To już piąty rozdział mojej powieści fantasy! Ale ten czas leci, czyż nie?!
Rozdział zaczyna się poniżej. Miłej lektury!
***
Isabelle zarumieniła się na słowa Rossa. Musiała się przyznać sama przed sobą, że pocałunek jej także się spodobał. Z chęcią by to powtórzyła. Nawet teraz. Bez względu na okoliczności…
Dziewczyna dostała od ciotki mokrą i lekko zmrożoną chustkę (czary!) i przyłożyła ją do nosa blondyna. Krew zaczęła wsiąkać w nią jak w gąbkę. Chłopak poczuł ulgę. Przez chwilę nic tylko para patrzyła sobie w oczy. Z godziny na godzinę stawali się sobie coraz bliżsi.
Ed wściekły patrzył, gdy jego dziewczyna zajmowała się jego konkurentem. Nie od dziś wiedział, że Izzy jest taką osobą, która lubi pomagać potrzebującym ludziom. Jednak egoistyczna część chłopaka chciała, aby był on jedyną bliską osobą dla niej. Tylko on i ona. Doskonale też wiedział, że to niemożliwe. Nigdy nie będzie jej mieć tylko dla siebie. Wiedział, że nie byłaby szczęśliwa w taki sposób.
Po jakimś czasie Ross uznał, że już nie potrzebuje pomocy brunetki. Gestem ręki pokazał, aby zaprzestała. Potem wyszeptał słowa zaklęcia. Miał zamknięte oczy. Nagle w jego prawej dłoni pojawił się mały woreczek lodu. Przyłożył go do nosa. Isabelle lekko uśmiechnęła się pod nosem, patrząc na blondyna. Opadła na jedno z krzeseł, które stało przy biurku. Trzymała ręce na kolanach, a zakrwawiona chustka w nich.
W tym samym czasie Ed został wyrwany przez Kelly z krainy myśli. Chłopak w ogóle nie był świadomy, że dziewczyna do niego mówiła.
– To powiesz mi, dlaczego to zrobiłeś? – patrzyła na niego z skrzyżowanymi rękami.
– Ale co…? – blondyn był roztargniony.
– No… Rossa uderzyłeś – wypowiedziała te słowa z nieudawanymi wyrzutami.
– Nie widziałaś, jak się przyssał do mojej Isabelle?!
Chłopak lekko poczerwieniał na twarzy. Ross, siedzący na ziemi i Isabelle w fotelu spojrzeli razem na niego, a później na siebie. Izzy wstała i wtrąciła się do rozmowy pomiędzy jej siostrą i chłopakiem:
– To, że się całowaliśmy, nie oznaczało, że masz od razu komuś krzywdę robić!
– Ale jesteś moją dziewczyną! Tylko ze mną powinnaś się całować!
– A może tego nie chcę?! Nigdy nie pomyślałeś o moich uczuciach! Zawsze liczyłeś się tylko ty, a ja miałam się przystosowywać! Nie chcę tak żyć do śmierci!
– To po co ze mną jesteś?! Ty chyba nigdy mnie nie kochałaś!
– Myślałam, że nasza przyjaźń wystarczy!
W tym momencie zapadła głucha cisza. Ed nie mógł uwierzyć własnym uszom. Jego kochana Izzy nigdy nie czuła tego samego, co on… Mimo że zawsze grał twardziela, to ona go złamała. To właśnie ona złamała mu serce. Nigdy by się tego nie spodziewał…
– To może będzie lepiej, jeśli odejdę – powiedział w końcu lekko zachrypniętym głosem.
– Może… – odpowiedziała stanowczo, bez namysłu.
Spojrzał na nią smutno. Po chwili zwrócił się do blondyna, siedzącego na ziemi z lodem przystawionym do nosa:
– Opiekuj się nią. Jeśli nie będziesz dla niej dobry, to się z tobą policzę.
Ross zrobił zdziwioną minę na te słowa. Ed pogroził mu palcem w czasie mówienia tych słów, a następnie wypuścił powietrze z płuc. Bez słowa wyszedł z Antykwariatu. Drzwi cicho za nim trzasnęły.
Oszołomiona Isabelle stała wciąż w tym samym miejscu. Jej usta były lekko rozchylone. „To koniec?” – pytała się sama siebie w myślach. Czuła, jakby dusiła się w trumnie własnych błędów, do której sama weszła. Nie chciała tego wszystkiego powiedzieć Edmundowi…
– Izzy? Dobrze się czujesz? – zatroszczyła się Kelly o siostrę. Wszyscy w pomieszczeniu widzieli, że nastolatka jest na wojnie z samą sobą.
– Nie chciałam… – cicho wyszeptała, nie patrząc na dziewczynę. Łzy pociekły jej z oczu.
Ross błyskawicznie odstawił lód na podłogę (w końcu cały czas na niej siedział) i wstał. Po prostu musiał ją przytulić, pocieszyć. Nie ważne, co inni pomyślą. Musiał udowodnić, że ona może na nim polegać. Choć wiedział, że to wszystko jego wina…
Dziewczyna nie stawiała oporu. Pozwoliła, aby się do niej przytulił. Położyła swoją głowę na jego ramieniu. Poczuła się bezpieczniej. Łzy z jej oczu lądowały na koszulce blondyna, ale on w ogóle nie zwracał na to uwagi.
Kelly podeszła do Ciotki Maddie. Obie ze smętnymi minami patrzyły na parę. Były pewnie, że wkrótce staną się dla siebie bardzo, a to bardzo ważni. Doskonale wiedziały, że Ed był zazdrosny nie z byle powodu. Na kilometr było widać chemię pomiędzy Rossem i Isabelle. Nie tylko osoby znajdujące się w Antykwariacie o tym wiedzą…
Nagle Ciotka Maddie sobie przypomniała o Kronice. Otworzyła księgę i zaczęła wertować kartki. W końcu odnalazła rozdział poświęcony Isabelle. Szturchnęła Kelly w bok i kiwnęła głową. Dziewczyna od razu się domyśliła, o co chodzi. Kobieta była gotowa do odczytania zapisu z Kroniki.
– Już ci lepiej, Izzy? – czarnowłosa zwróciła się do siostry, która wciąż była wtulona w chłopaka. Po chwili jednak oderwała głowę od jego ciała.
– No trochę… A co? Chodzi o Kroniki? – zapytała cichym i zachrypniętym głosem. Jej włosy trochę się poplątały.
– Tak. Odnalazłam ciekawy fragment na twój temat, słonko – wtrąciła się ciotka. Nawet na chwilę nie oderwała wzroku od tekstu.
Para przestała się przytulać. Następnie blondyn złapał ją za rękę, aby dodać jej otuchy. Podeszli do biurka.
– Jestem gotowa. Możesz zacząć, ciociu.
– No więc tak… “Smoczyca obudzona na skutek śmierci Elizabeth i Petera Starlight. Jest zrozpaczona ich nieobecnością. Nie ma pojęcia, co się dzieje. Czuje wściekłość wobec Strażników i ich rodziny. Jest rozdrażniona. Potrafi wytropić ich córkę Isabelle. Być może jest w stanie nawet ją zabić. Odwieczna umowa została zerwana. Teraz Jaja Smoczycy mogą ulec unicestwieniu” – cała trójka w napięciu słuchała kobiety.
– O jaką umowę chodzi? No i dlaczego Smoczyca chce mnie zabić? O co chodzi z tymi Jajami? – Isabelle zrozpaczona patrzyła na każdego po kolei.
– W średniowieczu nasi przodkowie podpisali pewną umowę. Mieli chronić Smoczycy i jej Jaj, a ona gwarantowała wybranym w rodzinie niezwykłą moc i nieśmiertelność. Ze zwykłych ludzi uczyniła czarodziei. A co najważniejsze, w umowie był punkt, który mówił, że w przyszłości urodzi się najpotężniejsza czarodziejka w dziejach. Czarodziejka, która będzie królować nad wszelkimi światami. Czarodziejka, która pokona chciwość i złe moce w swojej rodzinie, ale też na świecie… To jesteś ty, Isabelle. To twoje przyjście na świat zapowiedziała nam Smoczyca już wieki temu – opowiedziała powoli Kelly.
Czarnowłosa znała tę historię od rodziców. Po raz pierwszy ją usłyszała, gdy była małym dzieckiem. Jeszcze przed narodzinami młodszej siostry. Miała dopiero sześć lat, gdy rodzice zaczęli ją już przygotowywać do poznania prawdy o tej rodzinie. Teraz opowiadając to samo, wróciła oczami wyobraźni do przeszłości. Widziała matkę i małą dziewczynkę, leżącą w swoim łóżeczku. Czuła tę szczerość w słowach, w tej matczynej bajeczce. Była wtedy tylko dzieckiem… Nie była świadoma rzeczywistości w niej ukrytej… Ale jednak czuła, że coś jest na rzeczy.
„W każdej bajce jest ziarenko prawdy” – słowa te zaczęły się obijać echem w jej głowie. Jak morskie fale o brzeg.
Spojrzała na siostrę. Brunetka oszołomiona stała z lekko uchylonymi ustami. Jej wzrok był w nią wpatrzony. Nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa, jakby została magicznie zaklęta w posąg. Przebiegły ją dreszcze po całym ciele.
– A te Jaja Smoczycy mają wielką moc w sobie – zaczął Ross. – Są odpowiedzialne za nadzieję, szczęście i dobroć ludzką. Wiesz, co by się działo na świecie, gdyby miłość przestała istnieć…?
– Widziałyśmy je – Izzy przełknęła ślinę. – Znaczy… Ja i Vicky… Nie sądziłam, że są aż takie ważne…
– Jak to? Vicky też je widziała? Są niewidoczne dla zwykłych ludzi… – wtrąciła się Kelly.
– Isabelle ma moc zdarcia powłoki niewidzialności. Możliwe też, że trochę magicznej krwi można znaleźć w żyłach Victorii – Ciotka Maddie krótko wytłumaczyła.
– Wow… Muszę z nią o tym porozmawiać kiedyś… Jeszcze jedno pytanie… Jakie ja mam moce?
Ciotka spojrzała na strony Kroniki. Szukała jakichkolwiek informacji na ten temat.
– Z tego, co tu widzę, potrafisz rozmawiać ze zwierzętami, latać, masz moce czterech żywiołów natury. Potrafisz także oddychać pod wodą, zatrzymywać i wznawiać czas, przenosić przedmioty, przenosić nawet siebie w dowolne miejsca, znikać i znacznie więcej.
– Serio? – mocno się dziwiła. Nie było jej stać na nic więcej…
– Kroniki nie kłamią, moja droga – Ciotka Maddie pogłaskała dziewczynę po włosach. Uśmiechnęły się do siebie.
Nagle telefon blondyna dał o sobie znać.
– Serio? Stay True Stay Strong…? Masz piosenkę własnego zespołu ustawioną jako dzwonek? – Kelly zaczęła go wypytywać z ironicznym wyrazem twarzy.
Piosenka ta jest utrzymana w ryzach pop-rock, jest trochę zadziorna i uwaga… Śpiewa ją Becky! Jest to jeden z singli z pierwszej płyty i jest to niezwykle ciekawe, że Ross sobie ustawił akurat ten numer jako dzwonek, hmm…
– A co? Nie można…? – posłał jej krótkie spojrzenie. – Halo? Mike?
– Gdzie ty jesteś? Za godzinę zaczyna się obiad rodzinny. Twoja mama się martwi… – blondyn usłyszał głos kuzyna przez telefon.
– Obiad?! Matko, zapomniałem o tym na śmierć…
– Oj, grabisz sobie, młody – chłopak się roześmiał. Ross przewrócił oczami.
– A tak w ogóle to mogę kogoś przyprowadzić? – zapytał trochę nieśmiało. Ukradkiem spojrzał na Isabelle i się uśmiechnął.
– Czyżby mój mały Rossy znalazł dziewczynę?! – wydarł się do słuchawki. Blondyn aż musiał odsunąć urządzenie od ucha.
– Znajdę cię i zabiję… – powiedział te ironiczne słowa lekko ściszonym tonem. – To mogę?
– Pewnie. To my czekamy tu na ciebie. Bye!
– Do zobaczenia – lekko się zaśmiał i dodał pod nosem. – Wariat…
– Mówiłeś coś? – Ross pośpiesznie się rozłączył, usłyszawszy głos Mike’a. Spojrzał na swoje towarzyszki.
– To… Uprzejmie zapraszam na obiad u mnie – uśmiechnął się.
– Ja nie mogę – Kelly i Ciotka Maddie powiedziały to w tym samym czasie. Wymieniły spojrzenia pomiędzy sobą. Dalej znowu mówiły jednocześnie. – Jestem umówiona.
– Okej. To ty idziesz, Izzy? – chłopak zadał to pytanie z nadzieją w głosie i lekkim uśmieszkiem na twarzy.
– No tak. A mogą pójść z nami także Vicky i Ed?
– Jeśli się tylko zgodzą – blondyn bardzo ucieszył się na jej odpowiedź i nie miał absolutnie nic przeciwko dodatkowemu towarzystwu. Jakie to dziwne…
Nagle Kelly dostała wiadomość i oświadczyła, że musi już iść. Pożegnała się ze wszystkimi i pośpiesznie wyszła z Antykwariatu. Następnie Ross i Izzy zrobili to samo. Na ulicy chłopak zajął się wyczarowaniem nowego auta, czarnego BMW tym razem, a brunetka obdzwoniła swoich przyjaciół. Vicky o dziwo zadeklarowała swoją obecność na obiedzie, a Ed nawet nie odebrał od niej telefonu… W sumie nie możemy się temu dziwić… Para weszła do samochodu i chwilę siedziała w ciszy.
Wiem, że to może się wydać dziwne, że po takim ataku przemocy sił nadprzyrodzonych i fantastycznych, jakim jest samo istnienie Smoczycy, nasi bohaterowie postanowili pójść sobie na obiad, jakby nigdy nic, ale pomyślmy nad tym chwilę… Czy płakanie nad rozlanym ognistym mlekiem jest dobrym pomysłem, gdy już zagrożenie minęło…? Prawda, Smoczyca może wrócić w każdej chwili, ale myślmy pozytywnie!
A teraz zajrzyjmy do głów naszych bohaterów… Isabelle myślała o tym, co się ostatnio wydarzyło. Cała prawda o niej i jej rodzinie wyszła na jaw. Dowiedziała się o swoich mocach. Jaja, atak smoka, mówiący ptak, zatrzymanie czasu… No i koncert. Poznała Rossa i nie ma wątpliwości, że zmienił cały jej świat. To, co się wydarzyło dziś pomiędzy nimi… Podobał się jej ten pocałunek, jednak nie śmiała przyznać się sama przed sobą dlaczego. Wiedziała tylko, że Ed nie zasłużył na taki los…
Ross natomiast myślał o niej. O ich pocałunku. O tych uczuciach, które czuł na sam jej widok. Zastanawiał się, jak dalej potoczą się ich drogi… Pragnął być z nią. Z całego serca. Ale też było mu szkoda Edmunda…
– Spotkałam cię zaledwie wczoraj, a ty już zmieniłeś całe moje życie. Jeszcze wczoraj ja i Ed byliśmy parą a teraz… – dziewczyna powoli wypowiedziała te słowa.
– Przepraszam… – głos lekko mu się załamał. Ona od razu wyczuła, że coś jest nie tak.
– To nie twoja wina… Nigdy nie czułam czegoś takiego… Wyjątkowego do niego… To go boli. Nie nasz pocałunek… – blondyn nie wiedział, co powiedzieć. Milczał, patrząc przed siebie. – Sama nie wiem, dlaczego z nim byłam… Chyba dlatego, że brakowało mi miłości. Chciałam zapełnić pustkę… – spojrzała na niego i mówiła dalej. – Przepraszam cię, Ross. To przeze mnie dostałeś dziś w nos od niego.
Blondyn chwilę tylko patrzył prosto w jej oczy. Nagle zaczął zbliżać się do niej. Gdy byli już bardzo blisko, niespodziewanie skręcił głowę. Wiedział, że to zły pomysł…
– Wybaczenie jako pocałunek? – powiedziała po cichu.
Po chwili wzięła jego twarz w dłonie. Chciała, aby spojrzał na nią. Przez pewien czas patrzyli sobie w oczy. Nagle dziewczyna ruszyła się i pocałowała go. Był zaskoczony, ale też szczęśliwy. Pragnął poczuć jej usta ponownie na swoich, a ona mu to podarowała. Dali ponieść się temu uczuciu. Znowu. Ale bądźmy ze sobą szczerzy… To przeznaczenie.
***
W tym komentarzu końcowym chciałabym Wam powiedzieć, że… No, jak sami widzicie… Nasz trójkąt przestał być trójkątem dość szybko! Prawda wyszła na jaw! Niektóre romanse szybko się rozwijają, czasami w niektórych związkach jest tylko przyjaźń i nigdy nic się nie zmieni…
Jeśli chodzi o inne kwestie… To bardzo lubię tę ideę Kroniki, która ma wypisaną przyszłość każdego człowieka na swoich stronicach! Jakaż ona musi być gruba! Ale w sumie jest ich więcej… Myślę, że mogę Wam tyle tutaj zdradzić.
Pomysł na Kronikę wywodzi się oczywiście z mojego zainteresowania historią, ale uwaga – w moich Kronikach nie ma zapisów przeszłości, tylko jest przyszłość! W nich zapisane jest przeznaczenie ludzi i one wciąż bez przerwy są zapisywane w jakiś tajemny, magiczny sposób… Kroniki są tylko i wyłącznie wskazówką, która ostrzega i przygotowuje na najważniejsze wydarzenia przyszłości.
A teraz mam pytanie do Was – czy chcielibyście znać historię swojego życia i ją przeczytać już w wieku nastoletnim, aby jak najlepiej przygotować się do tego, co Wam pisane?
To tyle jeśli chodzi o komentarz do tego rozdziału! Teraz jeszcze polecam odwiedzić mój sklep. Do niedzieli jest tam promocja walentynkowa na moje książki i kolekcję walentynkową! 30% zniżki obejmuje też tę powieść! Jest ona tutaj. Czyli nie musicie czekać na następny rozdział, bo całość już istnieje! Jak te nasze Kroniki…
Oprócz tego możecie znaleźć moją powieść w Amazonie, Empiku i jeszcze jest specjalna kolekcja fantasy!
To już dzisiaj wszystko. Kolejny rozdział już za tydzień!
Pozdrawiam!
A.A.

Leave a Reply