowym sosem i świeżą bazylią, bo się śpieszymy na samolot…? No nie! Takich rzeczy się po prostu nie robi Rzymowi!

Dlatego też cała trójka powtórnie bardzo się do siebie zbliżyła… Kiedyś paczka składała się z Isabelle, Vicky i Eda, ale później Izzy i Ed zostali parą, rozeszli się i Isabelle ma teraz ważniejsze rzeczy na głowie… Ale Kelly to przecież jej siostra i nigdy nie była tej dwójce obca! Może i jest trochę starsza, ale to nie jest wcale różnica wieku typu 20 i 70 lat…

Ale to nie oznacza tylko odnowionych czy pogłębionych więzów przyjaźni… Okazuje się, że nowa miłość zaczęła kiełkować w sercach Vicky i Edmunda… Czasami tak bywa, że stare przyjaźnie w końcu przeradzają się w coś więcej… W przypadku tej pary fakt, że to Vicky przyszła po niego, a nie Isabelle, wywołał u Eda ogromny szacunek i wdzięczność wobec starej przyjaciółki. Później jej zabawowość spowodowała, że jego lekko buntownicza i agresywna natura zaczęła coraz bardziej łagodnieć… Tyle miesięcy spędzonych w osamotnieniu i mentalnym więzieniu dwóch domów zahartowało go jeszcze bardziej, ale nauczyło go to także łagodności wobec tych, którzy są nam przychylni… Dlatego nie mógł inaczej i śmiał się przy Vicky; nie czuł już urazy do Isabelle i powoli pozwalał swojemu sercu na coraz szersze otwieranie się i wpuszczanie śladowych ilości miłości…

Vicky też to czuła od dłuższego czasu. Po prostu strasznie jej brakowało przyjaciela… A teraz, gdy wrócił… Radość ją przepełniała i to zaczęło ją w końcu zastanawiać… Czy to może być rodząca się miłość?

Gdy obejmował ją przy Fontannie di Trevi, czuła, że się rumieni. Niby to nic, bo po prostu pozowali do zdjęcia, które Kelly im robiła… Ale nie dało się nie zwrócić uwagi na jego delikatny dotyk palców na ramieniu… Przyjaciele przecież nie widzą takich rzeczy… Nie rumienią się… Nie odczuwają lekkich dreszczy… To zaczęło ją bardzo zastanawiać…

W końcu nastał czas drugiego lotu. Ed postanowił pójść kupić włoskie wypieki na podróż przed odlotem i później mógł podzielić się nimi z dziewczynami w samolocie. Kelly wybrała sobie ciastko z pistacjami, a Vicky… Cóż, Ed nie dał jej wyboru… Po prostu dał jej babeczkę z czekoladą w kształcie serca… Na dodatek postanowił to jej wyjaśnić tak przy okazji:

– Postanowiłem podarować ci swoje serce w zamian za to, że to ty mnie uratowałaś i nikt inny…

– Ale, Ed… Przecież to Kelly cię tak naprawdę znalazła! – zaśmiała się lekko skonsternowana.

– Wiem, ale myślę, że wiesz, co mam na myśli… Myślę, że ty też czujesz, co się między nami dzieje… Wiesz, miałem wystarczająco dużo czasu, aby zrozumieć, że nie jest mi pisane z Isabelle. Już mi wszelka złość przeszła… Przez ten cały czas po prostu zastanawiałem się, co obie robicie… Czy za mną tęsknicie… Czy przyjdziecie po mnie… Do końca wierzyłem, że coś dla was znaczyłem i chyba się nie myliłem, ponieważ coś nie pozwalało mi poddać się i rzeczywiście mnie uratowałyście… Wiesz, czasami w nocy miałem wrażenie, jakby Isabelle do mnie szeptała… Nie potrafię jej nie wybaczyć i Rossowi zresztą też… To nie ich wina w końcu… Nie wybieramy takich rodzin i mocy przecież… Teraz to wiem. – Po chwili pauzy mówił dalej: – Czuję, że obecnie znaczę najwięcej dla ciebie, więc postanowiłem ci podziękować w ten symboliczny słodki sposób…

Po tej wzruszającej przemowie Eda, Vicky po prostu nachyliła się i go lekko pocałowała… Ona po prostu go zrozumiała i chciała mu to dać do zrozumienia w ten sposób…

– Zawsze byłeś dla nas ważny i zawsze będziesz… Zwłaszcza dla mnie – wyszeptała do niego.

Blondyn tylko uśmiechnął się na to… Czy jeden całus oznacza, że już oto przyjaciele zostali parą…? Oto jest pytanie!

*

Następnego dnia przyszedł czas także pierwszej prawdziwej randki dla Isabelle i Rossa… Jak już wszyscy romansują, to wszyscy! Ale dlaczego tak naprawdę takie rzeczy zaczęły nagle się teraz dziać i wszyscy nagle są w takim kochliwym nastroju…? Czy to jakaś kometa miłości przeleciała nad Ziemią…? Czy to jakiś gaz miłości nagle znalazł się w powietrzu…? Kogo mam tu o to zapytać…? Kogo?! Ale mniejsza… To nieważne!

Nasi bohaterowie postanowili wybrać się do kina na jakiś przypadkowy romantyczny film o bohaterach żyjących w XIX wieku… Ale gdy tylko pojawili się pod kinem, było już od razu wiadome, że nie będzie to zbyt spokojny wieczór… Ponieważ fanki Rossa go od razu rozpoznały! Isabelle zresztą też, ponieważ przecież wszyscy już wiedzą o jej udziale w tworzeniu nowego albumu… Ale to było coś zupełnie innego! Ponieważ współpraca nie musi od razu oznaczać romansu! Dlatego też szok był ogromny, gdy ich zobaczono publicznie trzymających się za ręce i na dodatek idących do kina… To może dla czujnego reportera oznaczać tylko jedno! Mamy tu do czynienia z miłością!

Czy inne romanse uczą czytelników, czym jest miłość…? Absolutnie nie! Tam tylko lubieżne sceny są opisywane, które są dalekie od prawdziwej miłości… Bo miłość to nie gorące uczucia o północy w nocy, a odwaga mówienia o miłości przez delikatne i czułe gesty. To zabranie ukochanej osoby do parku, kina; niezważanie na opinie innych, plotki, rozgłos itd.… Gdy się kocha, chce się po prostu być z tą osobą – nic więcej. Gdy się kocha, chce się spełniać życzenia tej osoby. Gdy ta osoba jest chora, to chęć ulżenia w cierpieniu gości ci w sercu. Bo miłość to trwanie ponad wszystko…

Isabelle i Ross zrozumieli, czym jest miłość przez tych kilka miesięcy. Bo gdy się kocha… To prostu się wie. Gdy coś ma trwać wiecznie… Czuje się to w kościach… I czasami jest to także zapisane w Kronikach!

Ale może wróćmy teraz pod kino… Ross ma coś naszej Isabelle do powiedzenia!

– Spokojnie, przywykniesz do tego… – powiedział jej blondyn, gdy skończył robić sobie zdjęcia z fankami i rozdawać autografy. To, co serdecznie zdziwiło Izzy, jest fakt, że ją też kilka razy poproszono o to!

Gdy skończyli, weszli na teren kina. Kupili bilety wcześniej przez Internet, więc mogli od razu podejść do działu gastronomicznego i zakupić sobie jeden wspólny popcorn i dwie cole… Tak jest bardziej romantycznie! Następnie weszli do już ciemnej sali, gdzie miał odbyć się seans…

Tak na zakończenie… Po czym poznać, że był to udany wypad? Rozmowa bardzo się klei! Na temat filmu, oczywiście… W ten sposób można poznać dobre filmy – motywują do rozmyślania nad fabułą i poruszaną problematyką. Są także dobrym punktem wyjścia dla zakochanych w sobie rozmówców… Do rozmowy, oczywiście!

*

Gdy wszystkie romantyczne spotkania się już odbyły i młodzi nasycili się sobą, Ciotka Maddie postanowiła zaprosić wszystkich do Antykwariatu, czyli Isabelle, Kelly, Rossa, Becky, Vicky, Eda, Charliego, Brada, Mike’a, Adama i Eve… Cóż jeszcze można było zrobić…? Do czego mogli być jeszcze wszyscy potrzebni…? Oto jest zagwozdka!

Spotkanie zaczęło się od stanięcia Ciotki Maddie przed stołem, przy którym siedzieli wszyscy. Kobieta była ubrana w beżową spódnicę ołówkową do połowy łydki i białą koszulę z falbankami. Nawet swoje krótkie brązowe włosy sobie trochę podkręciła…

– Kochani, spotykamy się tutaj dziś po raz ostatni. Już wszystko zostało zrobione… Ale minęło kilka miesięcy, które nas wszystkich wyrwały z torów zwyczajności… Byłoby dobrze nadrobić stracony czas, ale nigdy nie zapomnimy o tej lekcji, którą była groźba moralnej zagłady świata… Tylko muszę mieć pewność, że wszyscy się ze mną zgadzają – zaczęła Ciotka Maddie.

Wszyscy popatrzyli po sobie i wszyscy raczej wygadali niepewnie…

– Ale co to znaczy, ciociu? – zapytała Kelly. Jedyna odważna!

– Mam na myśli cofnięcie czasu. Isabelle ma taką moc, jeśli jeszcze nie wiecie… – odpowiedziała po prostu.

Słowa Ciotki Maddie wywołały poruszenie i zaczęły się szepty. Wyglądało na to, że większość była w szoku! Chociażby Ed, Brad, Charlie… Czyli osoby, które nie widziały na własne oczy tego, co potrafi Izzy.

– Skoro można cofnąć czas, to dlaczego nie zrobiliście tego wcześniej? Dlaczego nie zapobiegliście wykradnięciu Jaj Smoczycy, mojemu porwaniu i bitwie…? – zapytał lekko zdenerwowany Edmund.

– Ponieważ niektóre rzeczy muszą się po prostu wydarzyć… Cofnięcie czasu nie sprawiłoby, że problem by zniknął… Zresztą już to wszystko ci wyjaśniłam we Włoszech… Myślałam, że zrozumiałeś – powiedziała Kelly też lekko wzburzona.

Ed trochę uspokoił się, gdy spojrzał na Isabelle… Ona też na niego spojrzała i tak jakoś wszelka złość w pełni wyparowała z niego… „Ale ona dużo wycierpiała i jeszcze to nie koniec!” – pomyślał sobie.

– Dobrze, to wszyscy, którzy się zgadzają na cofniecie czasu, niech podniosą ręce – powiedziała Ciotka Maddie. Ale nikt nie podniósł ręki… Wszyscy jeszcze nie byli pewni, na co się godzą!

– Czy będziemy pamiętać, co wydarzyło się przez te miesiące? Czy utracimy wszystkie ostatnie wspomnienia? – zapytała w końcu Vicky i spojrzała bardzo wymownie na Eda, który siedział obok niej. Następnie spojrzała na Rossa i Izzy, którzy siedzieli obok siebie po drugiej stronie stołu, czyli naprzeciwko niej.

– My zawsze będziemy pamiętać, ale reszta świata już nie. Gdy ten czas – od maja do grudnia będzie się powtarzać, ludzie będą mieli powszechne uczucie déjà vu. Ale nikt nie będzie świadomy, że ziemia odwróciła się kilka razy do tyłu… Nikt też nigdy nie dowie się o magii, smokach i zagrożeniu, które już minęło… Będzie tak, jakby nigdy nic się nie wydarzyło… – wyjaśniła Ciotka Maddie.

Wszyscy znów popatrzyli po sobie i po paru sekundach zaczęły podnosić się ręki… Aż w końcu w powietrzu znalazły się ręczne przedstawicielki wszystkich zebranych w Antykwariacie. W ten sposób zdecydowano o kolejnym zadaniu dla Isabelle – wymazaniu ostatnich wydarzeń z historii wydarzeń dokonanych i cofnięciu się w czasie do samego niemalże zaczątku przeszłości… Zdecydowano, że moment ogłoszenia przerwy zespołu to idealny moment na nowy początek. Zamiast tego będzie ogłoszenie o nowej członkini zespołu i informacja o dacie wydania nowej płyty w czerwcu… Przecież zrobiona praca zostanie! Nut nie da się spalić, gdy już raz powstały i zostały zapisane w sercach! No i trasa zacznie się w lipcu… Tylko przez wakacje będzie trwać, ponieważ nasi bohaterowie muszą wrócić do szkoły na ostatni rok w liceum… Ale teraz może wróćmy już do Antykwariatu! Jeszcze będzie czas na to wszystko!

Isabelle wtedy zdała sobie sprawę, że już nadszedł ten czas… Teraz ona miała wykonać tę najtrudniejszą część… Tak, pora cofnąć czas… Już raz to zrobiła, więc pora spróbować ponownie! Wtedy wystarczyło wykonać gest, który Ross jej pokazał, ale teraz wymagało to skupienia, ponieważ nie chodziło tutaj o cofnięcie jednej małej chwilki, a całych kilku miesięcy…

Dziewczyna wstała, spojrzała na każdego z osobna w ciszy i zamknęła oczy. Przeniknęła swoim duchem do warstw kosmicznych czasu i tam zaczęła dosłownie wymazywać jak gumką zapisy historyczne ostatnich miesięcy. Wtedy wszyscy zobaczyli, jak zegarki zaczęły powoli ruszać się do tyłu, a z czasem ruch ten był coraz szybszy. Za oknem też dało się zobaczyć ślady cofania się w czasie – liście zaczęły wracać na drzewa, zielenieć, słońce zachodziło i wschodziło z prędkością światła, aż w końcu… Isabelle otworzyła oczy i to wszystko ustało. Tak po prostu!

– Czy… Udało się…? Znów mamy maj? – zapytała Isabelle.

Ross spojrzał na swój telefon i potwierdził:

– Tak, znów mamy 15 maja…

*

Poniedziałek. Następny dzień. Powrót do szkoły, jakby nigdy nic. To jakieś szaleństwo… Ale jednak prawda – Ed, Vicky i Izzy wrócili do szkoły na ostatnie kilka tygodni. Trochę się jeszcze pouczą i zaraz znów będą wakacje! Znów będzie ciepło! Wczoraj była zima, a dziś znów jest wiosna! No, całe LA po prostu! A przyszły rok będzie ostatnim… Skończą liceum… To jest coś, co każdy pamięta całe życie, czyż nie? Przynajmniej, póki jest się młodym…

Izzy zawsze wiedziała, że musi kiedyś wrócić do szkoły… Edukacja jest ważna! Ludzie inaczej patrzą na ciebie, gdy masz rzeczywistą wiedzę na temat tego, o czym mówisz… Dlatego chciała wrócić do nauki i uwaga… Ona naprawdę to lubi! Nauka nowych rzeczy może być fajna i ekscytująca! Nasza Isabelle naprawdę w to wierzy!

Przy okazji warto jeszcze dodać, że po wakacjach w nowym roku szkolnym do klasy naszej trójki przyjaciół dołączy nowa koleżanka Amy… Co ciekawe, będzie ona miała wrażenie, że już się znają z Vicky… Przyjaciółka Isabelle tylko będzie z tego śmiać i ty, mój drogi czytelniku, też doskonale wiesz, dlaczego!

Ale na razie wróćmy do szkoły… To było dzień po cofnięciu się w czasie!

– Jakie to dziwne móc po prostu wrócić w te mury i nie martwić się niczym innym jak ocenami na koniec… Jakby to było najważniejsze na świecie! – powiedziała Izzy do swoich przyjaciół. Rozglądała się dookoła i chłonęła ten zwykły kiedyś widok szkolnych murów.

– Tak, zwłaszcza po tym wszystkim, co przeszliśmy… I nikt nie ma o tym zielonego pojęcia! – powiedziała Vicky.

Ed w końcu uznał, że to odpowiedni moment na rozmowę z Isabelle… Od czasu ich zerwania i kłótni w ogóle nie rozmawiali… Isabelle było strasznie go żal i on doskonale mógł to wyczytać z jej oczu…

– Słuchaj, Izzy… Nie rozmawialiśmy od naszej kłótni przed porwaniem i chciałem ci powiedzieć, że cię przepraszam. Byłem wtedy strasznie zły na Rossa… – zaczął.

– Ty… Mnie przepraszasz? To ja powinnam cię błagać o wybaczenie… – powiedziała i spuściła oczy.

– Nie, Isabelle… Byłaś jedną z nas, aż nagle dowiedziałaś się, że masz moce i jest ci pisany ktoś zupełnie inny… Ktoś, kto był ci tak naprawdę obcy, choć obie znałyście już jego imię wcześniej – tutaj spojrzał także na Vicky. – To wszystko spadło na ciebie tak nagle i ty tak naprawdę nic nie zrobiłaś… Po prostu urodziłaś się córką swoich rodziców… – wyjaśnił jej bardzo poważnie. Wziął ją za ręce, gdy to mówił. A później dodał jeszcze: – Naprawdę chcę, abyś wybaczyła mi moją arogancję, agresję i nachalność. Dopiero to porwanie otworzyło mi oczy…

Tutaj Isabelle po prostu wzięła go w ramiona i wyszeptała mu go ucha:

– Oczywiście, że ci wybaczam. Bardzo się o ciebie martwiłam, przyjacielu. Mam nadzieję, że o tym wiesz.

– Tak, wiem… – gdy przestali się przytulać, postanowił jeszcze jedną rzecz jej powiedzieć… – Wiesz, jest jeszcze coś, o czym powinnaś wiedzieć…

Tutaj chłopak złapał lekko zdziwioną Vicky za rękę, która cały czas przyglądała się tej scenie, która odbyła się w całości na korytarzu szkolnym… Isabelle tylko się uśmiechnęła, uradowana na ten czuły gest.

– No nie! Jesteście razem?! Jak to się stało? Opowiadajcie!

Tutaj Vicky zaczęła opowiadać o włoskich rzeczach… W międzyczasie zaczęli iść w kierunku odpowiedniej sali, gdzie miała się zaraz zacząć ich pierwsza lekcja – j. angielski! Ulubiona lekcja naszej Izzy tak w ogóle!

***

Oj, dużo tu Easter Eggów…. Poezja, Pamiętnik Laury, moja następna książka… Czy potraficie je wychwycić?!

Tutaj przede wszystkim mamy duuuużo miłości i bardzo ważny wątek, jakim jest cofnięcie czasu… Pomyślałam, że w ten sposób nasza paczka będzie w stanie normalnie ukończyć szkołę! Dobry pomysł, nie?

No, to już za tydzień poznacie ostatni rozdział jej książki! Ogólnie to mam nadzieję, że podobała Wam się ta przygoda…

Zapraszam też do zapoznania się z kolekcją inspirowaną tą książką. Jest ona tutaj. Jeśli macie ochotę, to książka jest też dostępna w Empiku, Amazonie i moim sklepie. E-book jest dostępny do pobrania tutaj. Polecam też zobaczyć specjalny zestaw poezji, na który jest promocja -20% do końca czerwca! Wystarczy użyć kodu poezja. A resztę mojej oferty znajdziecie tutaj.

No to do następnego za tydzień! To już ostatni rozdział będzie!

A.A.

Leave a Reply