Dziś mam dla Was rozdział drugi mojej powieści fantasy. Jest on dziś nieco dłuższy, więc zapraszam, aby wygodnie się rozsiąść i rozpocząć teraz swoją przygodę z moją książką!
***
W domu Lickienów trwał chaos. Nic nadzwyczajnego. W końcu następnego dnia Smile miało mieć koncert. Każdy chciał się jak najlepiej przygotować do niego.
Myślicie, że znacie amerykańskie wille doskonale dobrze? Ta jest inna niż to, co znacie. Mówię wam. Jest to budowla w całości biało-złota i jest po prostu synonimem bogactwa… Nawet basen jest wyłożony złotymi płytkami… Ale jest to jednocześnie niezwykle ogromny, nowoczesny obiekt, pełen szkła i… magii. A mieszkali w nim tylko Ross, Becky i ich rodzice Adam i Eve. Co za zbytek dla tylko czwórki ludzi!
Jednej osoby brakowało w salonie, gdzie wszyscy byli zebrani w związku z koncertem. Becky rozejrzała się wokół siebie i wstała. Zrozumiała, że jej młodszego brata nie było z nimi. Pośpiesznie udała się po schodach do pokoju nastoletniego blondyna. Po cichu uchyliła drzwi i ujrzała Rossa siedzącego na łóżku. Grał pewną smutną melodię na gitarze.
Ross Rose Lickien jest bohaterem, który zmieni życie Isabelle. Jeszcze się nie spotkali, ale chłopak doskonale zna swe przeznaczenie. Jest to osiemnastoletni blondyn, który ma zielone oczy, muzykę w sercu i magię w każdym centymetrze swego ciała.
Becky Lickien natomiast wygląda jak siostra bliźniaczka Rossa. Też ma blond włosy, też zielone oczy i też kocha muzykę jak on… Jest natomiast starsza o rok od niego i różnice chyba się tutaj kończą…
– Ross? Znowu się martwisz swoją jutrzejszą misją? – weszła do jego pokoju i usiadła obok chłopaka. On przestał grać i podniósł swój smutny wzrok na nią.
Blondyn ma pewną misję do wypełnienia. Musi dopilnować, aby Isabelle spełniła swoje przeznaczenie i ma ją chronić przed niebezpieczeństwem. Jako jedyny z rodziny posiada niezwykłe moce. Jest młodym czarownikiem. Jego przeznaczeniem jest bycie przy brunetce w każdej chwili życia od dnia, który nadejdzie już wkrótce.
– Tak, bo to już jutro… Boję się, Becky… – wbił wzrok w podłogę.
– Ale czego się konkretnie boisz? – zapytała zatroskana.
– Widziałaś, co jest napisane w Kronikach, co nie? Jutro spotkam posiadaczkę najpotężniejszej magii w świecie… Ona sama nie jest jej świadoma i coś się jutro wydarzy ważnego. Nie wiem, czy jestem na to wszystko gotowy…
– Słyszałeś, co mówiła Ciotka Maddie. To twoje przeznaczenie. Musisz pomóc Isabelle. Jesteś przecież… Jej Aniołem Stróżem. Mówię ci. Nie masz się czego bać. Będzie dobrze – dotknęła jego ramienia, w celu dodania mu otuchy. Blondyn się lekko uśmiechnął.
Ciotka Maddie jest główną czarodziejką w świecie magii. Jest kimś na rodzaj dyrektora. Tylko ona potrafi czytać Kroniki z przeznaczeniem różnych ważnych osobowości. Ukrywa się w Antykwariacie w centrum LA. Miejsce to jest niewidoczne dla zwykłych ludzi. Kobieta jest ciotką Isabelle i też siostrą Andie, która próbowała ukraść jaja smoka, które są odpowiedzialne za nadzieję, szczęście i dobroć ludzką. Rodzice Kelly i Izzy opiekowali się Smoczycą, która zniosła te niezwykłe Jaja. Od dnia ich śmierci, w świecie magii panuje chaos, który Isabelle musi odwrócić, nim serca ludzi zamienią się w kamienie. Rezultatem tego byłaby wojna i ostateczna zagłada ludzkości… A wszystko to wina tylko tych pięciu legendarnych Jaj Smoczycy!
– Wiem, że ją widziałaś… Ładna jest? – Ross podniósł jedną brew do góry i na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek. Dziewczyna zaśmiała się na pytanie brata i ten błysk w jego oczach… Zdecydowanie wolimy go w takiej formie.
– Jutro się przekonasz – mrugnęła do niego i pociągnęła go za rękę do wyjścia z pokoju.
Zastanawiamy się, w jaki sposób siostra blondyna spotkała Isabelle? Nic prostszego – w sklepie, w którym znalazła sobie dodatkową pracę. W sumie pracowała tylko tamtego dnia… Może Becky nie ma mocy, ale aktywnie bierze udział w świecie czarodziejów. Musiała ją śledzić przez jakiś czas, „poznać na odległość”. Prawda, dziewczyna jest bogata, ale dla brata zawsze może się poświęcić i znaleźć pracę na jeden dzień. Ciężką pracę, każdą pracę.
– A tak w ogóle, w jaki sposób ją rozpoznam? Przecież na sali będzie mnóstwo ludzi… – powiedział Ross, schodząc po schodach. Nim Becky mu odpowiedziała, byli już w salonie.
– Tak, jak mówią Kroniki. Gdy tylko ją zobaczysz, będziesz po prostu wiedzieć, że to ona – odpowiedziała z bardzo poważną miną i oboje usiedli na wolnych miejscach na kanapie.
*
Izzy siedziała na swoim ulubionym miejscu w swoim pokoju, czyli na parapecie. Patrzyła na świat za oknem i myślała:
„Ptaki są takimi pięknymi małymi istotami. Potrafią wzbić się w powietrze, lecieć do chmur. I ten błękit nieba… Latanie w przestworzach jest takie fascynujące… Ale właściwie, dlaczego ptaki, latanie i niebo tak na mnie działają? Dlaczego mam wrażenie, że to wszystko jest częścią mnie…? Może to wina tej całej magii… Tylko co to takiego właściwie jest? I te Smocze Jaja w parku… Dlaczego tylko ja widziałam te światło, które biło od nich? Kim ja właściwie jestem? Sama już nie wiem…”.
Dziewczyna myślała też o swoich bliskich i wszystkim, co się od rana zmieniło. Myślała o swoim życiu (przypomnij sobie o scenie z prologu, mój drogi czytelniku).
Po chwili wzięła swój zeszyt. Jest on czymś w rodzaju pamiętnika. Powoli zapisała w nim krótki tekst:
„Myślałam, że znam siebie…”.
Nagle jej wzrok przykuł mały wróbelek, który przez otwarte okno wleciał do jej pokoju. Jakby nigdy nic wylądował na jej kolanie.
– No co jest mały? Może ty mi powiesz, kim jestem? – zapytała ptaka beznamiętnym tonem.
– Jesteś czarodziejką – odpowiedział jej.
Brunetka błyskawicznie zerwała się na równe nogi. Ptaszyna spokojnie wzbiła się w powietrze i zostawała przez chwilę przed nią.
Isabelle była przerażona tym, co się właśnie zdarzyło. Miała ochotę uciec gdzieś, gdzie nie miałaby kontaktu z tym dziwnym światem. Po chwili mała samotna łezka popłynęła po jej policzku. Zrozumiała, że nigdy nie była normalna i nigdy nie będzie.
W końcu wróbel wyleciał przez okno i dziewczyna została sama. Wszystko, czego teraz pragnęła, to rozmowa z Vicky. Starła ciecz z twarzy i powoli zeszła na dół do salonu. Chciała wydostać się z domu niezauważona, lecz to się nie udało. Kelly ją zatrzymała.
– Och, Izzy! Chodź tu do mnie, siostrzyczko! Musimy pogadać – brunetka ciężko wypuściła powietrze z płuc i udała się na kanapę, na której siedziała jej siostra.
– O czym?
– Ty już dobrze wiesz o czym – na te słowa Isabelle przewróciła oczami. – Musisz jutro spotkać się z Ciotką Maddie. Jest to główna osoba, która może ci pomóc w zrozumieniu twoich mocy.
– No dobrze, dobrze. A o której mam to spotkanie? – zapytała spokojnie.
– O 17.
– Co…? Co proszę?! Ty chyba sobie ze mnie żartujesz! Jutro o tej porze będę na koncercie Smile! – emocje trochę poniosły młodą Starlight.
– No to nie pójdziesz na ten koncert.
Kelly było bardzo przykro mówić o tym siostrze. Wiedziała, jak bardzo ważny jest dla niej ten zespół. W końcu czekała na ten moment już bardzo długo. Ale niestety są rzeczy ważne i ważniejsze.
– Nie ma mowy! Idę z Vicky na koncert i mnie nie zatrzymasz! – wrzasnęła.
Po tym wściekła wybiegła z domu. Łzy same cisnęły się jej do oczu. Nic nie było takie, jakie miało być. Nie tak miało wyglądać jej życie. Planowała dzień jutrzejszy już od paru lat. Koncert był dla niej spełnieniem marzeń. Było to dla niej ważniejsze niż wszystko, co miała. Nie mogła zmieść myśli, że to mogłoby się nie udać.
W tym momencie szła czym prędzej do swojej przyjaciółki. Liczyła, że Vicky poprawi jej humor, a może nawet jej pomoże… I rzeczywiście stało się tak. Spędziła miły wieczór u przyjaciółki na pogaduchach, jedzeniu lodów i oglądaniu filmów. Najlepszy sposób zatarcia pamięci i pomocy – dobra zabawa w dobrym towarzystwie.
*
Następny dzień był po prostu piękny. Wymarzony wiosenny dzień. Ciepło, zielono, przyroda wydawała się radosna. Wietrzyk bawił się liśćmi na gałązkach drzew, a ptaki kąpały się w kropelkach wody pobliskiej fontanny. Niedaleki lasek nucił przyjemne szumne melodie, kwiaty wypięły piersi ku słoneczku… Ale może wróćmy już do naszych bohaterek.
Pokój Isabelle. Dziewczyna stała przed lustrem i się przeglądała. Vicky patrzyła na zachowanie swojej przyjaciółki. Lekko to ją śmieszyło. Obie były już w swoich strojach koncertowych. Były gotowe na nowe doświadczenia i spełnienie ich największego marzenia. Właśnie dziś idą na koncert Smile.
Izzy miała na sobie białą sukienkę z falbankami i skórzaną kurtkę. Na nogach miała swoje ulubione czarne trampki. Wyprostowała włosy. Vicky założyła białą falbaniastą spódnicę, dżinsową koszulę i czerwone Conversy. Jej włosy były lekko pofalowane.
Po wczorajszej rozmowie z przyjaciółką, Izzy lepiej się już czuła. Zeszłego wieczoru wybrały też te oto stroje. Rozmawiały także o znalezisku w parku, oczywiście… Ale była też wciąż zła na siostrę.
Była pewnego tego, co robi. Zdecydowała, że idzie na koncert i już. Kropka. Nie zmieni decyzji. Nikt jej nie zatrzyma.
Isabelle odwróciła się do przyjaciółki i zapytała ją z wielkim uśmiechem wymalowanym na twarzy:
– To jak? Gotowa na przygodę życia?
– Gotowa jak nigdy – odpowiedziała jej ze śmiechem.
Po chwili dziewczyny wyszły z domu rodzinnego Starlight, który był zupełnie normalny i typowy… Oprócz faktu, że mieszkały tam tylko dwie młode dziewczyny…
Powolnym krokiem udały się do klubu. Szły pieszo, ponieważ miejsce to nie było zbyt daleko. Po drodze Vicky zabawiała swoją przyjaciółkę. Obie cały czas się śmiały. W końcu dotarły do celu. W klubie było już całkiem sporo ludzi. Większość właśnie w ich wieku. Wszyscy tryskali energią.
Cały lokal był w kolorach czarno-czerwonych. Hala była dość dużych rozmiarów. Nie było w niej okien. Pod ścianami stały trzy czerwone kanapy. Wystrój dawał lekko mroczny efekt, ale było tam przytulnie.
Nagle wszystkie światła zgasły. Vicky się tak mocno wystraszyła, że aż złapała swoją przyjaciółkę za rękę z piskiem. Izzy się zaśmiała pod nosem.
*
Kulisy. Członkowie zespołu Smile siedzieli na dwóch kanapach w ciemnościach. A kto wchodził w skład tego zespołu, zastanawiamy się, co? Rodzeństwo Becky i Ross, ich kuzyn Mike i przyjaciele Bradley i Charlie. Grali rocka. Ross śpiewał i grał na gitarze, Becky grała na klawiszach, Mike na basie, Brad na drugiej gitarze, a Charlie na perkusji. Oczywiście wszyscy byli wtajemniczeni w sekretne życie Rossa. Rozmawiali.
– Czy myślicie o tym samym, co ja? – zapytał Mike reszty zespołu.
– Że korki wysiadły? – odpowiedział mu tępo Brad.
– Nie… W Kronikach było napisane, że zgaszone światło to oznaka… – zaczęła Becky i ciężko przełknęła ślinę.
– Uzewnętrzniającej się magii Isabelle… Bezpieczniki padły, ponieważ energia ją rozpiera z radości, bo już tu jest i zaraz się zacznie koncert jej ulubionego zespołu – dokończył lekko spanikowany Ross. Pstryknął palcami i światło z powrotem się zapaliło w całym klubie. Z jego palców ulatywały małe srebrzyste iskierki, które po chwili zniknęły.
– Wooow. Też tak chcę! – wrzasnął Charlie, który aż wstał z wrażenia. Wszyscy się zaśmiali z zachowania przyjaciela i także wstali.
– Myślę, że już na nas pora – odezwał się najstarszy w zespole blondas, czyli Mike (widać było pokrewieństwo z Lickienami na pierwszy rzut oka, ale nie było to zbyt uderzające… Może to przez jego brązowe oczy i ostrzej podkreślone kości policzkowe…?) i wszedł na schodki, prowadzące na scenę. Wszyscy po kolei zaczęli wychodzić. Brad ze swoją gitarą był za Mikiem, a za nim perkusista. Ross miał zamiar zrobić to samo, ale jeszcze na chwilę Becky go zatrzymała.
– Zobaczysz. Będzie dobrze, bracie – rozczochrała jego piękne blond włosy. On się do niej uśmiechnął i oboje weszli na scenę.
Światła reflektorów oślepiały członków zespołu. Krzyk fanów był wręcz nieznośny. Cały klub zatonął w muzyce. Koncert się zaczął.
Ross na samym początku miał chwilę wolnego od śpiewania – siostra go wyręczała. Akurat ich najnowszy singiel był autorstwa Becky zwany Stay True Stay Strong. Dlatego też Ross zajął się przeczesywaniem wzrokiem tłumu. Szukał jednej dziewczyny, która zmieni jego życie… Isabelle Starlight… Przed dłuższy czas trwania piosenki nie wychodziły mu poszukiwania dziewczyny. Wciąż jej nie mógł rozpoznać. Zaczął się w końcu obawiać, że nie wypełni swojej dzisiejszej misji…
Gdy już tracił nadzieję, nagle jego uwagę przykuła pewna dziewczyna. Była brunetką i miała białą sukienkę na sobie. Spodobała się mu jej radość z muzyki. Zapragnął poznać ją bliżej. W jego sercu obudziła się rządza szalonej miłości, której smak chciałby poznać właśnie przy jej boku.
W najmniej spodziewanym momencie stracił równowagę i wraz ze swoją gitarą spadł ze sceny. W tym momencie Isabelle była zszokowana tym, co się dzieje. Wykrzyknęła jego imię i nagle wszystko wkoło się zatrzymało. Zostali zamrożeni w czasie.
Ross szybko się otrząsnął i wstał z ziemi. Wykonał dziwny gest ręką, który spowodował ich przemieszczenie się – Izzy nagle razem z nim pojawiła się za kulisami.
Blondyn był bardzo blisko dziewczyny. Spojrzał w jej oczy i zatonął w nich. W tych błękitach oczach, podobnych do krystalicznie czystej wody. Uśmiechnął się do niej szczerze. Delikatnie dotknął palcami dłoni jej policzka.
Terms and Conditions– Odnalazłem cię, Isabelle.
– Co się dzieje? – zapytała lekko spanikowana i zdezorientowana.
Nigdy w życiu nie spodziewałaby się takiego obrotu akcji. Wydawało się jej, że śniła. Jeszcze przed chwilą dobrze się bawiła na koncercie ukochanego zespołu, a tu magia się uaktywniła! No i chyba coś jeszcze… Była w transie. Ale też trochę się jej podobała ta bliskość chłopaka…
Po prostu magia.
***
Oto i jest rozdział! Jak widzicie… Mamy tutaj drugą połowę głównych bohaterów tej powieści wprowadzonych. Jest tu także scena zetknięcia się dwóch światów, które właśnie tego dnia, w tym miejscu spotkały się ze sobą. Ale ciekawe jest to, że tylko jedna strona o tym “przeznaczeniu” wiedziała, czyż nie?
Drugą kwestią wartą poruszenia są bohaterowie i charakter tego fantastycznego świata. Wiele dzisiejszych hitów fantasy zabiera nas do własnych krain niemal baśniowych, a ja postanowiłam zrobić coś innego… Okazuje się, że to nasz zwyczajny świat, ale wybrani wiedzą o istnieniu magii! Przejawia się to także w wyborze imion. Nie chciałam niczego wymyślać, tylko sięgnęłam po imiona takie zwykłe, spotykane na co dzień, takie, które jako pierwsze przyszły mi do głowy… I w ten sposób pomyślałam, że imię Ross jest takie ładne, a raczej rzadko wykorzystywane, więc tak oto powstał nasz blond przystojniak!
Na koniec jeszcze komentarz muzyczny. Uwielbiam muzykę – to była moja pierwsza pasja przed pisarstwem – więc ten wątek jest tutaj jednym z ważniejszych. Na końcu książki można znaleźć moje autorskie teksty, które są wymienione w treści tej powieści, więc na koniec zrobię taki post z tymi piosenkami. Do lata możecie się spodziewać zakończenia publikacji tej książki tak w całości wraz z tym dodatkiem muzycznym… Tak już mówię, żebyście wiedzieli!
Jeśli jednak nie chcecie czekać, to możecie przeczytać sobie kontynuację już dziś! Moja książka jest dostępna w moim oficjalnym sklepie, Amazonie, Empiku. Zapraszam też do zapoznania się z kolekcją inspirowaną tą historią!
To już wszystko. Do następnego!
A.A.

Leave a Reply