Nieznana przyszłość – Twoje przeznaczenie. Rozdział 4

Mamy piątek, więc mam dla Was dziś kolejny rozdział mojej powieści fantasy! Zaczyna się on poniżej. Na końcu możecie też znaleźć komentarz do niego. Jest on dość długi!

Miłej lektury!

***

Ed już wyszedł na zewnątrz z domu swojej dziewczyny. Zdenerwowany szedł szybkim krokiem. Za nim wybiegła Vicky. Czuła, że musi z nim pogadać o tym, co się przed chwilą wydarzyło. Chciała jakoś ratować przyjaciółkę.

Krzyczała za nim, aby się zatrzymał. Chłopak jednak nie miał ochoty nawet na nią spojrzeć. Tym bardziej nie chciał z nią rozmawiać. W końcu dziewczyna go dogoniła. Stanęła mu na drodze, a on ją wyminął. Głośno protestowała. Nerwy nerwami, ale nie powinien jej tak traktować. W końcu jednak chyba odczuł odrobinę litości, bo odwrócił się. Warknął:

– Czego?!

– Co ci się stało…? – zapytała Vicky lekko zasmucona jego zachowaniem.

– Nie mam ochoty patrzeć jak ten blond-lalunia kręci się wokół mojej Isabelle! – wydarł się.

– Ale ona cię nie zdradza ani nic… Słyszałeś sam całą historię. To prawda, Ed – próbowała złagodzić sytuację.

– Oczywiście! Broń ich! Vicky, nie jestem głupi! Widziałem, jak się zachowywali! Tylko brakowało, aby się zaczęli tam miziać! Ugh! Słowo daję! Jak znów ujrzę jego cud-mordę, to gość straci parę zębów! – chłopak poczerwieniał ze złości.

– Ty po prostu jesteś zazdrosny – zaśmiała się z tego, co stało się oczywiste dla niej w tej oto chwili.

Ed odwrócił się i zaczął się oddalać od dziewczyny. Nie chciał, aby go znów dogoniła, więc zaczął biec przed siebie. W końcu przyjaciel zniknął jej z oczu, a ona postanowiła wrócić do domu jej kumpeli. Chciała chwilę pogadać z Isabelle… Ktoś w końcu musi ratować tę paczkę starych dobrych przyjaciół.

*

W tym samym czasie Ross i Izzy rozmawiali. Jak już wcześniej to uzgodnili, chcą teraz pójść do Ciotki Maddie. Blondyn miał nadzieję, że pomoże ona nastolatce odkryć jej magiczne moce. Lecz w obecnej chwili ich tematem rozmowy było coś innego…

– Masz takie piękne niebieskie oczy… Zdecydowanie przelewają się w nich fale wody, bardziej niż u kogokolwiek innego… Jeszcze nigdy nie widziałem czegoś tak pięknego – chłopak nie ukrywał, że jest nią zauroczony. Trzymał swoją dłoń na jej policzku.

– Dziękuję – zaśmiała się. On się do niej szczerze uśmiechnął. Następnie po woli zaczął się zbliżać do jej twarzy. Z całego serca chciał, aby ich usta złączyły się w pocałunku.

– Okeeej. Może Ed ma trochę racji…

W tym momencie do pokoju weszła Vicky. Para jak poparzona oderwała się od siebie. Później zaczęli się śmiać z tej sytuacji. Dziewczyna tylko stała i patrzyła na nich jak na wariatów.

– Chciałam tylko powiedzieć, że Ed jest zazdrosny. No i widzę, że… Słusznie.

Po tych słowach dziewczyna wyszła. Nie czekała na to, co powie jej przyjaciółka. Była niezwykle smutna. Nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Czy Isabelle naprawdę jest nieszczera? Nawet wobec niej?

– Od dwóch dni wszystko się sypie… – Izzy zabrała głos po chwili nieprzyjemnej ciszy.

– Nie martw się. We wszystkim ci pomogę – przytulił ją.

– Dziękuję – wyszeptała mu we włosy.

Przez dłuższą chwilę trwali w tym uścisku. Oboje potrzebowali siebie nawzajem. Bardziej niż byli tego świadomi… Zwłaszcza przyszłe wydarzenia miały pokazać jak bardzo…

*

Ross i Izzy szli powoli ulicą w kierunku Antykwariatu. Byli już niedaleko. Rozmawiali o ważnych dla siebie sprawach:

– Od jak dawna wiesz o swoich mocach? – zapytała z nieukrywanym zainteresowaniem.

– Emm… Miałem osiem lat, gdy zauważyłem, że dziwne rzeczy się dzieją… Poszedłem z tym do Becky, a ona dowiedziała się od rodziców o przodku czarodzieju w naszej rodzinie. Na początku myślałem, że sobie ze mnie żartują, ale później, gdy świadomie coś magicznego zrobiłem… Uwierzyłem. Pamiętam, jak bardzo się wtedy bałem. To wszystko było jak sen, a do dziś to trwa i… Naprawdę wiem, co teraz czujesz.

– Wow… Byłeś małym chłopcem i już wtedy twoje życie wywróciło się do góry nogami… Musiało ci być ciężej niż mi teraz – Isabelle z wrażenia stanęła. Jak sobie wyobraziła małego wystraszonego chłopca, który był młodym czarodziejem, strasznie zrobiło się jej go żal. – To musiało być okropne!

– To fakt… Ale spójrz. Dałem sobie radę. Dlatego wierzę, że z tobą będzie tak samo.

Blondyn szeroko się do niej uśmiechnął. Dziewczynie prawie serce wyskoczyło z piersi… „On prawie w ogóle mnie nie zna, a jednak wspiera i wiem, że to jest szczere… Słodki z niego chłopak”, myślała. Podziękowała mu. Tylko na tyle było ją stać. Zarumieniła się. On uśmiechnął się, patrząc na nią. Po chwili kontynuowali swoją wędrówkę.

Zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem Ross nie potrafi czytać w myślach. Zdawał się bardziej uśmiechać niż wcześniej. W końcu ona to potrafi, jak się niedawno dowiedziała. Postanowiła jednak na razie o tym nie mówić. Dzięki temuż zielonookiemu osobnikowi rozmowa dalej się kleiła.

– A tak w ogóle… Spotkałaś już kiedyś Becky, co nie?

– Ja? Nie… Nigdy wcześniej jej nie spotkałam – odpowiedziała zgodnie z własną pamięcią.

– Dziwne… Mówiła mi, że cię spotkała…

– Może mnie po prostu widziała wcześniej? – zaśmiała się pod nosem.

– Możliwe… – odpowiedział.

Tak, jest to całkiem prawdopodobne, że Isabelle nie rozpoznała swojej idolki wtedy w sklepie. Jak doskonale znamy to z doświadczenia… Ubrania i makijaż potrafią zdziałać cuda. A Becky wtedy nie była umalowana i ubrana była też w bardziej przeciętne ciuchy.

Ross wymownie spojrzał na ich dłonie i zapytał po chwili wahania:

– Mogę?

– Emm… No dobra – zgodziła się.

Złapał ją za rękę. Oboje wtedy poczuli przyjemne łaskotanie motyli w brzuchach. Było to dla nich o dziwo nowe uczucie. Nawet o tym nie wiedzieli, ale zakochiwali się w sobie coraz bardziej. Izzy to kompletnie nawet do głowy nie przyszło… Ale może kiedyś to zrozumie? Co w ogóle będzie dalej ze związkiem jej i Eda? Czy to w ogóle był taki prawdziwy związek…?

– Jest taka szansa, że się kiedyś umówisz ze mną na randkę? – zapytał bez namysłu.

– Nigdy nie mów nigdy – spojrzała w jego urocze zielone oczka.

Te pięknie rozkoszne chwile niestety nie trwały długo. Nagle para usłyszała dziwne skrzeczenie. Następnie wiatr mocno powiał. Puścili swoje dłonie i zaczęli się gorączkowo rozglądać wokół siebie. Mieli złe przeczucia.

Dotarli już do centrum Los Angeles. Były to całkiem ciepłe popołudniowe godziny. Bezchmurne niebo. Ulice były dziwnie puste… Ale nagle wszystko to stało się takie dziwne… I ten zapach spalenizny…

Wiem, że zaczyna się już coś nadzwyczajnego dziać, ale zwolnijmy akcję na chwilkę. Isabelle i Ross szli kilka kilometrów, około trzech, tą samą prostą drogą do domu (tak, za tymi wszystkimi regałami znajduje się miłe mieszkanko Maddie) wyżej wspomnianej. Tak szli i szli, aż w końcu doszli do czegoś, co nazywamy centrum miasta. Takie amerykańskie Śródmieście, jak w Warszawie, gdzie taką dzielnicę można znaleźć. Właśnie dlatego może wydawać się naszym bohaterom, że Antykwariat jest bardzo blisko – przez proste drogi, które wyglądają wszędzie podobnie, są równie ważne i nowoczesne na każdym kroku… Dobra, koniec dygresji. Akcja… Start!

Ponownie powietrze przeszył dziwny dźwięk. Tym razem był ogłuszająco głośny i brzmiący złowieszczo. Później miasto ogarnęła ciemność. Zaniepokojeni Ross i Isabelle spojrzeli w niebo i to, co zobaczyli, wstrząsnęło nimi. Ogromny smok latał im nad głowami. Dziewczyna na chwilę wstrzymała oddech.

Stworzenie było wielkości samolotu pasażerskiego. Smoczyca była cała czerwona i jej skórę pokrywały łuski. Dzięki całkiem sporym skrzydłom mogła latać nad ziemią. Jej ogon był niezwykle silny i długi. Co jakiś czas z jej paszczy wylatywał ogień.

Nagle zwierzę zniżyło lot i zaczęło lecieć prosto na bohaterów. Izzy była zdolna tylko krzyczeć z przerażenia.

– Biegnij! – blondyn wrzasnął tak głośno, jak tylko potrafił.

Potem zaczął biec. Na szczęście dziewczyna się ruszyła i podążyła za nim. Smok zionął ogniem, przy okazji niszcząc to, co znalazło się na jego drodze. Para biegła czym prędzej, ale wciąż za duży dystans dzielił ich od jedynego bezpiecznego miejsca w LA – Antykwariatu.

Ross postanowił wyczarować w biegu samochód. Krótkie zaklęcie i czerwone Ferrari (tak, Ferrari, czemu nie? Szybkie auto… Idealne do ucieczki…) pojawiło się przed nimi.

– Wsiadaj! – krzyknął do swojej towarzyszki.

Błyskawicznie wsiedli do pojazdu i chłopak pośpiesznie go odpalił. Ruszyli z miejsca. Niebezpieczny smok siedział im na ogonie. Izzy w lusterku zauważyła ogrom spalonych obiektów i przestrzeni za nimi.

– Daleko jeszcze?! Nie mam ochoty spłonąć żywcem!

– Już zaraz będziemy! – na jego twarzy pojawiły się kropelki potu i napięcie.

Brunetka zobaczyła zbliżającą się chmarę ognia w bocznym lusterku. Pędziła prosto na nich. Dziewczyna z całej siły ściskała pięści ze strachu.

– Uważaj! – krzyknęła spanikowana.

Chłopak mocno skręcił kierownicę w lewo i ogień ich ominął. Wstrząśnięta Isabelle patrzyła na płomień przez okno. Z wrażenia usta jej się otworzyły.

W końcu para dojechała na miejsce. Szybko wysiedli z auta i pobiegli, ile sił w nogach do drzwi Antykwariatu. Po chwili byli już bezpieczni w środku budynku. Jednak było jeszcze słychać ryk smoka, królującego na zewnątrz. Oszołomiona dziewczyna patrzyła przez szklane drzwi, oddychając ciężko. Na jej oczach samochód, w którym parę minut wcześniej siedzieli, stanął w płomieniach (oj szkoda… Wielka szkoda… Taki ładny samochód…).

Po paru minutach ochłonęli. Musieli się pozbierać po tym, co się wydarzyło dosłownie przed chwilą. Musieli żyć dalej. Taki los… Dobrze też, że centrum było wtedy opustoszałe. Dzięki temu nikt nie ucierpiał. Zresztą, gdzie wszystkich wywiało…?

– Nic ci się nie stało? – zatroskamy blondyn zapytał Izzy.

– Jest w porządku…

Dziewczyna odwróciła się do wnętrza pokoju i nie mogła uwierzyć swoim oczom. Po raz pierwszy była w tym miejscu. Była niezwykle zaskoczona najmniejszym szczegółem, tyczącym się tego pomieszczenia. Rozglądała się z zachwytem, jednocześnie wchodząc głębiej. Wszystko tu było magiczne, co także wywoływało u niej strach. W końcu nastolatka zauważyła Ciotkę Maddie. Kobieta wstała i powoli podeszła do niej. Przytuliła ją na powitanie. Mówiła:

– A kogo widzę! Moja mała Isabelle!

Kobieta bardzo ucieszyła się na znajomy jej widok. Ciotka Maddie i Izzy od zawsze były sobie bliskie. Jak była mała, to ciotka często się nią zajmowała. Miały świetny kontakt ze sobą. Były sobie chyba bliższe niż matka z córką. Jednym z najpiękniejszym wspomnień, jakie miały, było puszczanie latawców…

Dziewczyna miała dziewięć lat. Był piękny, wietrzny dzień. Cały czas się śmiały, było tak dobrze. Pragnęły cieszyć się chwilą… Wtedy brunetka po raz pierwszy poczuła swoją miłość do powietrza i latania…

To wspomnienie wciąż było żywe w ich głowach. Jakby czas się zatrzymał… Nawet nie wiedziały, jak bardzo tęsknią za tym wszystkim, co minęło bezpowrotnie.

– Aww. Jak słodko – Ross zachwycił się widokiem przytulających się członkiń rodziny Starlight.

– Oj, chodź do nas – odpowiedziała Ciotka Maddie. Chłopak posłusznie do nich dołączył.

Cała trójka przytulała się, mając na twarzach wymalowane uśmiechy. Tylko zdjęcie zrobić…

*

Kelly radośnie buszowała w kuchni w domu. Robiła sobie panini z kurczakiem. Wyjęła je z mikrofalówki i położyła na talerzyku. Następnie wyjęła z lodówki colę. Cały czas podśpiewywała sobie pod nosem You Love Me autorstwa Smile. Mimo że nie była zbyt wielką fanką zespołu, to jednak uwielbiała tę piosenkę.

Tanecznym krokiem wraz z jedzeniem przeszła z kuchni do salonu. Postawiła swój pokarm na stoliku przed kanapą i usiadła na czerwonym meblu. Wzięła pilota do ręki i włączyła swój ulubiony serial w telewizji – Glee. Później zaczęła konsumować swoją kanapkę.

Nagle jej program został przerwany. Zaczęto nadawać program informacyjny, który mówił o zniszczeniach w centrum, zwłaszcza w okolicach Antykwariatu. Pokazywano zdjęcia spalonych części miasta, a dokładniej mówiąc samochody, drzewa i inne przedmioty, które można znaleźć na ulicach.

Kelly się przeraziła. Przypomniała sobie, że Isabelle wyszła wraz z Rossem właśnie przed chwilą. Pośpiesznie odstawiła talerz na szklany stolik i wyłączyła telewizor. Przewidywała najgorsze – Smoczyca się obudziła.

Wyjęła telefon z kieszeni i wybrała numer do Edmunda. Była spanikowana, ale jednak miała jeszcze trochę zdrowego rozsądku. Po trzech sygnałach odebrał.

– Przyjedź jak najszybciej do centrum. Czekaj przy Alei Palm. Tu chodzi o zdrowie Isabelle.

Nie czekając na jego odpowiedź, rozłączyła się. Następnie porywając torebkę i płaszcz z wieszaka w przedpokoju, wybiegła z domu.

*

W końcu cała trójka się od siebie oderwała. Ross i Isabelle już się uspokoili. Niebezpieczeństwo minęło. Mogli chodź na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. W końcu Antykwariat jest bezpieczną oazą dla czarowników. Tak, to magiczne miejsce…

– To była Smoczyca, prawda? – Ciotka Maddie poważnie ich zapytała.

– No tak… Tylko, że ja myślałem, że ona śpi i nigdy nie byłaby zdolna zaatakować kogokolwiek… To takie dziwne… – Ross bezradnie się podrapał po głowie.

– Jak widzę, już tak nie jest… To właśnie ona musi teraz pilnować swoich Jaj… Obudziła się, gdy jej Strażnicy umarli. Myśli, że ją opuścili, zdradzili… Dlatego jest agresywna. Tak myślę… Isabelle jest córką Strażników, więc…

Ciotka Maddie opowiedziała im to, o czym już mówiono w świecie magii. Nowe wieści roznoszą się tu z prędkością światła…

Elizabeth i Peter Starlight zmarli cztery lata temu. Ich rola w tym świecie była ogromna – byli Strażnikami Smoczycy i jej Jaj. No właśnie, byli… Mieli do końca życia mieszkać w Los Angeles, a raczej w niewidzialnym mieście, które ukryte jest w tym realnym, i nagle zła siła odebrała im moce, a następnie dusze. Przez ten cały czas Jaja Smoczycy pozostawały bez opieki… W końcu Smoczyca obudziła się. Musiała podświadomie czuć brak Strażników i była rozgoryczona ich zniknięciem. Mieli już zawsze pilnować jej snu… Mieli… A zwierz zbudził się dopiero teraz, ponieważ czas w tym odmiennym świecie także biegnie innym torem niż w naszym zwykłym, ludzkim… Ale w sumie to kwestia sporna. W końcu każdy jakoś inaczej odczuwa upływ czasu w różnych momentach, nieprawdaż…?

– Zaraz znajdę odpowiednią Kronikę!

Kobieta podążyła do regałów z książkami i zniknęła parze z oczu. W tym momencie Izzy wymownie spojrzała na blondyna.

– To nie fair… Smok chce mnie ukatrupić za to, kim jestem…

Zrobiła minę zbitego szczeniaczka. Na to chłopak parsknął śmiechem. Nastolatka do niego dołączyła po chwili. W końcu przestali się śmiać.

– Nie no, powaga… Najważniejsze, że nic ci się nie stało – puścił do niej oczko.

– Dlaczego, aż tak się mną martwisz? – zapytała, śmiejąc się lekko.

– Bo jestem twoim Aniołem Stróżem i na tym polega moje życie – blondyn dotknął jej policzka.

Błyskawicznie zatonęli w swoich oczach. Chłopak nie mógł się powstrzymać i niebezpiecznie zaczął się zbliżać do jej ust. Izzy nawet nie próbowała go odpychać. Oboje stracili kontrolę nad sobą.

W końcu ich usta się połączyły w pocałunku. Uczucie euforii zawładnęło nimi. Było to coś, czego jeszcze nigdy nie czuli. Wielkie pożądanie, motyle rozsadzające brzuch, przyjemne dreszcze chodzące po całym ciele.

Po pewnym czasie Ross postanowił pogłębić pocałunek – mocno ją przyciągnął do siebie, kładąc swoje dłonie na jej biodrach. Ona zaś okalała swoimi rękoma jego głowę. Całkowicie oddali się sobie. Poddali się temu uczuciu, które obudziło się w ich sercach w czasie pierwszego ich spotkania. Jednak nie trwało to długo…

Nagle do wnętrza Antykwariatu weszli Kelly i Ed. Blondyn zobaczywszy swojego konkurenta całującego się z jego dziewczyną, poczerwieniał na twarzy. Wściekły zbliżył się do pary i ich brutalnie rozdzielił. Następnie mocno zamachnął się i jego ręka miała bliskie spotkanie ze szczęką blondyna. Ross z wrażenia wylądował na ziemi. Krew mu zaczęła lecieć z nosa. Chłopak dotknął dłonią bolącego miejsca. Starł trochę krwi z twarzy.

– Masz za swoje – Ed mu pogroził palcem.

– Ed! Na miłość boską! Oszalałeś?! – Isabelle wydarła się na niego. Następnie usiadła na ziemi obok poszkodowanego. Dotknęła delikatnie jego twarzy. – Bardzo boli?

– Bywało gorzej – zaśmiał się. Następne słowa dodał trochę ciszej, aby tylko ona mogła go usłyszeć. – Warto było.

***

Tak oto kończy się ten rozdział! Jak Wam się podobało?

Cóż, dziś chcę poruszyć tylko jedną kwestię miłości i jej pochodne – zdradę emocjonalną, szybko pogłębiające się uczucie i związek, który nie jest oparty na miłości, a na przyjaźni. A na koniec dodam jeszcze szczyptę przeznaczenia.

Mamy tutaj przedstawione narodziny uczucia. Gdy jesteśmy bardzo młodzi i coś czujemy po raz pierwszy, albo jesteśmy w jakiejś nietypowej sytuacji… Często nie wiemy, co robić albo po prostu tego nie rozumiemy! Czasami rzeczy same się dzieją… I tak właśnie było w przypadku Rossa i Isabelle. Okazuje się, że miłość potrafi nas odnaleźć nawet, gdy już niby jesteśmy w związku!

Ale czy w przypadku Eda i Izzy to było coś prawdziwego, skoro to była tak naprawdę tylko przyjaźń? Skoro to był związek tylko z tytułu… Czy Izabelle miała prawo się zakochać w kimś nowym? Cóż. Czasami nie da się zatrzymać naszych własnych uczuć, więc nie da się z tym walczyć. Ważne, co z tą wiedzą zrobimy. Sytuacja była wciąż bardzo świeża, więc Izabelle musiała się z tym wszystkim oswoić. I wtedy przychodzi czas na robienie porządków, gdy już zrozumiemy…

Fakt, że Isabelle zaczyna coś czuć do kogoś innego, gdy ona jest w związku, a Ed czuje się już z tym źle… No, niestety to jest zdrada emocjonalna. Czasami to tymczasowy kryzys, który trzeba razem przetrwać, a czasami to niestety oznacza koniec jednej relacji, a być może początek nowej…

Skoro Isabelle nigdy nie czuła miłości do Eda, to była więc tylko kwestia czasu, aż ktoś taki jak Ross się pojawi i zakończy ten związek bez przyszłości. Przyszłość – jak się dowiadujemy z Kronik – jest pisana właśnie tej świeżej znajomości Rossa z Isabelle… A teraz wyobraźmy sobie, że mamy taką wiedzę w prawdziwym życiu i teraz musimy uczyć się siebie nawzajem do końca świata… Ciekawe doświadczenie, czyż nie?

Cóż postanowi teraz zrobić nasza kochana bohaterka? Czy będzie wciąż ślepo iść za przeznaczeniem, a może zrobi coś innego? Więcej o tym następnym razem, bo to już będzie rozwinięte w następnych rozdziałach!

No, to na koniec polecam jeszcze odwiedzić mój sklep! Teraz na walentynki jest tam zniżka na kolekcję walentynkową i wybrane formaty moich książek. 30% zniżki do 15 lutego!

A kolekcja do tej powieści fantasy jest tutaj.

Zapraszam też do przeczytania tej książki już teraz, jeśli nie chcecie czekać na następny piątek! E-book jest tutaj, wersja papierowa z autografem tutaj, ale jest ta powieść też dostępna w Empiku i Amazonie!

To już wszystko. Do następnego!

A.A.

Leave a Reply

Discover more from Allysa Agnes

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading