Oto i jest kolejny rozdział mojej powieści fantasy! Mam nadzieję, że podobało Wam się do teraz… Będzie tylko lepiej! Mówię Wam!
***
Kelly szła główną ulicą, znajdującą się nieopodal domu rodziny Starlight, ponieważ dopiero z niego wyszła. Dziewczyna miała w planach udać się do Antykwariatu, w którym miała nadzieję spotkać ciotkę Maddie. Miały wiele ważnych kwestii do rozważenia. Spotkała się z nią ostatnio dzień wcześniej. Starały się uzyskać jak najwięcej informacji z Kronik na temat Isabelle. Dziś miały kontynuować to zajęcie wraz z posiadaczką niezwykłych mocy. Niestety dziewczyna nie chciała przyjść.
Słońce chyliło się ku zachodowi. Światło pięknie pokolorowało chmury na odcienie różu, czerwieni i złota. Ta delikatnie różowa poświata stwarzała idealny klimat tego wieczoru na spacery dla zakochanych. I rzeczywiście, ulice były pełne szczęśliwych chwil wielu par. Nawet ptaki fruwały tylko parami. Znowu się rozmarzyłam… Wybacz czytelniku.
Kelly lekko uśmiechnęła się pod nosem, patrząc na te niecodzienne widoki. Praktycznie cała droga do Antykwariatu dała jej wiele radości. Może świat ludzi i natura czuli razem, że jest to wyjątkowy czas?
W końcu czarnowłosa doszła do tajemniczej opuszczonego lokalu. Chwyciła za klamkę i weszła do pustego pomieszczenia. Wszystko, co tam było, to białe gołe ściany. Odwróciła się tyłem do wnętrza i zamknęła drzwi. Gdy rozejrzała się po pomieszczeniu ponownie, ujrzała ściany pomalowane na bordowy kolor i mnóstwo dywanów, nie tylko na podłodze. Dookoła nieskończoność regałów z książkami i ogromne biurko, które było pośrodku Antykwariatu. Za biurkiem siedziała głęboko zamyślona nad pewną książką Ciotka Maddie. Oto jej kryjówka.
Od wieków przychodziło tu wielu czarowników, którzy kupowali przeróżne księgi – od poradników, po żywoty legendarnych postaci czy opowieści o mitycznych stworzeniach. Świat za oknem się nieustannie zmieniał, a Antykwariat wciąż był taki sam i zawsze już będzie. Tak samo jak osoba królująca w tym miejscu. Tak, Ciotka Maddie to nieśmiertelna czarodziejka. Kobieta wyglądała na czterdziestolatkę. Miała krótkie lekko podkręcone brązowe włosy, a jej oczy były błękitne, jak u wszystkich w rodzinie Starlight. Była ubrana w beżowy zestaw, składający się z ołówkowej spódnicy i żakietu.
Nagle ciotka otrząsnęła się i zauważyła znajomą sylwetkę dziewczyny. Uśmiechnęła się do niej, co Kelly odwzajemniła.
– Dzień dobry, kochanie. Jak ja dawno cię nie widziałam – złapała się za głowę.
– No rzeczywiście. Od wczoraj – nastolatka się zaśmiała.
– Co racja, to racja – machnęła ręką i wstała. – A gdzie jest Isabelle?
– Emm… Isabelle… Ona jest na koncercie Smile… Nie miała zamiaru z niego rezygnować… – odpowiedziała lekko zmieszana.
– Koncert Smile, powiadasz? – kobieta się na chwilę zamyśliła. – Wiem! Coś o tym w Kronikach było!
– Serio? – zaskoczyło to Kelly.
Maddie pośpieszyła do jednego z regałów i wyjęła jedną z ciężkich, wielkich ksiąg. Po chwili leżała ona na biurku i nad nią obie się pochylały. Ciotka założyła okulary i zaczęła przekartkowywać książkę, co czarnowłosa obserwowała. W końcu znalazła rozdział. Był on poświęcony Isabelle. Przeczytała na głos pewien fragment. Był on napisany w języku nieznanym dla większości dzisiejszych ludzi – połączenie starożytnej łaciny, greki i na domiar złego – nordyckich run. Karty były pokryte niemalże tylko owymi runami, a inne alfabety były uzupełnieniem ich. Było to takie tajemnicze mieszane pismo, którym posługiwali się alchemicy i magowie wieki temu.
– „Koncert Smile – spotkanie Rossa Lickiena – jej przewodnika po świecie magii. Dzień ten zmieni wszystko. Nietypowe zdarzenia” – wymownie spojrzały po sobie.
– Ross też jest czarodziejem? – mocno zdziwiła się czarnowłosa.
– No tak… Nie wiedziałaś? Myślałam, że kiedyś spotkałaś Becky, jego siostrę… Nic ci nie mówiła?
– Zaraz… To była TA Becky? I ten Ross? Myślałam, że jakieś fakty mylę czy coś… – podrapała się po skroni bezradnie.
Kelly parę miesięcy temu spotkała w Antykwariacie blondynkę. Czekały obie na przybycie Ciotki Maddie na to miejsce. No cóż, wybrała się ona wtedy do teatru i do restauracji. Chyba nie oczekujesz, że ta biedna kobieta będzie wiecznie siedzieć w tym magicznym Antykwariacie. Co, drogi czytelniku…? W międzyczasie Becky opowiadała Kelly o swoim bracie i wszystkim, czego dowiedziała się na temat jego przeznaczenia. Dziewczyna nie skojarzyła sobie pewnym pasujących do siebie faktów, m.in., że to są członkowie ulubionego zespołu jej siostry.
Co prawda ani Kelly ani Becky nie mają magicznych mocy, ale mimo wszystko pochodzą z rodzin, które parały się magią już od wieków. Dlatego też siła krwi pozwala nie-magikom jak one na dojrzenie magii tegoż miejsca.
– Tak. To była ona. Widzisz… Bardzo dobrze, że Izzy postawiła na swoim. Tak po prostu miało być – ciotka Starlight szeroko się uśmiechnęła.
*
Para przez chwilę bez słów patrzyła sobie w oczy. Ross wiedział, że już się w niej zakochał, a Izzy nie wiedziała, co robić. Czuła, że zaczyna panikować. Blondyn chciał ją pocałować z całego serca, lecz nie chciał jej wystraszyć. Dlatego musiał się zadowolić patrzeniem na jej delikatne usta i dotykaniem jej warg palcami. Dziewczyna mu na to pozwalała. Nawet się jej to podobało, ale wiedziała, że nie powinna z nim flirtować.
Dlaczego nie powinna, chcesz wiedzieć, czytelniku? Przecież to obcy jej człowiek. Jeszcze jeden powód? Nie była wolna… Miała przecież Eda. A co czuła? Coś podobnego do odczuć wokalisty. I astronauty. Taka metafora…
– Jestem twoim Aniołem Stróżem. Roztoczenie opieki nad tobą jest moim przeznaczeniem – powiedział ostrożnie, patrząc jej prosto w oczy.
– Ty też? Znaczy… Ty też jesteś zależny od tego dziwnego świata? Ta cała magia mnie przeraża… – wyznała.
Nie wiedziała, dlaczego, ale czuła, że może mu o wszystkim powiedzieć. Miała poczucie, że może mu ufać bezgranicznie. Wrażenie, jakby go już poznała wcześniej, jej nie opuszczało. Po prostu przeznaczenie.
– Oboje należymy do świata magii – odpowiedział spokojnie z poważną miną. – Masz w sobie takie moce, o jakich nawet nie śniłaś…
– Skąd wiesz?
– Od Ciotki Maddie. A dokładniej mówiąc… Z Kronik, które tylko ona potrafi przeczytać – zaczął bawić się jej włosami.
– Znasz moją ciotkę? – zdziwiła się lekko. Na chwilę przestał robić, co robił jeszcze przed chwilą.
– Ty i Ciotka Maddie… Jesteście spokrewnione? W sumie to nawet ma sens… Trochę macie podobne oczy… Co ty na to, aby jutro z nią porozmawiać? Poszlibyśmy tam razem i dowiedzieli się czegoś więcej na temat misji, którą musisz wypełnić – złapał ją za rękę i przyłożył jej dłoń do swoich ust. Zamknął oczy.
– My? Ja mam chłopaka… Ed ma na imię – zaśmiała się bezradnie. Powoli oddaliła swoją dłoń od jego warg.
Wiedziała, że te słowa mogą mu złamać serce, lecz nie mogła mu dawać fałszywych nadziei. Miała chłopaka. Taka była najprawdziwsza prawda. Niestety.
– Ja… Przepraszam… – poczerwieniał na twarzy i spuścił wzrok.
– Nie musisz przepraszać. Po prostu nie wiedziałeś… A tak zmieniając temat… To ja zatrzymałam czas, co nie…? Nawet nie wiem, jak to odkręcić – opuściła bezradnie ręce.
– Ale ja wiem. Pokażę ci – puścił do niej oczko. Izzy się zawstydziła.
Odwrócił ją tyłem i chwycił za jej prawą dłoń. Przez chwilę patrzył na jej szczupłe palce. Po chwili wyprostował każdy po kolei i nagle zgiął wszystkie do środka. Kazał jej wypowiedzieć słowo „Czas”. Po tym oboje wyjrzeli przez kotary kulisów. Ujrzeli, że cała sala ożyła.
– Widzisz? – blondyn uśmiechnął się do dziewczyny.
– No widzę… Tylko teraz pytanie… Jak mam wrócić niezauważona do tłumu pod scenę? I to jak spadłeś ze sceny? Ludzie na pewno tego nie zapomnieli, a musisz jakoś wrócić tam na scenę. W ogóle nic ci się nie stało? Ludzie nie zauważą, że coś jest nie tak?
– Nie musisz tam wracać… No i przez czary nikt się nie skapnie – zobaczywszy jej zatroskaną minę, dodał ze śmiechem. – Nie martw się. Nic mi się nie stało.
– Okej. Skoro tak mówisz… No i tak. Chcę wrócić do tłumu. Chcę się po prostu cieszyć tym koncertem w pierwszym rzędzie. Jak zawsze tego pragnęłam.
Ostatni raz na nią spojrzał i westchnął. Po cichu wypowiedział zaklęcie. Po chwili Izzy z powrotem znalazła się, gdzie wcześniej była. Rzeczywiście nikt nic nie zauważył. Nawet dobrze bawiąca się obok niej Vicky. Po pewnym czasie Ross wyszedł na scenę i koncert trwał dalej. A w sumie to zaczął się od początku po raz kolejny. Jakby nigdy nic się nie wydarzyło…
*
Isabelle siedziała w swoim pokoju. Na łóżku. Byli z nią Vicky i Ed. Siedzieli w fotelach przy oknie.
Cały pokój był utrzymany w kolorach pudrowego różu i bieli. Był to niezwykle uroczy pokoik młodej dziewczyny. Była tam też trzydrzwiowa szafa, biurko, toaletka, dwa krzesła i już wspomniane łóżko (z białym baldachimem) i dwa różowe fotele. Meble były białe, a detale właśnie pudrowo różowe…
Ed był ubrany w szarą bluzę i jeansy. Na nogach miał sportowe buty. Vicky też ubrała się w dresy… Niedzielna wygoda! Tylko Izzy była ubrana w jasne jeansy, białą koszulę i fioletową zamszową kurtkę…
Izzy opowiadała im swoje wczorajsze koncertowe wspomnienia. Dziewczyna z twarzy swojego chłopaka wnioskowała, że nie był zadowolony z tego, co słyszał. Szczególnie w momentach, gdy opowiadała o Rossie.
Po koncercie dziewczyna poznała resztę zespołu. Porozmawiała z nimi i blondyn ją odwiózł do domu. Dała mu też swój numer telefonu, z czego bardzo się ucieszył. Obiecał, że następnego dnia zadzwoni i się spotkają. Ten fakt postanowiła na razie zataić przed swoim chłopakiem.
Nagle ich rozmowę przerwało pukanie do drzwi. A kto w nich stał? Ross. Ledwo ujrzał Izzy i na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ed tylko ich obserwował i skrzyżował ręce na piersi. Nie był zadowolony pojawieniem się konkurenta o względy brunetki. Także fizycznie w tym momencie. Na dodatek Ross doszedł aż na piętro, gdzie jest pokój dziewczyny! Czyżby sam się zaprosił do środka w jakiś magiczny sposób?
Chłopak był ubrany w typowe dla rockowych gwiazd ciuchy – podarte jeansy, czarna skórzana kurtka, biała koszulka. Na nogach miał czarne Conversy jak Isabelle… Przeznaczenie!
– Och, cześć Ross!
Uradowana podbiegła do blondyna, który ją mocno przytulił. Po chwili odwróciła się do swoich przyjaciół. Przedstawiła ich sobie i dodała:
– Przepraszam was, ale musimy iść do Ciotki Maddie. Podobno mam się czegoś ważnego dowiedzieć o sobie.
– Więc, to tak się teraz nazywa?
Niezadowolony Ed aż wstał z łóżka. Stanął przed rockmanem i zaczęli mierzyć się wzrokiem. Była to ich kogucia „naoczna” wojna. Izzy i Vicky spojrzały na siebie. Ta sytuacja nie wyglądała zbyt dobrze. Chłopak Isabelle w końcu poddał się i bez słowa wyszedł z pokoju podnosząc ręce do góry. Przyjaciółka dziewczyny pokazała gestem ręki, że idzie z nim pogadać. Ross i Izzy zostali sami.
Dziewczyna z minuty na minutę miała coraz więcej pytań. Każde pozostawało bez odpowiedzi. Ale blondyn, który stał obok niej, dawał jej nadzieję na uzyskanie wszelkich odpowiedzi.
***
To już koniec rozdziału! Jak widzicie, czasami wszystko się dzieje tak, jak to po prostu być powinno! No i niektóre sprawy już zaczęły nabierać tempa Ale bądźmy szczerzy, każdy czasami się czuje przytłoczony, bo nagle dużo zaczyna się dziać! I dzieje się to szybko!
Czy pierwsza miłość istnieje? Myślę, że tak! To jest tak, jakby się odnalazło kogoś, o kim nigdy nie zapomnimy… I to nie jest tak, że zakochujemy się w czyimś wyglądzie… To bardziej jak rozpoznanie cząstki własnej duszy w kimś dopiero co poznanym…
To już koniec komentarza na dziś. Teraz polecam zobaczyć kolekcję, inspirowaną tą historią! Jest tutaj. Oprócz tego możecie sobie już teraz przeczytać ciąg dalszy! Książkę możecie znaleźć w moim sklepie, Empiku i Amazonie!
Do usłyszenia za tydzień!
A.A.

Leave a Reply