Witajcie, drodzy! Dziś mam dla Was rozdział w całości dygresyjny! Dlatego też nie będzie dziś komentarza do tego komentarza… Za dużo byłoby tych komentarzy już!
***
Przeznaczenie to taka dziwna rzecz… Niezależnie, co robisz i gdzie pójdziesz, ono zawsze cię znajdzie… Ponieważ to, co ci jest pisane, zawsze Cię odnajdzie…
Nasza Isabelle miała tylko siedemnaście lat, gdy Ross jej się oświadczył… Cóż taka młoda dziewczyna czuć mogła w takim momencie, gdy już takie poważne kwestie zaczynają stawać na jej drodze…? Cóż mogła ona też odpowiedzieć chłopakowi, który jest jej pisany i w którym zakochała się bez pamięci w momencie, gdy go tylko ujrzała…? No cóż?
Tak, powiedziała tak. Ponieważ taka jest właśnie miłość. Ta prawdziwa potrafi Cię znaleźć w najmniej odpowiednim miejscu i momencie… A później nagle możesz obudzić się i zrozumieć, że… To już dziesięć lat minęło. I twój Ross wciąż jest przy tobie i pewnego dnia postanawia zadać ci toż samo pytanie… I gdy już wszystko wiesz i jesteś starsza… Cóż mu znów odpowiedzieć możesz…?
Tak, właśnie tak wygląda przeznaczenie. Czas płynie, wszystko zmienia się oprócz tej jednej rzeczy – oprócz miłości, która was połączyła. Czasami jest dobrze, czasami jest źle, ale ty pomimo wszystko wciąż kochasz i trwasz przy tej jednej osobie…
Bo to, co jest Ci pisane, po prostu musi się wydarzyć i nieważne, co zrobisz, jak daleko wyrzucisz to uczucie z serca, ono zawsze wróci i to ze zdwojoną siłą… Na dodatek spowoduje, że będzie to jak broń, jak bumerang, który wróci i podetnie ci nogi… A Ty wtedy odnajdziesz siebie na ziemi… I co? Tam, na tej ziemi, patrząc w błękit niebios, odnajdziesz znów tę miłość, która wróciła do ciebie… Ponieważ takie jest właśnie przeznaczenie.
Możesz nie znać przyszłości, ale tej jednej rzeczy możesz być pewien – przeznaczenie nigdy Cię nie zostawi chociażby na krok. Przeznaczenie zawsze odnajdzie swoją drogę z powrotem do ciebie. Może się trochę zagubić czasami, ale zawsze wróci, zawsze Cię odnajdzie…
*
Przyszłość jest raczej nam wszystkim nieznana, ale są rzeczy, których możemy być pewni. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią, zawsze będą istniały i tylko jakiś straszny kataklizm może spowodować, że one znikną z powierzchni Ziemi czy Wszechświata… Na przykład Słońce, Gwiazdy i Księżyc. To są obiekty stałe, zawsze nam towarzyszące i w porównaniu z ludzkim życiem… Mogą się one wydawać naprawdę trwałe. Ile lat ma nasza piękna planeta, a ile lat żyje przeciętny człowiek…? Ile pokoleń ludzi już chodziło po powierzchni Ziemi…? Pewnie… Niebo trochę zmieniło się od czasów starożytności, ale wciąż istnieje…
Właśnie tego typu rzeczy możemy być zawsze pewni, póki rodzaj ludzki istnieje.
A co z wartościami…? Miłość też zawsze będzie istnieć. Cóż musiałoby się wydarzyć, aby doszło do zaćmienia serc i dusz ludzkich i miłość przestałaby istnieć…? Chyba też tylko jakiś dziwny kataklizm… Zbiorowe opętanie… Nie wiem… Dosłownie jakiś koniec świata… Apokalipsa…
Więc no… Miłość i wszelkiego rodzaju wartości zawsze będą istnieć i będziemy ich zawsze pewni. Uczucia są zmienne, ale w kompletną znieczulicę społeczną nie wierzę.
Przyszłość jest nieznana nam wszystkim. Tylko kilka rzeczy jest pewnych, ale czasami możemy przewidzieć naszą przyszłość. Nie trzeba być jasnowidzem, wróżką czy Czytelniczką Maddie, aby poznać przyszłość. Wystarczy czytać znaki… Na niebie, na ziemi, wśród ptaków i oczywiście z naszych snów… Nasze sny to potężne narzędzie. Czasami widzimy nasze lęki, ale czasami też może nam przyśnić się najbliższa przyszłość. Zazwyczaj to tylko symbole, które sennik może nam pomóc rozszyfrować, ale czasami może nam przyśnić się przyszłość w najczystszej postaci… To jest prawdziwa magia i cud posłany od aniołów, świętych, naszych przodków, wszechświata czy Boga…
To coś pięknego wiedzieć, czego można spodziewać się, ale jednocześnie może to być czasami przekleństwo… Chociażby nie wiem jak bardzo byśmy chcieli zmienić to, co nieuchronne, to niestety przyszłość i przeznaczenie są ze sobą splecione i nie da się czasami nic zdziałać… Właśnie w tym kryje się ten słynny antyczny fatalizm. Wiedzieć i nie móc ruszyć się, nie móc zaradzić nieszczęściu, chociażby oddało się wszystko za zmianę losu… Czasami nie da się nic zrobić… Można się tylko pogodzić ze swoim losem. Nie można z nim walczyć…
Dlatego też Ross i Izzy wiedzą, że po prostu muszą być razem. I że Isabelle musi dobrze przygotować się do ostatecznej bitwy, ponieważ przeznaczenie przeznaczeniem, ale nic przecież samo się nie zrobi!
A co, jeśli jednak Isabelle nie pogodziłaby się ze swoim losem…? Co jeśli nic by nie zrobiła…? Co jeśli uciekłaby przed przeznaczeniem…?! Zapewne się zastanawiasz, mój drogi czytelniku… Jak już mówiłam, przed przeznaczeniem nie da się uciec. Ale też nie można sobie odpuścić i myśleć, że wszystko się samo jakoś ułoży… Wtedy można tylko duszę stracić! Ponieważ nic nie przychodzi za darmo… Za wszystko trzeba w końcu kiedyś zapłacić… Nawet jeśli ostatecznie dobro musi wygrać… Jak sobie odpuścimy i pozwolimy złu swawolić, to tylko żyć będziemy w próżni i cierpieć. Po co to robić, skoro odrobinka pracy może temu zaradzić…?
Proste, nie? Tak, to jest naprawdę takie proste. Albo coś się robi i cel nasz zbliża się do nas, albo nic nie robimy i stoimy w miejscu…
*
A jak przedstawia się sprawa biblijnych nawiązań…? Uważam, że wiara jest ważną częścią życia człowieka i nic nie zmieniło się od czasów, gdy byłam nastolatką, gdy napisałam wiersz O wierze… Każdy potrzebuje wiary w swoim życiu, nawet jeśli w nic się nie wierzy… Bo brak wiary to też w pewnym sensie wiara… W nicość.
Niektórzy jednak odchodzili od wiary w trakcie studiów, ponieważ wiedza otwierała im oczy. Ja też doświadczyłam tegoż zjawiska, ale poszło ono w drugą stronę… Wiara moja jest teraz tylko silniejsza… A fakt, że niektóre elementy pojawiają się w wielu religiach świata, upewnia mnie w przekonaniu, że jest jakieś ziarno prawdy w każdej religii świata, nawet tych wymarłych. Może ludzie od zarania dziejów wierzyli w tego samego Boga i tylko dawali mu inne imię w swoich kulturach i językach…?
Cóż, także od zawsze chciałam użyć wątków biblijnych w swojej pracy literackiej, a powieść fantastyczna jest najlepszym sposobem, czyż nie mam racji, mój drogi czytelniku…? Na dodatek chciałabym komuś też otworzyć oczy i sprawić, że znów uwierzy w „magię” i Boga… To takie ładne mieć na kogoś aż taki wpływ…
Ale może nie oddalajmy się za bardzo od fabuły! Cóż, nasza Isabelle musiała sobie pomyśleć, gdy zrozumiała, że legendy rzeczywiście mają w sobie te właśnie wyżej wspomniane ziarenka prawdy! Ach! W tym magicznym świecie wszystko jest możliwe, ale w prawdziwym świecie przecież cuda też się zdarzają! Czyż samo istnienie nas wszystkich nie jest cudem? Czyż miłość nie jest magiczna…? Czyż nie spotykamy się z pięknem każdego dnia…? Magia tak naprawdę zawsze nas otacza, każdego dnia, ale nie zawsze potrafimy ją zauważyć…
*
Jest ziarenko prawdy w każdej baśni i legendzie. Na przykład taka Mała syrenka i legenda o powstaniu Warszawy… Takie morskie wiedźmy, które chcą nam zabrać narzeczonych, rzucają uroki i udają nas przez wrodzoną wredność, mogą być prawdziwe. Tacy ludzie, od których imion wzięła się nazwa miasta, mogli żyć naprawdę… Skoro Smok Wawelski to był tak naprawdę dinozaur, to istnieje logiczne wytłumaczenie dla każdej takiej historii…
A co może być prawdziwe w tej niewinnej fantastycznej historii…? A to czytelnik sam musi się już domyślić! Mogę różne rzeczy sugerować, nachylać rąbka tajemnicy, ale bez przesady! To wciąż jednak fikcja literacka… Taki na przykład Ross… To po prostu wyobrażenie idealnego mężczyzny, który może mieć swojego prawdziwego odpowiednika w prawdziwym świecie, ale nie musi… A imię Ross jest po prostu takie ładne, szkockie i niewystarczająco występujące w kulturze… I takich Amerykanów, którzy mają europejskie korzenie, jest przecież mnóstwo… A o idei Aniołów Stróżów będzie więcej w następnym rozdziale! Tak tylko mówię!
Wracając do baśniowości… Taki Wiedźmin przecież jest stworzony na kanwie tych wszystkich historii… Ale jednak to wciąż tylko fikcja literacka! Taka to też alternatywna wersja średniowiecza, a tutaj mamy współczesny świat… Jak już mówiłam, magia może być ukryta w codzienności i tylko trzeba umieć ją ujrzeć!
Z drugiej strony Harry Potter jest prawdziwy gdzieś w innej stronie tego mojego świata literackiego, ponieważ jestem pełna podziwu dla autorki tej serii książek… Coś takiego wymyślić i tak porwać czytelników na całym świecie… Coś pięknego! Ta książka jest w pewnym sensie hołdem dla magii tych książek i klasycznych dziś już filmów… A tak w ogóle ma być też nowy serial, słyszeliście?!
Czytelnik myśli, że pisarka już za bardzo się wychyla w tym rozdziale…? Tak właśnie miało być! W końcu to jest dygresyjna powieść fantasy…! I tak, romantyzm w wersji Słowackiego jest moją inspiracją… W końcu to była część mojej pracy magisterskiej! Ale tak… Już powoli kończę pisać ten rozdział, więc już się tak nie irytuj, czytelniku mój drogi!
Dobra, pora odstawić kawkę na stolik i powiedzieć Wam jeszcze kilka słówek na temat… Właśnie… Czego…? Nie pamiętam już! To może zrobimy sobie chwilę przerwy i ciszy, co Ty na to, czytelniku mój drogi…?
*
Wiem, że lubicie mnie słuchać, bo mam taki kołyszący do snu głos… Pozwólcie więc, że ostatnią część tego wykładu poświecę znów kwestiom tytularnym, więc to idealna okazja, aby znów się zdrzemnąć… Albo się jeszcze troszkę poirytować! Wasz wybór…
Kwestia przeznaczenia była ważna też dla naszych przodków. Mam na myśli Słowian, tak. Mitologia to ważna rzecz. Każda kultura bierze skądś swoje pierwotne korzenie… Kwestia ta pojawia się też w Wiedźminie Sapkowskiego, ponieważ tam też mamy inspiracje słowiańskie… Stąd też bierze się wiele stworzeń, które J.K. Rowling stworzyła w swoich książkach… Otóż to. Fantastyka karmi się takimi pierwotnymi wierzeniami. To jest fascynujące móc się posiłkować teraz takimi pojęciami, które były kiedyś święte dla niektórych. Jest to także dobry punkt wyjścia do rozważań na tematy zjawisk paranormalnych… Dziś dla nas to jednak tylko wymysł wyobraźni i po prostu baśniowy świat, gdzie możemy uciec od otaczającej nas rzeczywistości… Czyż te wymyślone światy nie wydają się o wiele ciekawsze i o wiele sympatyczniejsze niż rzeczywistość…? Tak, czasami chcemy uciec i to zwykły ludzki odruch… Ale wiecie też co? Czasami warto niektóre rzeczy przełożyć na życie codzienne i szukać magii i cudów w małych codziennych rzeczach… Wtedy nasze ziemskie życie może się stać o wiele bardziej fascynujące… Tak, książki pozwalają nam żyć miliony innych żyć, ale nie warto zapominać kompletnie o tym jednym, które jest nam dane… Trzeba zawsze wyciągnąć z niego tak wiele, ile tylko się da…
Dobra, starczy… Już trochę było o przeznaczeniu, przyszłości i o fantastyce, więc pora już wrócić nam do tego początkowego momentu, czyli do sceny, gdy Ross tak od niechcenia oświadczył się Isabelle… I tak nasze spotkanie w kawiarence i ten niezwykle długi wykład Cię niezwykle znudziły, nieprawdaż, mój drogi czytelniku…?
***
No, to już dziś wszystko! Jeszcze polecam na koniec odwiedzić mój sklep. Jest tam specjalna kolekcja inspirowana tą powieścią! Jest też możliwość przeczytania reszty tej książki wraz z abonamentem Empik Go, ale jest tam też dostępna specjalna wersja papierowa z alternatywną okładką. Jeśli wolicie książki z autografami, to można takie zdobyć w moim oficjalnym sklepie, ale e-book też mam dla Was. Oprócz tego książka jest też dostępna w Amazonie.
Do następnego!
A.A.

Leave a Reply