Już po Świętach, więc dziś wracam z nowym rozdziałem mojej powieści fantasy!
Rozdział zaczyna się poniżej.
***
Po jakiejś godzince Izzy obudziła się i zobaczyła, że wciąż było jasno, a Ross dalej spał. Dziewczyna wiedziała, co to obowiązek, więc wstała, poszła do kuchni i przyrządziła sobie kawę. Do tego wyjęła też opakowanie ciasteczek. Tak, lodówka była tutaj zawsze pełna… Od czego w końcu jest magia…? I tak… Niektórzy wolą tradycyjne zaklęcia zwane gotowaniem i kupnem w restauracjach… Jak Maddie na przykład… Ale nie Ross i Izzy! Działo się to wszystko w środku lasu, więc nic dziwnego!
Dziewczyna była ubrana w inny już dres i cieszyła się, że posłuchała Becky i wzięła tyle różnych ubrań, ponieważ było w tej posesji dość zimno, pomimo że był maj i raczej było już przyjemnie ciepło na zewnątrz. Była więc ubrana w błękitny ciepły i miękki welurowy dres, w rękach miała parujący kubek kawy z mlekiem, a na blacie położyła sobie podręcznik o fechtunku magicznym. Był on pełen różnych zaklęć i technik, które pomagają w walce… Najwyższa pora przeczytać te ostatnie dziesięć stron, tak!
Dwadzieścia minut później kawa skończyła się i podręcznik był przeczytany w całości… Śpiąca Królewna Ross jakby to wyczuł i obudził się jak na zawołanie.
– A cóż to? Zasnąłem…? – zapytał rozespanym głosem i usiadł na kanapie, zsuwając nogi na dywan.
– Widzisz… Ja w międzyczasie skończyłam czytać ostatni podręcznik – odpowiedziała mu Izzy z kuchni tak od niechcenia.
Ross jakby nagle rozbudził się i przyszedł do niej. Postanowił też zrobić sobie kawę, ale małe espresso. Gdy je natychmiast wypił, oznajmił:
– Jesteśmy gotowi, aby zacząć treningi – Isabelle spojrzała na niego i się uśmiechnęła. On od razu odwzajemnił uśmiech. A po chwili dodał: – Ubierz się w sportowe ciuchy i zaraz zaczynamy naszą pierwszą lekcję.
Dziewczyna bez słowa poszła na górę do swojego pokoju się przebrać. Dobra dziewczynka!
*
Gdy Izzy przebrała się i zeszła ponownie na dół, Ross już czekał na nią z kolejną niespodzianką. Tym razem był to… Kij.
– Nasza pierwsza lekcja będzie dotyczyła samoobrony. Zaraz zobaczymy, czego nauczyłaś się z ostatniego podręcznika.
Następnie tak nagle ją zaatakował. Był pewien i zaufał sile Isabelle i… Nie pomylił się. Celował w jej prawe biodro, ale kij natknął się na niewidzialne pole oporu i po prostu nic się nie wydarzyło…. Jakby kij trafił na poduszkę.
– Zaklęcie zmiękczające ciosy – odpowiedziała od niechcenia.
– Bardzo dobrze! – uradował się. – Mam nadzieję, że nie będę musiał już nigdy tego robić ponownie. Straszne uczucie…
Następnie blondyn rzucił ten cienki kijek na kanapę i po prostu podszedł do niej, bo chciał ją pocałować. Ale znów natknął się na magiczny opór, ponieważ… Poczuł tak jakby… Miał pióra w ustach… A dziewczyna zaczęła się śmiać.
– Przysięgam, że to nie ja! – powiedziała wciąż się śmiejąc.
– No tak… Zapomniałem, że to zaklęcie działa przez pół godziny… Nawet wypowiedziane w myślach i wobec takiego zagrożenia jak moje usta…
– Ale, ja za to mogę cię zaatakować i nie oprzesz mi się – powiedziała zadziornie i rzeczywiście, pocałowała go bez oporu.
Po pocałunku po prostu się do siebie uśmiechnęli ciepło i utonęli w swoich oczach i ramionach… Tak właśnie pierwszy trening skończył się po pięciu minutach i tak naprawdę nie wiadomo, po co miała się nasza Izzy przebierać… Jej nauczyciel po prostu chyba miał taką zachciankę… Albo i nie…
*
Resztę wieczoru nasza urocza para bohaterów spędziła na siłowni, bo forma fizyczna przed ostateczną walką też jest ważna, czyli trening w sumie rzeczywiście się odbył!
Pół godziny później zajęli się pisaniem następnych piosenek. Na drugi album zespołu Smile było już napisanych kilka utworów, ale wciąż była to długa droga nim całość będzie gotowa.
Maj już powoli się kończył, minęło kilka tygodni, odkąd poznali się i wciąż dużo rozmów czekało przed nimi. Takie wieczory jak te były idealnym czasem, aby się lepiej poznać i jeszcze bardziej do siebie zbliżyć. Przeznaczenie przeznaczeniem, ale magnetyzm ich serc też działał szalenie mocno…
Wracając do pisania nowych piosenek… Tym razem Ross napisał dwa utwory w ciągu tej jednej nocy – I Love Music i Make Me Happy. Jedna piosenka jest porównaniem miłości do muzyki, ale jednocześnie wyznaniem miłości muzyce, a druga piosenka to ballada. Ross czuł się trochę smutny faktem, że nie może spędzać zbyt dużo czasu ze swoją dziewczyną, ale jednocześnie rozumiał, że nie ma teraz nic ważniejszego niż jej treningi… No i cóż, to nie lada wyczyn napisać takie dwie skrajnie różne piosenki w tym samym czasie! Isabelle natomiast aż taka utalentowana nie jest i napisała tylko The Last Letter. Więc w sumie było już pięć nowych piosenek i jedna napisana wcześniej przez Rossa – Don’t Walk Away (napisana w dniu koncertu, czyli właśnie wtedy, gdy się poznali!) i dwie napisane wcześniej przez Izzy – What Is The Most Important In Life i Words (napisane przez dwa ostatnie lata… W końcu to młodość, szkolne dni, cóż to dopiero początek… Szkoda gadać… Jeszcze jest czas i w końcu po to też jest też wyjazd. Izzy nasza ma w końcu uczyć się od profesjonalisty!). W ten oto sposób mieli jeszcze trzy utwory wymagające ich wspólnej pracy (ale 8 w sumie!) i dzielenia się pomysłami odnośnie do ostatecznego brzmienia… To był dopiero początek ich pobytu, więc ile jeszcze piosenek mogliby razem napisać! Ojej! Ale teraz może przyjrzyjmy się ich pracy nad nowym albumem…
– It was the last goodbye, it was the last sad letter… – dziewczyna właśnie nagrywała fragment przez siebie napisanej piosenki, a Ross brzdękał na gitarze obok niej. Tak właśnie powstało demo piosenki The Last Letter… Kolejny spokojniejszy numer… Ale kto wie, jak to ostatecznie będzie!
Studio zostało urządzone w jednym z wolnych pokojów pomiędzy sypialniami Rossa i Izzy. Łóżko zostało jednak w magiczny sposób zamienione w wygodną kanapę i szafa usunięta. Dlatego też było tam sporo wolnej przestrzeni. Idealnie dużo na postawienie mikrofonów, instrumentów i komputerów na biurku. Jak magia jest, to można też zbudować profesjonalne studio nagraniowe w jedną noc, wiadomo!
W końcu piosenka została nagrana i blondyn mógł odłożyć gitarę.
– No, to na dziś już starczy nam tego muzykowania. To był długi dzień – powiedział, rozciągając się.
– Masz rację, ale jeszcze nie chce mi się spać… – dziewczyna spojrzała na zegarek. Była już dwudziesta pierwsza!
– To możemy porozmawiać, jeśli chcesz. Chodź tu do mnie! – usiadł akurat na kanapie i zrobił zapraszający gest. Izzy uśmiechnęła się i usiadła obok niego. Otoczył ją ramieniem.
– Dziś mogę ci opowiedzieć o moim dzieciństwie i o sposobie, w jaki odkryłem pasję do muzyki. Co ty na to? – Izzy pokiwała głową na tak i Ross mógł kontynuować: – Więc tak… Już jako dzieciak dowiedziałem się o swojej mocy i roli, jaką miałem odegrać w przyszłości. Przeszedłem przez takie samo szkolenie, ale to był tylko dodatek do mojego wychowania, ty masz taki trochę kurs przyśpieszony… Więc wiem dokładnie, jak się czujesz… I wiesz, co jest najciekawsze? Odkryłem swoją muzyczną pasję w dokładnie w tym samym czasie. Oprócz magii i zwykłej szkoły, doszła to tego jeszcze edukacja muzyczna. Moim instrumentem jest gitara i chyba widać – chłopak tutaj wskazał na dwie gitary, które zabrał ze sobą. Stały sobie akurat grzecznie na stojakach. Cóż, musiał sobie jeszcze jedną wyczarować już dzień po przyjeździe… Więc były już trzy… Co gitarzysta kocha oprócz pięknych dziewczyn (Izzy w tym przypadku)? Swoje gitary! Zwie je pieszczotliwie „dziewczynkami” … Tak… Czyli wychodzi na jedno i to samo!
– Ja też byłam bardzo młoda, gdy odkryłam, że chcę zostać znaną tekściarską. Nie ważne dla mnie było śpiewanie, występy czy sława, po prostu chciałam tworzyć coś nowego i żyć tym do końca swoich dni… Więc ja ciebie też rozumiem – powiedziała i uśmiechnęła się do niego.
– Widzisz… To jest właśnie przeznaczenie… – Ross się szeroko uśmiechnął do naszej Isabelle. Jej natomiast zachciało się śmiać!
W tym momencie nastaje znów ten bardzo przedziwny i przewidywalny moment, gdy kochanków znów ciągnie do siebie i zaczynają się całować, prawić sobie komplementy i rozprawiać o przeznaczeniu… Cóż, lepiej dajmy im chwilkę prywatności…
*
Zobaczymy, co działo się jakiś tydzień później, czyli nastał już czerwiec. Pewnego dnia późnego wieczoru Izzy usiadła sobie i przeglądała Kronikę, którą dostała od Rossa, a on od Ciotki Maddie. Przez ten cały czas nasza bohaterka zastanawiała się nad kwestią opętania Ciotki Andie i dlatego też w końcu znalazła trochę czasu, aby poszukać odpowiedzi.
Czy to takie biblijne opętanie przez diabła albo demona? I czy Smoczyca jest takimże samym typem stworzenia, które reprezentuje i symbolizuje tegoż diabła? Nasza dziewczynka jest bardzo dociekliwa z natury, więc musiała się w końcu dowiedzieć! Otworzyła więc Kronikę i zaczęła czytać ustęp poświęcony Ciotce Andie, gdzie znalazła odpowiedzi na swoje pytania.
„Andie Starlight została opętana przed chęć władzy i ona raczej wzięła się z podszeptów złej świadomości, która bywa czasami nazywana Szatanem. Niektórzy tą samą złą siłę utożsamiają z istotą Smoczycy, ale ona jest odrębnym tworem, jak już było wspomniane wcześniej”.
W ten oto sposób Izzy dowiedziała się kolejnej ciekawej rzeczy o tym magicznym świecie. W sumie tak samo to enigmatyczne i paraboliczne jak sama Biblia… A skoro już o tym mowa… Izzy chwilę później znalazła jeszcze jeden fragment poświęcony Smoczycy:
„Biblijna walka Świętego Jerzego ze smokiem jest tak naprawdę pierwszą sytuacją, gdy Smoczyca zbudziła się i zagroziła światu. Rozwścieczona faktem, że ktoś ośmielił się tknąć jej Jaj spowodował, że była niezwykle groźna. Ale przyszedł brat tegoż złego śmiałka i uspokoił Smoczycę. Był to właśnie Święty Jerzy. Smoczyca nie była diabłem, ani też nie została zabita, skoro do dziś ona istnieje. Smoczycy nie da się zabić – jest nieśmiertelnym tworem Bożym jak czarodzieje. Jest jednocześnie bardzo ważnym Strażnikiem Jaj. Od tej pory jednak stało się jasne, że Smoczyca też potrzebuje Strażników… I właśnie w ten sposób zostali nimi Elizabeth i Peter Starlight”.
Po przeczytaniu tego fragmentu Isabelle zdała sobie sprawę, że jej rodzice są tak samo legendarni jak postać samego Świętego Jerzego, a na dodatek Ciotka Andie nie była pierwszą, która ukradła Jaja… Jednak pierwszemu psotnikowi nie udało się za dużo zdziałać. Był on także bratem świętego no i jego imię zostało zapomniane przez wieki… Czyż Kroniki nie są niezwykle wciągającą lekturą?!
*
Niedługo po tym, jak brunetka przeczytała fragmenty Kroniki i zaczęła zastanawiać się nad losem rodziny i przyjaciół, Ross kilka chwil później dołączył do niej, ponieważ postanowił podzielić się swoją wiedzą tym razem… Takie rozmowy to bardzo ważna i owocna rzecz! I w sumie w pewnym sensie też rodzaj pracy i treningu… Ale najpierw postanowili zadzwonić do Ciotki Maddie i spytać o nowinki.
– Myślę, że to dobry moment, aby podzielić się z tobą moją wiedzą. Co ty na to? – zapytał i usiadł w fotelu naprzeciwko kanapy w salonie. Jeśli go nie było wcześniej, to sobie właśnie go wyczarował…
– Dobrze, ale najpierw zadzwonimy do Ciotki Maddie – Izzy odpowiedziała mu na to bez patrzenia na niego. Tylko wyjęła telefon i zaraz zadzwoniła. – Witaj, ciociu! Jakie tam nowinki masz dla nas?
Tutaj kobieta wyjaśniła sytuację:
– W Los Angeles wciąż szukamy ostatniego Jaja Smoczycy. Ono wciąż ucieka, gdy jest już bliżej złapania albo oddala się jeszcze bardziej, gdy już obie drużyny są na jego tropie… Niebieskie kropki dosłownie znikają tuż po dotarciu na miejsce, jakby bawiły się w kotka i myszkę z naszymi poszukiwaczami… W ten sposób okazało się, że nie trzeba wcale wyjeżdżać w inne miejsca, ponieważ w mieście było już i tak dużo rozgardiaszu! Wszyscy zmęczeni, ale cóż… Trzeba jednak wciąż próbować każdego dnia i nie ma aż takiej tragedii, skoro wciąż musisz się szkolić…
– Rozumiem… Tak, wciąż jest jeszcze dużo pracy przede mną, ale robię, co mogę, aby jak najszybciej ukończyć swoje szkolenie… No cóż, właśnie tyle chciałam wiedzieć! Zadzwonię ponownie już wkrótce. Do usłyszenia, ciociu!
W tym momencie rozmowę było można zakończyć, bo nic więcej nie było do powiedzenia, a Ross już wkrótce mógł zacząć swoją opowieść. Ale najpierw potrzebował jeszcze chwilki ciszy, aby się przygotować do swojej wypowiedzi… Tylko chwilkę!
– Jedną z najważniejszych rzeczy, jakich dowiedziałem się przez te wszystkie lata to to, że wszystko zmienia się, nic nie jest stałe… Tylko magia i istnienie czarodziejów są niezmienne. Czasami robi się nudno, gdy już żyje się tylko rutyną i już wszystko się poznało i wie… Już zaczynałem czuć się bardzo samotny i trochę zestresowany… A później poznałem ciebie i wszystko zmieniło się, wiesz? Wiedziałem, że będzie wszystko inne, pełniejsze z tobą przy moim boku, ale nie sądziłem, że aż tak… Dlatego tak sobie pomyślałem, że… Skoro mam zawsze już opiekować się tobą, to chcę to robić do końca życia jako twój mąż… Wiem, że jesteśmy wciąż bardzo młodzi, ale czy zostaniesz moją żoną pewnego pięknego dnia, gdy wszystko stanie się prostsze i będziemy starsi? Czy możemy to sobie obiecać już teraz?
Izzy nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała… Nie klęknął przed nią, nawet na nią nie patrzył, ale wiedziała, że to było szczere, ale też takie niespodziewane…
Zaraz… Czy on się właśnie jej oświadczył?!
***
W dzisiejszej części komentarza odautorskiego chcę poruszyć przede wszystkim jeden motyw – zaręczyn, które są obietnicą przyszłego wspólnego życia. Ross postanowił, że będzie kiedyś mężem Isabelle, ponieważ tak było im pisane! Skoro są skazani na siebie, to mogą również być po prostu małżeństwem. Teraz to tylko para nastolatków, ale już takie dojrzałe myśli zaczynają się pojawiać w młodych głowach… Czasami tak bywa, że dwoje ludzi się zakochuje, poznają się, lata mijają i okazuje się, że… Po prostu już tak zawsze będzie!
Inne wątki to po prostu rozwinięcie, więc nie będę już nic więcej tutaj powtarzać. Mam nadzieję, że te muzyczno-biblijne tematy były dla Was ciekawe!
Następny rozdział już za tydzień, ale istnieje też możliwość przeczytania mojej książki wraz z abonamentem Empik Go! Ale jest też dostępne w Empiku specjalne wydanie z alternatywną okładką… Jeśli wolicie książki z autografami, to można takie zdobyć w moim oficjalnym sklepie. Jest też specjalna kolekcja i e-book… Książka jest też dostępna w Amazonie.
Pozdrawiam!
A.A.

Leave a Reply