Nowy rozdział już tu jest! Zaczyna się poniżej. Miłej lektury!
***
Minęły już dwa miesiące od oświadczyn. Isabelle była bardzo zaskoczona, ale musiała zgodzić się, czyż nie? Więc tak… Od tamtej chwili minęły dwa miesiące i już nadszedł lipiec. Dużo wydarzyło się przez ten czas, ale jednocześnie wcale niedużo… Ponieważ napisano kolejne utwory w studiu i wreszcie znalazło się ostatnie Jajo Smoczycy, ale nasi bohaterowie jeszcze o tym nie wiedzą… Izzy jednak jeszcze nie ukończyła swojego szkolenia, więc jeszcze trochę tej monotonii i będzie już koniec… Czyli tak, pobyt w Kolorado został przedłużony na czas nieokreślony…
Ross pewnego już gorącego letniego dnia postanowił opowiedzieć naszej bohaterce o misjach, które każdy czarodziej ma do spełnienia w życiu. Siedzieli sobie w salonie, ale byli już ubrani w krótkie spodenki i koszulki, a nie dresy, jak to było jeszcze w maju… Ona założyła żółtą koszulkę na ramiączkach i kwieciste szorty, a on miał na sobie jeansowe spodenki do kolan i białą koszulkę z krótkim rękawem. Siedzieli blisko siebie na kanapie, jedli popcorn (bo czemu nie?) i rozmawiali.
– Wiesz… Każdy ma jakąś inną misję do wykonania w magicznym świecie. Ciotka Maddie czyta Kroniki. Twoi rodzice byli Strażnikami Jaj Smoczycy. Ty masz przywrócić porządek we wszechświecie i uratować świat, a ja mam być twoim Aniołem Stróżem, który jest ci nauczycielem i opiekunem… Moim powołaniem jest po prostu dbać o twoje życie, zdrowie i dobro. Na tym samym polegała misja twoich rodziców, tylko że ich obiektem opieki były Jaja… Komuś może to wydać się mało ważne to, co robię, ale ja myślę, że to ważne mieć w kimś oparcie i wiesz co? Każdy ma swojego Anioła Stróża oprócz nich samych… – powiedział Ross, przyjmując bardzo poważną mimikę twarzy.
– Bardzo poważne rzeczy mi tu opowiadasz… – odpowiedziała mu dziewczyna na to również niezwykle poważnie…
Chwilę później skończyło się to wybuchem śmiechu, gorącym całusem pełnym miłości i następnie Ross mógł kontynuować rozmowę. Izzy w międzyczasie znów zajęła się jedzeniem przekąski.
– Ludzie od wieków podejrzewali, że istniejemy i mieli rację… Wiesz, mimo że nie mam sam swojego Anioła Stróża, to jednak ci, którzy już skończyli swoją służbę, przychodzą do mnie w snach i są moimi tak jakby… Mentorami – blondyn wziął sobie całą garść popcornu do ręki i zaczął po jednym wkładać do ust. Dziewczyna mogła tylko go obserwować i czuła się trochę zaskoczona…
– Trochę to straszne, że duchy przychodzą nocą do ciebie… – odpowiedziała mu po chwili namysłu. Chłopak się na to tylko uśmiechnął.
– Może się takie wydawać, ale to dobry znak. Przynajmniej nie jestem osamotniony w swojej misji. Mam świadomość tego, że moi przodkowie nade mną czuwają i w sumie jest to bardzo pocieszające. Nie sądzisz?
– No, może trochę…
Tutaj nastała chwila ciszy i było tylko słychać chrupanie. W końcu jednak miska została opróżniona, a brzuchy wypełniły się, więc pora nadeszła na przygotowanie napojów. Ross wstał i podszedł do jednej z szafek kuchennych.
– Czego się napijesz? – zapytał, odwracając oczy na swoją partnerkę rozmów.
– Może coli? Pasuje do popcornu…
Ross wyciągnął butelkę, dwie szklaneczki i wrócił na kanapę. Napełnił je i chwilę później były już puste.
– No to teraz pora nam wracać do treningów… Już tylko kilka i będziesz znać podstawy, Izzy – powiedział blondyn, nachylając się lekko w jej stronę. – A później możemy napisać jakąś piosenkę o tym wszystkim, co ty na to…? – zapytał, całując ją lekko.
– Piosenkę o Aniołach i niebiańskiej opiece…? – zapytała, uśmiechając się niedowierzająco.
– No… W pewnym sensie… – odpowiedział, śmiejąc się również. Śmiech w końcu jest zaraźliwy!
– Niech będzie… Czemu nie… Zobaczymy, co z tego wyjdzie…
– I już zaraz będzie nie tylko twoje szkolenie skończone, ale także nasz wspólny projekt… Bardzo się cieszę, że tak wszystko to tak sprawnie nam poszło, moja droga – Ross otoczył ją ramieniem i znów ją pocałował…
Czytelnik pewnie nie rozumie, dlaczego oni tak ciągle muszą się całować i doprawdy… Ja też nie mam pojęcia! To chyba po prostu choroba zwana miłością…
Więc tak… Nadszedł czas kolejnego już treningu. Tym razem Izzy uczyła się panowania nad własnymi mocami, co jest równie ważne jak różne taktyki bojowe. W końcu twoje umiejętności odpowiednio wykorzystane też mogą być poważnym narzędziem, które nadaje się do walki w roli broni… Nasza bohaterka ma bardzo dużo różnych skrytych umiejętności i musi nauczyć się korzystać z nich wszystkich. W końcu z jakiegoś powodu zostały jej one dane! I nigdy nie wiadomo, co może się przydać…
Dziś Ross postanowił nauczyć ją… Sztuki latania. Ale żadnych do tego mioteł nie trzeba… Wystarczy mieć wierzchowca… Albo smoka. Tak, smoka. W końcu potrzebny będzie taki smok, aby zwrócić Jaja Smoczycy. Trzeba jakoś dostać się do Gniazda i oddać je Smoczycy… Najlepiej, aby jej wtedy tam nie było; byłoby to bezpieczniejsze, ale trzeba się też przygotować na mniej odpowiadającą ewentualność… Więc, tak… Potrzebny jest drugi smok i trzeba poznać mowę smoków… Ale tutaj wystarczy kilka lekcji tylko… To nie są aż takie trudne rzeczy, jak wydawać by się mogło!
Isabelle jeszcze jednak nie wie, że będzie uczyć się latać na grzebcie smoka… Trochę się rozpędziłam, ale mam nadzieję, że nie jesteś zły na mnie, czytelniku mój drogi! Wróćmy do salonu i naszej uroczej parki…
Gdy dziewczyna się odsunęła od ust blondyna, zapytała go trochę brutalnie, przywracając do porządku i codzienności:
– Ciągle mnie całujesz i bardzo to lubię, ale może pora wracać do treningów… Nic samo się przecież nie zrobi…! Więc na czym będzie polegał nasz dzisiejszy trening?
Ross, o dziwo, nie poczuł się speszony ani trochę, a nawet uśmiechnął się i zaczerwienił lekko… Ale mimo wszystko nie miał problemu z natychmiastową odpowiedzią:
– Dziś będziemy ćwiczyć na dworze. Myślę, że już najwyższa pora, aby przejść do ostatniej części naszego szkolenia – do nauki latania. Mam dla ciebie niespodziankę, ale jest ona schowana w garażu. Chodźmy zaraz, ale najpierw ubierz się w wygodny strój do jazdy konnej…
– O nie… Nie mam takiego… – brunetka zaniepokoiła się nieco, ale chłopak tylko uśmiechnął się jeszcze szerzej… Jeśli to jest w ogóle możliwe!
– Idź na górę i zobaczymy, czy rzeczywiście… Ja tu poczekam na ciebie.
Izzy rzeczywiście poszła i… Znalazła taki strój leżący na jej łóżku! Szybko się w niego przebrana i zaraz zeszła znów na dół. Chwilę później Ross zabrał ją do garażu, gdzie spodziewała się zobaczyć konia czy raczej pegaza, a zobaczyła jednak… Smoka! Białego smoka w garażu! Nie był to jednak zwyczajny garaż… Wyglądał jak drewniany mały niepozorny budyneczek z zewnątrz, a okazało się, że w środku była magiczna smocza stajnia. Przez cały czas zwierzę miało swojego opiekuna i było do tej misji przygotowywane od wieków… Znaczy… Od momentu, gdy Kroniki zaczęły kreślić przeznaczenie Isabelle Starlight na swoich kartach… W tych obu światach w końcu czas nieco inaczej płynie… Mimo że są ze sobą przecież powiązane…
Wracając do tegoż białego smoka… Było tam w tym garażu także wystarczająco dużo miejsca, aby pomieścić jeszcze kilka smoków, ale w tej chwili był tam tylko ten jeden.
– No, niemożliwe! Smok! Nie mów, że będziesz mnie uczyć latać na smoku! – Izzy nie mogła w to wszystko uwierzyć.
– A właśnie, że tak! – odpowiedział jej na to chłopak, śmiejąc się lekko. Na dodatek wyglądał na dumnego z siebie…
Ten biały smok nie był jednak zbyt duży. Wyglądał jak uroczy mały kucyk dla dzieci bardziej niż ogromna i groźna czerwono łuskowata Smoczyca… Ale to nie znaczy, że obłaskawienie smoka i jazda na nim są takie łatwe! Czyż jazda na koniu jest taka prosta, że można raz na niego wsiąść i zawsze sobie jeździć, gdy tylko się zapragnie…? Otóż nie! Trzeba mieć odpowiednie podejście do zwierząt i wymaga to dużo wysiłku i pracy… Tak samo jest ze smokami. Dlatego m.in. Izzy potrzebowała treningów na siłowni…
Opiekun smoka wyprowadził go za uzdę na zewnątrz. Smok był bardzo łagodny i trochę jakby parskał parą i jakby uśmiechał się na widok Rossa i Isabelle… Jakby wiedział, kim są! I jakby wiedział, co zaraz ma nastąpić…!
– Niech panienka go dosiądzie. Już nie może się doczekać, nasz Orzeszek miły – powiedział do dziewczyny smoczy opiekun.
Był to mężczyzna w średnim wieku, był bardzo chudy, łysy i… Bezzębny. Był ubrany w zwykły wiejski strój w kolorach szaroburych…
– Orzeszek? Nazwaliście smoka Orzeszek…? – zapytała zaskoczona i rozbawiona brunetka.
Spojrzała niedowierzająco na Rossa. On natomiast tylko podniósł ręce do góry w geście obronnym… Chwilę później powiedział:
– Nie patrz tak na mnie! Przecież to nie ja go tak nazwałem!
– Każdy smok ma swoje ulubione przekąski… Nasz biały smoczek bardzo lubi orzeszki ziemne, więc tak właśnie go nazwano… A było to jeszcze za czasów mojego pradziada, więc nikt już nie pamięta… – mówił opiekun smoka.
– Ten pan, wyglądający na woźnego, pochodzi z rodziny, gdzie wszyscy nie żyją dłużej niż 30 lat… Jak widzisz, geny same mówią za siebie czasami… Tylko spojrzeć na nieboraka i widać chorobę… Ale to dobrzy hodowcy smoków… – blondyn wyszeptał jej do ucha.
– To jest więcej smoków? – zapytała go również szeptem.
– Tak. W Chinach – odpowiedział.
– No. Niech panienka go wreszcie dosiądzie! – powtórzył ponaglająco mężczyzna.
Izzy trochę się spięła, ale rzeczywiście wsiadła na grzbiet Orzeszka. Było to dziwne uczucie, ale jednocześnie ekscytujące… No i widoki były ładne tam z góry!
– No to leć, maleńka! – zakrzyknął Ross.
Smok jakby zrozumiał, ponieważ rozłożył skrzydła i wzbił się w powietrze chwilę później. Izzy była lekko przerażona, że tak szybko do tego doszło, ale bądźmy szczerzy – jak nauczyć się latania bez takowego latania…?
Dziewczyna widziała z góry zarys gór na horyzoncie, a pod sobą całe leśne morze. Orzeszek nie leciał zbyt wysoko, więc nie można tego porównać do latania samolotem, ale widoki były i tak nieziemskie. Musiała cały czas mocno się trzymać, ale nie musiała tak naprawdę robić nic więcej, ponieważ tak wyśmienicie był ten biały smok wyszkolony. Po prostu sam wiedział, co ma robić. I to było właśnie piękne… Nie tylko widoki!
*
W Antykwariacie trwało już, nie wiem, które posiedzenie, w czasie którego układano strategię skoncentrowaną na ostatecznej walce. Kelly natomiast nie mogła przestać myśleć o swoim i Isabelle pochodzeniu… Ponieważ ona wiedziała od dziecka, że ich matka Elizabeth i ciotki Maddie i Andie to córki Świętego Jerzego, który według legendy walczył niegdyś ze smokiem… Ale jej młodsza siostra jeszcze nie wiedziała i miała się już niedługo dowiedzieć z Kroniki, którą wie, że musiała już mieć w rękach nieraz… Takie siostrzane przeczucie…
– Droga Kelly… Czy my ci przeszkadzamy? – zapytała Ciotka Maddie i spojrzała na nią spode łba. Na dodatek skrzyżowała ramiona na piersi.
– Przepraszam… Myślałam właśnie o mojej siostrze… – przyznała i spuściła oczy na podłogę.
– Wiem, że martwisz się, ale Ross o nią dobrze dba. Jestem pewna. Na dodatek to wyśmienity nauczyciel. Potrafi wytłumaczyć najgorsze rzeczy, jakby to była bułka z masłem! – powiedziała Becky i przytuliła się lekko do dziewczyny.
– Dzięki. Wiem, że Ross to dobry dzieciak – Kelly zaśmiała się w odpowiedzi.
– Wróćmy jednak do omawiania rzeczy niecierpiących zwłoki… Jaja już mamy, Isabelle będzie już niedługo kończyć szkolenie, a musimy jeszcze dokładnie przewidzieć każdy ruch wroga, zanim dojdzie do bitwy… – zaczęła ciotka Maddie. – Jak już wiemy, przeciw nam jest cała armia smoków i zwolennicy pełnienia rządów w świecie magii przez moją siostrę Andie… No i oczywiście ona też… To nie będzie równa walka i dlatego musimy być sprytniejsi… Nie raz wygrywali bitwy ci, co mieli mniejsze siły… Po prostu dobre pomysły to często powód wygranej… Dobra strategia to klucz… Musimy prześledzić wszystkie takie historyczne wydarzenia, aby wiedzieć, co wtedy zadziałało… Na przykład II wojna światowa zaczęła się w Gdańsku, a jednak o wiele mniejsze siły polskiej załogi wytrzymały nie kilka godzin, ale całe siedem dni obrony… Becky, ty masz polskie pochodzenie, to nam opowiedz o tym wydarzeniu.
Dziewczyna wstała, spojrzała na swoje notatki i zaczęła opowiadać, jakby była odpytywana przy tablicy w szkole…
– Polskiej załogi było o wiele mniej w porównaniu z niemieckimi siłami, które przecież wciąż przybywały, a Polacy byli odcięci od świata. To właśnie dobra strategia i dobre ukrycie wartowni i miejsc strzelniczych pozwoliły im tak długo się bronić. Były to często ostrzały krzyżujące się, więc Niemcy myśleli, że kule lecą z drzew nawet… Ale to oczywiście nie było prawda. Westerplatte to była po prostu bardzo dobrze przemyślana logistycznie struktura półwyspu i w pełni wykorzystano przyrodę i wszystko, co tylko się dało… A przecież początkowo to było miejsce wypoczynkowe z pensjonatem, który później dostosowano do celów militarnych! I wszystkie tamte budynki też zresztą… – Becky zaczęła zbaczać z tematu, więc Czytelniczka musiała już przerwać ten wywód… W końcu już i tak wszystko było bardzo dobrze wyjaśnione!
– Dziękujemy, Becky! Bardzo tam pomogłaś w zrozumieniu zawiłości historii… Teraz pora to przełożyć na praktykę. Jak możemy taką wiedzę wykorzystać na naszą korzyść? Jakieś pomysły? Chłopcy? – zwróciła się do Mike’a, Charliego i Brada.
– Yyyy, myślę, że ja wiem! – zgłosił się Brad, ale bez podnoszenia ręki do góry. – Zaproponujmy Ciotce Andie miejsce ostatecznej bitwy, które my już doskonale znamy. Będziemy mieć wtedy przewagę.
– Bardzo dobry pomysł! Brawo, Bradley. Jeszcze jakieś pomysły? – powiedziała Ciotka Maddie. Tym razem spojrzała jednak na Kelly. Na jej szczęście było widać, że już była tam w Antykwariacie, a nie gdzieś indziej…
– Warto wybrać jakieś lesiste miejsce, gdzie można schować się w razie upału – wtrąciła się Becky. – Właśnie to między innymi pozwoliło stronie polsko-litewskiej wygrać z Krzyżakami w bitwie pod Grunwaldem – powiedziała niewinnie, a wszyscy zrobili tylko zdziwione miny. Ale ta to ma wiedzę o polskiej historii! No, no! Nie jeden by pozazdrościł!
– Bardzo dobry pomysł, Becky… Mike, proszę, zapisz wszystkie te pomysły… Będziesz od dzisiaj naszym sekretarzem… – powiedziała Ciotka Maddie do niego. Chłopak rzeczywiście wyjął kartkę, długopis i zaczął pisać bardzo szybko, aby o niczym nie zapomnieć…
Tak właśnie wyglądało pierwsze spotkanie w Antykwariacie po znalezieniu wszystkich Jaj Smoczycy i to był dopiero początek strategicznego myślenia o przyszłości na podstawie przeszłości!
*
W Kolorado był już wieczór. Słońce leniwie chyliło się ku zachodowi. Isabelle bezpiecznie wylądowała i zdziwiła się, że Ross cały czas czekał na nią przed garażem. Przyniósł sobie składane krzesełko z domu, jakąś starą gazetę i po prostu sobie czytał jak na wczasach… Był ubrany w krótkie czarne spodenki, białą bluzę, klapki miał na nogach i okulary przeciwsłoneczne na oczach, więc nawet wyglądał jak na wczasach! A stajennego gościa nie było nigdzie widać…
Chłopak wstał z krzesełka, ona zsiadła zręcznie ze smoka i następnie Ross przywitał się z nią:
– No! Nareszcie jesteś! Już doczekać się nie mogłem, jak widzisz.
– Tak, właśnie widzę – Izzy zaśmiała się.
Dziewczyna zaczęła iść w stronę willi. Ross podążył jej śladem, a w międzyczasie opiekun Orzeszka wyszedł też do niego. Czyli nie był, nie wiadomo gdzie, zbyt długo!
W drodze do domu Ross zaproponował powrót do pracy nad muzyką, mimo że było już późno. On absolutnie nie był zmęczony… Izzy uznała, że może napić się kawusi i też będzie w stanie dalej pracować… Życie jest za krótkie, aby spać! Zresztą… Takie były plany!
Gdy już znaleźli się w środku budynku, akurat jej przyjaciółka Vicky postanowiła zadzwonić, czyli długo wyczekiwane plany zostały nieco opóźnione…
– Witaj, Izzy! Już dawno rozmawiałyśmy i chciałam ci dziś powiedzieć, że bardzo mi ciebie tutaj brakuje. Zresztą nie tylko mnie… Dzwonię, aby ci powiedzieć, że dziś była pierwsza burza mózgów w Antykwariacie, która dotyczyła wyciągania nauki z historii… Nie pytaj… Ale mam dla ciebie pewien pomysł… Sama dowiedziałam się tego na własnej skórze, więc pomyślałam, że mogłabyś podszkolić swoją umiejętność czytania w myślach… To może nam także bardzo pomóc w ostatecznej bitwie… Wiesz… Tak zresztą jestem teraz u ciebie i Kelly patrzy na mnie wzrokiem szczeniaczka, więc pozwól, że zaraz ci ją dam.
– No pewnie, Vicky – zaśmiała się w odpowiedzi. – No i dzięki za podpowiedź. Powiem zaraz o tym Rossowi – chłopak zrobił duże oczy, słysząc swoje imię…
Później nastała chwila ciszy, ale już wkrótce odezwała się w słuchawce jej siostra.
– Słuchaj, Izzy… Nie wytrzymam i muszę ci coś wreszcie powiedzieć… Nie wiem, czy już przeczytałaś całą Kronikę o naszym rodzie…
– No… Tylko fragmenty – powiedziała brunetka i spojrzała na Rossa, który właśnie się usadowił na kanapie i ciekawie się przyglądał dziewczynie.
– Znajdź stronę 145 i przeczytaj to natychmiast. Jak będziesz miała pytania, to dzwoń i pisz śmiało. Chętnie ci wszystko wytłumaczę.
– Ok, dzięki… Zaraz idę przeczytać ten fragment i dam znać, gdy będę potrzebowała pomocy ze zrozumieniem go albo gdy będę miała pytania – powiedziała Izzy.
Chwilę potem usłyszała nerwowy śmiech siostry przez telefon. Pożegnanie i połączenie zostały zakończone.
Dziewczyna zostawiła Kronikę w salonie, więc nie musiała nigdzie po nią chodzić. Po prostu wzięła ją ze stołu i usiadła obok blondyna na kanapie. Przez czas rozmowy po prostu stała pośrodku salonu i rozmawiała przez telefon… Szybko wyjaśniła chłopakowi, o co chodziło Vicky wcześniej (nie cytowała w pełni, oczywiście!) i następnie otworzyła księgę. Przekartkowała ją i dotarła po chwili do wspomnianej przez Kelly strony. A znalazła tam taki oto ustęp:
„Siostry Andie, Maddie i najmłodsza Elizabeth to córki słynnego Świętego Jerzego, który walczył ze smokiem…„
Było tam więcej napisane na ten temat, ale Isabelle była tak osłupiała, że nie była w stanie czytać więcej… Po prostu wzięła telefon i wybrała numer siostry. Chwilę później bez żadnego wstępu po prostu powiedziała do słuchawki:
– Mam pytanie… A właściwie to kilka.
***
No, chyba my wszyscy mamy teraz pytania! Ale cóż, będą na nie odpowiedzi już za dwa tygodnie! Nie szybciej, bo majówka już za tydzień…
Mamy tutaj nowego smoka, który jest częścią raczej takiego zabawniejszego wątku, motyw związany z Biblią, trochę polskiej historii, bo ją kocham normalnie, dużo humoru i miłości! Mam nadzieję, że Wam się podobała taka mieszanka!
Wiecie, dlaczego wspominam o Westerplatte w tym rozdziale? Tak się składa, że czytałam sobie wtedy o tym pewną powieść i tak to na mnie wpłynęło…
W związku z tym, że nie będzie nowego rozdziału za tydzień, bardzo polecam zaopatrzyć się w książki na majówkę!
Dopiero co mieliśmy Dzień Książki, więc mam dla was nowy kod rabatowy ważny na wszystkie moje książki! 20% zniżki z kodem “books20”. Kod ważny do 3 maja.
Jeśli lubicie książki z autografami, to można takie zdobyć w moim oficjalnym sklepie, ale e-booki też mam tam dla Was. Tutaj są podlinkowane książki fantasy, ale całość mojego katalogu jest tutaj.
Jest możliwość przeczytania reszty tej książki wraz z abonamentem Empik Go, ale jest tam też dostępna specjalna wersja papierowa z alternatywną okładką. Oprócz tego książka jest też dostępna w Amazonie. Moje inne książki też są dostępne na tych platformach!
Jeszcze polecam na koniec odwiedzić mój sklep. Jest tam specjalna kolekcja inspirowana tą powieścią, tak na przykład! Ale inne kolekcje też mam!
Do następnego, który pojawi się 8 maja! Raczej… Jeśli nie, to dam znać na swoich mediach społecznościowych.
Pozdrawiam! Miłej majówki!
A.A.

Leave a Reply